Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wernisaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wernisaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 września 2017

Łowca głów - Finisaż 3/3 (1907)


- Pewnie, że boli!

Stary dzikus przy ognisku zdradzający plemiennej młodzieży tajniki marynowania i wędzenia głów nie krył irytacji dla banalnego pytania.

-   Jak może nie boleć, gdy się zatniesz w palec podczas sprawiania. Musi!


I czasu zabiera sporo! - Dodał tryumfalnie jakby dopiero teraz sobie to przypomniał.

Te wszystkie marynaty, te fotoszopy, ten nieznośny, jałowcowy dym z ogniska... .

...ale jak właściwie przyuważysz, jak przyłożysz się to... następne pokolenia będą miały co oglądać wiszącego w internetach, gdzieś pod powałą chaty!

W końcu chodzi o to by coś po nas pozostało. Nie na darmo wszak jesteśmy łowcami głów!

Stary myśliwiec poprawiając wyleniały pióropusz na głowie, coś tam jeszcze seplenił, ale kto by go tam słuchał... .















sobota, 23 września 2017

Łowca głów - Kokolandia 2/3 (1906)

Dawno temu obiektywem raz i drugi zauważyłem istnienie orzecha kokosowego.

Trzeba jednak Artysty aby zastanej rzeczywistości nadać swój własny, indywidualny wyraz... . By zrobić z tego coś więcej niż marną kopię rzeczywistości.

*    *    *

Kontynuując opowieść dopiero za trzecim razem dostałem połączenie. Na moje pytanie Czesława odpowiedziała tak:

Skąd mi się wzięły te kokoludki?! To zwykła historia. Raz pewien znajomy przyniósł mi kokosa.

Mam go i mam i ciągle nie wiem co z nim zrobić. Leży u mnie całe wieki i leży tak, że pewnie swą zjadalność już dawno utracił.
- Może ty z niego zrobisz jakiś użytek?!"


No i tak leżał u mnie i leżał czekając na swoją kolej. Jego kokosoludkowatość była od początku zauważona! ...musiał chyba ze dwa lata poczekać aż pojawiło się całe to rozplotkowane towarzystwo.

Proszę zauważyć jak one gadają, jak szepczą oglądając się za siebie, jak powtarzają to i owo... . Tak mimochodem tylko wspominają o tym i tamtym. Jak szerzą plotki, jak wzniecają niepokoje... .

W sumie tych kokoludków powstało coś z 15... . Słowo "sztuk" jakoś mi nie przechodzi przez gardło, bo one są takie... no właśnie!
- One SĄ jak.

Gdzieś tam z nimi kojarzy mi się opowieść nie tylko dla dzieci. Czasami zdaje mi się, że wyszeptują sobie (sobie?!) jakąś trudną historię, która jeszcze nie została napisana.

Są jak ilustracja do niezwykle dramatycznej opowieści z koszmarnego może nawet snu.

Nie słychać ich, ale przemawiają! Tak jakby domagały się tego by zostały zauważone, całe w swej dziwaczności, całe ze swoim niby to dziecięcym światem.

Zresztą, co ja tam będę opowiadał jakieś nie napisane jeszcze historie: niech każdy opowie sobie sam o czym one tak przenikliwym szeptem czy donośnym krzykiem rozprawiają... .




sobota, 16 września 2017

Łowca głów - Wernisaż 1/3 (1902)

Dzikus cichutko warknął pod nosem i przejechał brudnym paluchem po ostrzu - choć wyszczerbionego to ostrego jak brzytwa - noża.

Niemal poczuł ciepły zapach krwi zwierzyny, która była już w zasięgu jego ostrza... .

Lekko przeciągając, cichutko pod nosem zamruczał: Lu-u-ubię ludzi!

Nikogo i niczego nie żałował, gdy na ugiętych nogach, powoli i bezszelestnie zaczął przesuwać się w kierunku stada.

Założony dłuższy obiektyw pomagał mu ukrywać się w tłumie.

Na pozór wyglądał jak wszyscy, ale to on miał dmuchawkę w ręku.

