Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bysławek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bysławek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lipca 2017

Ponownie w Świętym Gaju (1856)

Wyrażone wcześniej pragnienie by powrócić tu ziściło się i miałem szansę (wraz z Rodziną i Przyjaciółmi) odkryć to czego wcześniej w natłoku wrażeń / zdarzeń nawet nie zarejestrowano.

Tym razem zauważono, że w bocznym prawym ołtarzu figurka Maluśkiego ubrana jest w szatkę... .

Wyposażeni w to odkrycie ruszyliśmy po następne: Rezerwat Cisów Staropolskich im Leona Wyczółkowskiego czekał! ...a tam już bez zbędnych ceregieli zanurzono się w Przyrody zieloność.

Na miejscu znaleźliśmy szaleństwo kolorów! Pod warunkiem, że były to odmiany zieleni. Mimo iż obecną była osoba o zawodzie artystycznym - w obrazach robiąca - tym razem wyrzekania na zieloność nie było.

Entuzjastycznie wprost reagowano na cisy jakby obecni nigdy w naszym Lesie Piwnickim nie byli.

Faktycznie, w tym naszym Lasku to cisów brakuje, których tutaj na niejednym metrze kwadratowym sporo jest.

Co zresztą stanowi poważny problem dla Rezerwatu: młode ciski nie mogą się rozwijać i drzewostan na potęgę się starzeje.

Patrzyłem na te cisy zadając sobie pytanie w sprawie Pana Profesora: On który tak ochoczo odkrywał nowe rodzaje technik plastycznych czemu nie zainteresował się fotografią? 

Wiedząc, że i tak nikt mi na to pytanie nie odpowie zanurzyłem się w wierzchlewski las podziwiając jego różnorodność, drapieżność i wolę przetrwania... .
- W całym swym bogactwie.
















poniedziałek, 10 lipca 2017

Dwa traktory (1848)

Wracając z Polnej Drogi Krzyżowej okazało się, że jestem w Bysławku!

Zapytany o drogę (Gdzie tu jest winnica?!)  rolnik z przyjemnością odebrał moje gratulacje z tytułu posiadania. Te farmerskie ciągniki robią wrażenie!

Drugą w swoim życiu winnicę widzianą na własne (a nie telewizyjne!) oczy zobaczyłem prawie natychmiast.

Historia  z cyklu "Profan w winnicy" powtórzyła się z przyjemnością po raz kolejny.

Tym sposobem pokierowałem sobie obiektyw w różne strony. Zupełnie niewykluczone, że wśród tych zdjęć da się zauważyć latorośl.

A jest, a jest takie określenie winnicowe!

Co ono określa dokładnie (chociaż się domyślam!) to nawet nie muszę wiedzieć. Wystarczy, że znam słowo "enolog", chociaż onże się do mnie nie odzywa - bo niby dlaczego miałby.
- No właśnie.

Podczas pobytu w tej winnicy poznałem także jej Właściciela.

Okazało się, że uprawiając winnicową rolę można wspierać się urządzeniem własnoręcznie zrobionym. Nie imponuje ono może wyglądem, ale zadziwia pomysłowością!
- No i skuteczność się liczy!



Ta winnica w odróżnieniu od poprzednio opisanej to przedsięwzięcie o wiele skromniejsze i raczej bez biznesowego zacięcia.

Po prostu solidnie uprawiana pasja!

Całość o charakterze prywatnym, ujmująca rodzinną atmosferą.


Opuszczałem Bysławek - miejsce promieniejące dobrą atmosferą. - pełen dobrych myśli. Coś mi się wydaje, że wrócę tu jeszcze. Nie raz.

Jeżeli na świecie są miejsca Dobrych Mocy to myślę, że Bysławek jest właśnie jednym z nich.


niedziela, 4 czerwca 2017

Kozi Bórek (1818)

Wyjeżdżając od klasztoru jeszcze na skrzyżowaniu w Bysławku brązowa tablica zauważona kątem oka przyciągnęła wzrok.
- Stało tam jak wół; KOZI BÓREK.

Kozi Bórek? Kozi Bórek? Skąd ja to znam? W zakamarkach pamięci coś tam próbowało się przebić do rozmiękczonej upałem świadomości, ale bez skutku. No to wszystko jest jasne! Skoro nie wiem co to Kozi Bórek to się dowiem. A więc zapytano przechodnia:

- A Kozi Bórek to co to? I gdzie to?
- Panie, to je na końcu świata, ale niedaleko. Ino autem pan do tej kapliczki nie dojedziesz... . Nie da rady.


- Jak to nie dojadę? Ja nie dojadę?! No dobra, jak nie dojadę to... dojdę!

No i ruszyłem w te niedalekie pola. Kręto, pylisto i coraz węziej. Aż tu naraz za jakimś gospodarstwem droga się skończyła. I ścieżyną, podmokłą tropinką dalej już tylko. Wzdłuż "Drogi Krzyżowej" ręcznie malowanej. Do lasku niewielkiego, do lasku się szło. Do takiego malutkiego, takiego w którym kozy tylko wypasać można. No właśnie do Koziego Bórku.

A tam kapliczka i ławeczki, a tam strumyczek mały. Jezioro pobłyskuje z za brzózek, pszczoły się uwijają i ptaków słychać śpiew. Idyllicznie tam było. Nie dziwię się, że ktoś wrażliwy dopatrzył się, zobaczył i przeżył Objawienie... .

Wszystko co do tego jest potrzebne i JEST. I kwiatek niejeden drobny tam i strumyczek malutki płynie... .

Proszę nie pytać mnie czy warto odwiedzić to miejsce! Czy warto choćby na ławeczce posiedzieć i ptaków posłuchać.








Podziel się