Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanktuarium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanktuarium. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lipca 2024

Z wizytą w Oborach (2329)

Z własnej i nieprzymuszonej woli wybrałem się do miejscowości Obory. - No, gdzieś przecież trzeba pojechać!

Mając w pamięci poprzedni tam pobyt śmiało wyruszono w zaciekawieniu tym co mnie spotka tam... .  I nie zawiodłem się! Tuż przy samym wjeździe natrafiłem na wystawę obrazów Aleksandry Kubackiej "7 grzechów głównych".

Zgodnie z zasadą, że z każdej wystawy należy zachować w pamięci jeden obraz tym razem wyróżniono ten o nazwie "Pycha". Warto zapamiętać nazwisko Artystki; ALEKSANDRA KUBACKA.

Sam pobyt w karmelitańskim sanktuariom maryjnym pw. M.Boskiej Bolesnej przebiegł standardowo. Była chwila skupienia i zadumy, był odpoczynek i przypominanie sobie poprzedniego pobytu.









Wracając do Torunia gdzieś po drodze (Mazowsze-Parcele?) kątem oka dotarło do mnie ponure echo wojny.

Całość tego 103 km wspomnienia o tym wyjeździe kończę refleksją, że chyba trzeba coś zmienić w tych wyprawach rowerowych. Wszystkie najbliższe okolice zostały przejechane rowerem już tyle razy, że zaczynam tracić zapał do tych wypraw i ich dokumentowania. 
- A może połączenie pociągu i roweru to jest to?

czwartek, 11 maja 2023

Dzień 3: Pelplin - Grudziądz 3/4 (2283)

Zaczęło się niewinnie czyli jak w przysłowiu: "Miłego złego początki". "Złego" to nieco za mocno powiedziane, właściwsze będzie słowo "trudne".

A właściwie to co to tam trudnego może na drodze być?!

Jedzie się, pedały same się kręcą, pogoda piękna, cóż więc wyrzekać?!

Póki co nie bez pewnych trudności - jak to pielgrzymi -  trafiliśmy do Sanktuarium Maryjnego niedaleko Piaseczna.


Na tym parkingu już na serio odczuwaliśmy trudy podróży!

Przeciwny wiatr - ten sam co  popychał nas naprzód gdy jechaliśmy do Pelplina - teraz na serio dawał nam coraz bardziej w kość!

W związku z szalonymi porywami wiatru w Nowem już nie dało się dalej jechać! Zrobiono kolejną przerwę: restauracja nazywała się nomen omen "Złoty Róg".
 
...a w jakim stanie tam dojechałem?! TAKIM. W tym czasie pielgrzym Piotr - jako osoba mocna nad wyraz - odpoczywał normalnie jak cywilizowany człowiek podczas gdy ja zwierzęco zmęczony dogorywałem na krześle czekając na zupę... .  


Na tym przystanku wiatr szalał! Piotr uśmiechnięty a ja coraz mniej widziałem na oczy zachodzące mgłą ze zmęczenia.

W żadnym wypadku się nie skarżę: stwierdzam fakt dając świadectwo prawdzie.

Po przejechaniu mostu w Grudziądzu Piotr będąc - w przeciwieństwie do mnie całkiem przytomny - moim zdaniem jakimś cudem wynalazł domek nad Jeziorem Rudnickim do zasiedlenia od zaraz.

Ze sympatycznym kapitalistą (ma kilka ośrodków, kamienic i tym podobnych nieruchomości) nawet nie miałem siły negocjować obniżki niewygórowanej przecież ceny. Liczyło się to, że jest gdzie bezpiecznie złożyć głowę mając do dyspozycji cały domek dla siebie.
 
Po zjedzeniu czegoś tam oraz koniecznych ablucjach wieczornych (łazienka była luksusowa!), położyłem się tak tylko na chwilę, na sofie... . 

Piotr jeszcze litościwie coś na mnie narzucił, bo sam nie miałem najmniejszej siły aby choćby myśleć o przykryciu się... . W chwilę potem zapadłem w studnię bez dna - tracąc niespodziewanie świadomość - na rzecz czarnego snu twardego jak strunobeton z którego robi się schrony przeciwatomowe.
- Tak było!



czwartek, 6 sierpnia 2020

Północna Droga Jakubowa - Dzień 07_OLECKO - ŚWIĘTA LIPKA_110 km (2166)

Rano ze świetlicy w Olecku chcieliśmy się szybko zbierać, tak aby zdążyć na mszę o 7:00. Jesteśmy przecież pielgrzymami, jedziemy Drogą św. Jakuba! Ostatecznie jednak byliśmy tylko na modlitwie. Naprawdę prędzej się nie dało!