Za każdym razem gdy naciskał spust wiedział, że tak jak poprzednim razem i teraz nikt i nic mu nie umknie.
- Polowanie trwało w ciszy.








piątek, 27 stycznia 2017

Nie ma mnie! (1748)



Uroczyście udano się na przyrodę i nie ma mnie co szukać! Nabiera się tchu do zbliżającego się Wydarzenia. Siłę z przyrody pełnymi garściami a w ukryciu czerpie się.



Reklamacji, że przyrody w czystej postaci tu brak - nie przyjmuję. Oferuję to czym chata bogata. A że chata skromna... no cóż! Taki Wam się trafił - za przeproszeniem - bloger.



I przy okazji anegdotka. Ważny wernisaż na którym mnóstwo ludzi. Rzadko na takich bywam, no ale teraz zdarzyło się. Rozmawia ze mną jeden z lokalnych tuzów fotograficznych. Bez żadnych takich tam czuję się zaszczycony. No nie co dzień zostaje się zaszczyconym uwagą Człowieka z Dorobkiem.



A osoba ta utytułowana i nagrodami wszelkimi obdarowana, pracuje dla prestiżowej instytucji i ogólnie ozdobioną jest licznymi laurami, o których sam mógłbym tylko pomarzyć. Dobrze jest postać sobie w cieniu osoby z dorobkiem! Tym bardziej, że tak w ogóle to On jest po prostu sympatyczny gość!



No i stoimy sobie i stoimy o zdjęciach rozmawiamy. A co raz to ktoś podchodzi do nas, bo dobrze jest pokazać się w Dobrym Towarzystwie w którym mi chwilowo - a niezasłużenie - udało się znaleźć.



W pewnej chwili pojawia się jakaś PSO (Powszechnie Szanowana Osoba). No i kłopocik miał mój utytułowany rozmówca: mimo iż znamy się od kopy lat (bez zażyłości, ale z rozmowną życzliwością widujemy się na ulicach miasta) jak by tu mnie przedstawić.



Fotograf profesjonalny? Do tego by upoważniało przygotowanie do fotograficznego fachu i te 14 K zdjęć na "Obserwatorze". Nieeee! Przecież nie profesjonalny: złamanego grosza na fotografii nie zarobiłem!

Fotografik? ...a co ja wiem na temat obróbki fotografii?! Tyle co się nauczyłem sam.

No to może literat? Nieeeee! ...a co ja tam wielkiego napisałem?


W końcu zgodzono się że pozostaniemy przy bliżej niejasnym określeniu "bloger". Na takie dictum PSO ugryzł się w swój powszechnie szanowany język, aby nie zadać pytania:
- A co to za jeden ten "bloger"?!


Kiwając do siebie głową odszedł czym prędzej. ....No bo co to za jeden ten.... BLOGER?! Przynajmniej w tym wypadku.
- No właśnie.

piątek, 16 grudnia 2016

Rosół i gołąbki (1723)
















Dzisiaj - jak widać - na obiad mamy rosół i gołąbki. Przepisu
nie podaję, bo i tak wszyscy wiedzą jak się je robi. Jakby co to
ten drugi gołąbek wcale nie jest nadjedzony tylko jest go pół.

Tyle wynikało z rozdzielnika domowego, albowiem oszczędnie
żyć cza!






















*    *    *

ONI już poszli?! No to zaczynamy właściwy wpis!

Otóż zauważono, że co poniektórzy Obserwatorzy nazbyt lekko
prześlizgnęli się po sprawozdaniu z ostatnio odwiedzonego przez
nas wernisażu. I nie oddali należnej czci obrazom i obrazkom
tam przedstawionym.

Nie ulega wątpliwości, że impreza odniosła sukces frekwencyjny. 
Ludzi było sporo w tym przedstawiciele władz oficjalnych.

Przybyły naród był jednak jakiś taki.... skwaszony, nieobecny,
ze wzrokiem pochylonym, omijającym i nieobecnym. Gdyby nie
Dwie Osoby (Proszę samemu sobie je odszukać!) to można by
uznać, że moja obecność tam była zbędna, bo w końcu na wernisaże
chodzi się tylko po to by zapolować na Ludzi.
- No właśnie!

A obrazy?
- Tak, dla nich warto było przyjść.
...i jeszcze można nadal.

Podziel się