Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gargamel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gargamel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Spóźniłem się o kilkanaście lat (2155)

To było w Przysieku lub w Grucznie na jakimś festiwalu smaku. Mnóstwo stanowisk z jedzeniem ekologicznym, spośród mnogości których wyróżniało się pewne stoisko z wędzonymi rybami.

Obsługiwał je starszy pan profesjonalnie ubrany, tak jak na wędzarza przystało. W ogóle wszystko (fartuch, kapelusz, lniana koszula, skrzynie z wędzonymi rybami), każdy detal wyposażenia na tym straganie były na najwyższym poziomie, niemożliwie perfekcyjnie dopracowane i  s o l i d n e .

Po chwili rozmowy zorientowałem się, że prowadzi je najprawdziwszy Niemiec osiedlony - jak się okazało po wymianie wizytówek - w pobliskim Starogrodzie.

(Zdjęcia pałacu Gargamela z jego finezyjnym ogrodzeniem są od czapy i tylko dokumentują przejazd rowerem) 

Co tu dużo mówić zafascynowała mnie ta postać i prowadzony przez niego rodzinnie wędzarniczy biznes.

Jednakże lata mijały, a ja ciągle sobie tylko obiecywałem, że warto byłoby tak niezwykłą osobę zobaczyć, poznać bliżej i utrwalić na obrazkach w jej naturalnym siedlisku.
- W końcu - czyli kilkanaście dni temu - dojrzałem i tylko w tym celu wybrano się do Starogrodu. 

Po drodze mijano różne ciekawe obiekty z których pierwszy to doskonale znany wszystkim kościół pomennonicki w Kokocku.

To ponoć tutaj zdarzyła się piękna historia o zabraniu obrazu (znaczna wartość artystyczna i historyczna) do jakiegoś muzeum coby tam (rzekomo) lepiej był udostępnianym szerokiej publiczności.

Legenda wiejska powiada, że kiedy szanowna komisyja zjechała do wioseczki aby ten obraz zabrać okazało się... .

W środku dnia (gdy na wsi wszyscy mieszkańcy powinni w pocie czoła na polach pracować) zastano kościół pełen rozmodlonych przed tymże obrazem ludzi. Miastowi odjechali jak niepyszni, bo zgodnie z prawem taki nadzwyczajny obraz nie może zostać zabrany jeśli "przedmiotem kultu jest a  otoczony specjalną czcią"... .

Żal wielki, że Chrystusa od Panny Marii tak nie udało się uratować z łap muzealniaków toruńskich... . Zabrali go z kościoła gdzie sznurem oddalony od osób go oglądających robi za jeden z wielu eksponatów (sic!) w naszym toruńskim MO (Muzeum Okręgowe).

Obecnie brakuje nam czasu na gorzkie rozmyślania, bo po drodze odwiedzono świeżo zbudowany taras widokowy w Borównie.

Warto zauważyć, że na przeciwległym brzegu Wisły znajduje się (niektórym znana) uprawa winorośli "Przy Talerzyku". Ta doskonale urządzona winnica jest jednym z ważnych (a nielicznych) tego typu punktów w naszym regionie.

Równe 51 km stuknęło gdy znalazłem się u stóp góry zamkowej mając do wyboru trzy drogi docierania na jej szczyt. Pierwsza asfaltowa wydała mi się niegodna ambitnego rowerzysty długodystansowego. Nie tylko, że dłuższa to jeszcze nazbyt wygodna.

Druga droga odpadła z przyczyn naturalnych; same schody w liczbie coś koło trzystu. Uzbrojony w rower i trzy ciężkie sakwy solidnie wypchane nie miałem szans na ich pokonanie.

Trzeci szlak zachęcił mnie i zachwycił swoją zielonością! A był on jak przyrodniczy tunel, z ławeczkami odpoczynkowymi co czas jakiś.

A do tego jeszcze legenda, że nią właśnie od głębokiego średniowiecza (XIII w) aż do 1980 roku poczty rycerskie a orszaki ślubne i pogrzeby chadzały. I tak oną drogą wijącą się dookoła Góry Zamkowej rozpoczęto mozolne wdrapywanie się.

Mimo pieszego wspierania się prądem (jest taka opcja!) trud był znaczny i już zmęczony z mroczkami przed oczami dotarłem do TYCH schodów z bierwion ułożonych, sławnych starością a mocno, chybotliwych... . A było ich niczym rozbójników czterdzieści!

Techniki ich pokonywanie nie opiszę, bo po co się narażać na męczące współczucie osób mi bliskich czy radosny rechot nieprzyjaciół :-)

Niemniej jednak dotarłem na tą niebotyczną górę! Dojadając kanapki na jej szczycie delektowałem się zwycięstwem w cichości. Pół godziny wystarczyło żebym nabrał sił i ruszył w powrotną drogę.

