Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błonia nadwiślańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błonia nadwiślańskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 października 2018

Jak (nie) zostałem szpiegiem (2033)

Od zawsze chciałem być szpiegiem! Kapitan Kloss czy 007 na których się wychowałem zawsze robili na mnie mocne wrażenie. Z uwagi jednak na choleryczny ustrój własnego organizmu i jednocześnie słabe nerwy wiedziałem, że w tradycyjnym szpiegowaniu nie mam szans.

Stąd mój dojrzały wybór pewnego dnia brzmiał: zostanę szpiegiem przyrodniczym! Znaczy się tajemnice przyrody będę podglądał i ujawniał. Żeby z jakimś choćby i lekkim dreszczykiem to się wiązało postanowiłem zakraść się na na toruński, lewobrzeżny poligon.

W końcu - chytrze pomyślano - skoro Pan Hoff i naukowi współpracownicy mógł przepiękny album wydać, to może i mi uda się zebrać jakiego ciekawego materiału choćby i na jedną notkę lub dwie. Wszak o jesieni na tymże wojskowym terenie bajeczne legendy krążą... .
- No i zaczęło się.

Trzy razy rowerowo podjeżdżałem do tematu i za każdym razem klapa. Na początek zostałem pouczony słownie: Wejście na teren poligonu zagrożone jest zakuciem w dyby oraz mandatem w wysokości.

Potem zobaczyłem te tablice, a na końcu zatrzymałem się z wrażenia na szlabanie... .

Nie zwykłem był się zbyt łatwo poddawać, ale... kiedy - podczas ostatniej próby - dojrzano w oddali jakiś opancerzony pojazd umknąłem gdzie pieprz rośnie czyli nad Wisłę.

Wypchajcie się! W nosie mam - a choćby i przyrodnicze tylko - wasze tajemnice! Nie będę się narażał na mandaty, na nerwów straty i być może jeszcze coś tam coś tam od służb umundurowanych i uzbrojonych po czubki włosów.


Tym sposobem - Drodzy Obserwatorzy - możecie sobie razem ze mną delektować się takimi jak widać obrazkami, które pozyskano przy okazji i w wyniku.
- Tak, sztuka ogrodów i w takim wydaniu jest dla mnie interesująca!


Szwendając się po nadwiślańskich chaszczach ni stąd ni zowąd znaleziono się na terenie Zamku Dybowskiego. A co z tego wynikło!? Dużo, dużo i smacznie. ...ale o tym jutro, jutro będzie!


PS. Jak się nie pamięta o przyjaciołach to się traci!

...bo przyjaźnie trzeba pielęgnować, a starych przyjaźni się nie zrywa.
NIGDY.


sobota, 20 października 2018

Jesienna włóczęga w poszukiwaniu Nieszawy (2031)

Zaczęło się niewinnie. Pogoda piękna była, czas niespodziewanie zrobił się swobodny a tu rower naładowany, więc może by gdzieś... .

Pomykając wzdłuż Wisły natrafiono na:
- tajemniczy znak wodny
- ulubione stworzenia
- bardzo historyczną tablicę.






Ten właśnie obiekt, dedykuje się "Skołowanym", bo podczas naszej wyprawy do Ciechocinka jakoś umknął mi temat aby go palcem pokazać.

Włócząc się nad Rzeką w końcu odnaleziono Nieszawę. A tam jak wiadomo nawet niewtajemniczonym turystom ważne są trzy sprawy:
1. Prom
2. Kościół pw. św. Jadwigi Śląskiej
3. Dom Pana Sobieraja Władysława







Czy ja się kogoś zapytałem do kogo ten herb należał?!
TAK.


Jeżeli na sali znajduje się historyk sztuki to proszę o objaśnienie, w sprawie krucyfiksu. Klasyczne przedstawienia Ukrzyżowanego zwykle pokazują przebity bok prawy, a tu jest... inaczej.

Ciekawe jakie względy kierowały - ludowym niewątpliwie - rzeźbiarzem gdy odstępował od kanonu.

A sam kościółek szacowny i godny odwiedzenia jest nie tylko w celach turystycznych.


Parę razy byłem w tym miasteczku, ale jakoś nigdy nie zauważyłem tego obiektu, który stoi w samym centrum! No - shame on me - i już!
- A on jest klasycznie piękny, patriotyczny i taki w odpowiedniej do otoczenia skali.

To rowerowe docieranie do Nieszawy - tak kapitalnie podnoszące samopoczucie - obniża jednak próg uważności.. .

Ciekawe co się da odkryć następną razą... .





sobota, 25 marca 2017

Dzikie sarny (1777)

Dzikość rodzimej przyrody czasami mnie przeraża! ..a było to tak.


Na spacer spokojny, na spacer się wybrano na błonie pod miastem.


One zobaczywszy mnie przybiegły ciekawe na nutę: "A kogo to przyniosło na nasze pole?!".


Poprzyglądawszy się i widząc mnie niegroźnego potruchtały dalej.




Nagle zobaczyły Innego Człowieka.


On szedł uzbrojony w dwa psy.


A sarny?! Jak nie ruszyły w ich kierunku z kopytek, jak nie pognały nieboraków... .


No nie powiem, że próbowały stratować psy, ale było coś koło tego. no ten tego: coś na ten kształt. Znaczy się psy zostały postraszone.
- Te ogary (gdyby to były ogary) to już na pewno nie pójdą w las!

piątek, 13 lutego 2015

Anty - Walenty (1505)

No było się na błoniach w dzień pochmurny, niepogodny... .
















- Tak wiem! Wczoraj był "tłusty czwartek", dziś 13-tego piątek
a na dodatek jutro te całe nie_nasze "walentynki".

Okazać miłej osobie, że się ją kocha, lubi i szanuje trzeba każdego dnia!
Niepotrzebne mi jest do tego tandetne, kiczowate święto zawłaszczone
przez handlarzy na swój pożytek. I te upiorne lizaki z napisem "Kocham 
Cię" i koniecznie różowe serduszka i takimiż tasiemkami przewiązywane
prezenta.. .
- Łomatkooooo!
















A świętego Walentego cenię sobie bardzo i będąc przeciwnikiem
handlowych "walentynek" uszanuję świętego i obejdę je z moją
Walentynką po mojemu.

Na ten dzień odpuścimy sobie komputery, sierotki masowego przekazu,
nie dopuścimy do głosu telewizorni, zrobimy sobie dobre jedzenie,
pójdziemy na spacer, zagramy w chińczyka lub "Dobble". I będziemy mieli
dla siebie ten czas specjalny, ten czas odświętny. I zadbamy o siebie wzajemnie,
albowiem nie tylko Walentynka, ale i Walenty liczy się!

A tak w ogóle to warto wiedzieć, że tylko w tradycji anglosaskiej ten
lekarz z zawodu jest patronem zakochanych. U nas w Polsce z powodu
legend i zwyczajów ludowych  onże święty jest obrońcą przed ciężkimi
chorobami w tym  umysłowymi i epilepsją.

A chciałby kto jeszcze uroczyściej ten dzień obejść niech sobie pojedzie
do fary chełmińskiej gdzie stosowne relikwie znajdują się.




Podziel się