Te poranne i wieczorne msze stały się już rytuałem. Zwykle przyjeżdżamy kiedy odprawiana jest msza czerwcowa więc w sposób naturalny poznajemy się od razu z proboszczem (albo i nie) i często jest to dobry sposób na zaprezentowanie się oraz rozpoznanie swoich intencji i zamiarów.

Przydrożny kościół w miejscowości Wydminy zaciekawił nas bogatym wystrojem rzeźbiarskim.







Po drodze okazało się, że pielgrzym Piotr ma niespożyte siły! Gdy ja odpoczywałem dogorywając w cieniu czegoś (czego?!) on dał radę się wykąpać w jeziorze... .


Nie musiało być ze mną aż tak źle skoro zauważyłem sztukę ludową na widok publiczny przed barem wystawioną.

W Giżycku zaszło się po pieczątkę do parafii kościoła pw. św. Brunona z Kwerfurtu. Po niebotycznych wschodach się wchodziło!

Powiało wielkim światem i odpowiednimi do niego pieniędzmi :-) gdy zajechaliśmy do Portu Yachtowego.







Do cerkwi pw. św. Bazylego w Kętrzynie po pieczątkę do"Paszportu Pielgrzyma" nie zaszliśmy. A było blisko tego! W końcu to chrześcijańska świątynia jest i także tam św. Jakuba znają.

Ostatecznie miasto Kętrzyn zostało ukarane brakiem pieczątki w naszych "Paszportach", bo nie udało nam się spotkać z jakimś księdzem. Budynki na plebani i obiekty parafialne były pozamykane koronawirusem na głucho a telefonów nie odbierano.

Po drodze przy okazji podbijania paszportów od jakiegoś wiekowego księdza (Którego? W jakim kościele?) dostałem medal papieski. Głupio się tłumaczę, ale nawet tak wyraźne fakty nie zapisane od razu umykają... .

To chyba przy tej okazji była pełna życiowej mądrości, prosta porada - zapytanie: Synu, czy ty naprawdę robisz wszystko aby szczęśliwie przebyć i (co ważne) równie szczęśliwie powrócić do domu?! Pamiętaj: rodzina na Ciebie liczy - oni na Ciebie czekają!
- Myślę, że On samotnie mieszkający na plebani potrafi docenić dobro wynikające z bycia wśród bliskich.


Przyjazd do Świętej Lipki odbył się uroczyście i (znowu!) na ostatnich oparach elektryczności. Dobrotliwy ksiądz proboszcz zaproponował - z czego skwapliwie skorzystaliśmy - spanie w "Domu Pielgrzyma" i naprawdę starannie objaśnił jak do niego spod krużganków dojść.

Mimo tego ciekawe było to dojście do"Domu". Mimo detalicznego objaśnienia co i jak sam nie dotarłem tam. A przecież ks. proboszcz dobrze tłumaczył... . Po prostu nie kumałem ze zmęczenia i opacznie rozumiałem nawet proste wskazówki.





"Dom Pielgrzyma" w Świętej Lipce to jest obiekt już nadgryziony zębem czasu, ale profesjonalnie przystosowany do ruchu pielgrzymkowego.

Tu jest pełna infrastruktura a nawet pralka którą ochoczo i fachowo obsłużył pielgrzym Piotr. Jestem mu za to wdzięczny gdyż sam nie znam tego tajemniczego urządzenia.

Wspólny pokój z Piotrem oznaczał, że będę musiał spać w woskowych stoperach, bo inne słabo tłumią. Co ciekawe: jemu moje chrapanie - głośne przecież - nie przeszkadza! Wcale.

W związku z tym, że obydwoje byliśmy pół żywi (tiry, górki, wiatr, ciepło) kolektywnie a całym dwuosobowym zespołem postanowiliśmy jutro odpocząć.

Odpoczynek polegał będzie na czymś co znowu Piotr wymyślił. Doczytał się gdzieś w internetach, że o 9:30 będzie prezentacja organów świętolipskich. Udział w tym koncercie jest płatny, ale na coś te nasze przeogromne zasoby finansowe trzeba przecież przeznaczać. W końcu za nocleg zapłaciliśmy zaledwie a’ 35 zł.

Pięknym podsumowaniem tego dnia była fantastyczna zupa flakowa którą w barze naprzeciwko sanktuarium wybrał Piotr. Pani która stała za kontuarem była żywo zainteresowana naszą pielgrzymką. Wyrażała podziw i w ogóle promieniowała życzliwością co nas przyjemnie zdziwiło.
- To był kolejny, zwalający z nóg, upalny dzień.


Podziel się