Dopiero po przyjeździe do domu zorientowałem się, że nie zaciągnąłem języka w sprawie która była głównym pretekstem do wyprawy :-)

No cóż, chociaż badania internetowe jednoznacznie wskazują, że pan M.K. już tam nie mieszka (a nawet od 2009r. nie występuje w Internecie!) będę miał powód, aby raz jeszcze do Starogrodu pojechać.

Pewnie napotka mnie tam tylko legenda o człowieku, który kiedyś w Starogrodzie mieszkał, ale kto powiedział, że tropienie legend nie jest fascynujące?!


sobota, 31 sierpnia 2019

JASNA GÓRA: Uniejów - Toruń 5/5 (2098)

Ostatni dzień pielgrzymki obfitował w kontrastowe wydarzenia! Najpierw było Dąbie i mała tabliczka kierunkowa, że tam studnia i kamień i w ogóle ślady św. Bogumiła.
- No to dojechałem rozszerzając wiedzę.


Przejeżdżałem przez (to drugie!) Chełmno mając w pamięci jego tragiczną przeszłość i niedawno oglądane widoki. I ten Obraz.

A potem zrobiło się baśniowo i bajka przemieszała się z rzeczywistością! Zabarykadowana - a mocno romantyczna - rezydencja wiejskiego patrycjusza walczyła o uwagę z urokliwym pałacykiem barona cygańskiego... .



Pikanterii przydaje fakt, że całość istnienia tychże oznak ostentacyjnej zamożności toczyła się w pobliżu przechodzących a mocno koślawych dróg... .


Po pewnym czasie nagromadzenie dóbr znowu przybrało na intensywności i samotna willa szlachcica na zagrodzie tak samo domagała się uznania jak wielodach spadzisty typu wieżyczkowego... .


...a wszystko w otoczeniu mijanych sadów jabłoniowych i pól cebulowych, których ostry zapach powodował pytanie!

Ludzie! Jak wy tu możeta żyć w zapachu tym?!


Bocian upadający i bocian powstały w porę ostrzegły mnie przed następnym big-bitem.

Przydrożny OPON - ART: jakże właściwy obiekt na właściwym (starannie zagrabionym) miejscu oczarował mnie i podbił serce me!



Natomiast monumentalna świątynia w miejscowości Przedecz zaskoczyła mnie prawdziwie! Ten olbrzymi neogotyk rozmiarami zrobił niezwykłe wrażenie przywołując porównanie do naszej katedry św. św. Janów... .

Tablica wspominająca Władysława Umińskiego pokazała jak można kuchennymi schodami (ale jednak!) wejść do historii literatury.

Byłem porządnie zmachany gdy podczas fotografowania (co zupełnie nie wychodziło!) usłyszałem chcąc nie chcąc taką oto rozmowę.


- Ty, zobacz!!!
- Co zobacz?
- No tego!
- Jakiego?
- No przecież mówię, że popatrz na tego dziwnego!
- No tego turyste z czerwonymy torbamy na rowerze!
- Ychy! ...ale to nie jest turysta!
- A kto?!
- Pielgrzym, nie widzisz, że pielgrzym? Zmęczony bardzo i z kierunku Częstochowy. Musi wraca.
- Ty nic nie wiesz! Gdyby to był pielgrzym to po pierwsze na piechotę by szedł! A po drugie chorągiew by jakąś miał, albo chociaż wstążeczkę i to w niebiesko - żółtym kolorze... . A ten tu na rowerze jest, a pielgrzymów na rowerach ni ma! Taki jak ten się nie liczy jako pielgrzym tylko turysta... .

Panowie murarze mieszający zaprawę w ocynkowanej wannie kontynuowali jeszcze swój spór gdy pojechałem dalej.





Pora przedwieczorna się zbliżała i już na samej sile woli kontynuowano podróż bez cienia myśli o jakimś hotelu





I stało się tak, że dojechano do Miasta ceremonialnie witając się z nim na panoramie.

Sił nawet starczyło by do centrum podjechać, aby Mu podziękować za patronat! Stać mnie było na przejechanie dodatkowych kilkaset metrów.

ZYSKAŁEM PRZECIEŻ MOC.


Disclaimer: Uprasza się OW (Osoby Wrażliwe) o nie pomstowanie na jakość niektórych obrazków! Komórką były robione, zgodnie z zasadą że "lepsze takie zdjęcie niż żadne".

Statystyki:
Data: 26.08.2019r.
Trasa: Uniejów - Toruń
Odległość: 164 km
Czas trasy ogółem: 15,0 h
Czas trasy w ruchu: 9,1 h
Średnia prędkość w ruchu: 17,7 km/h
Min / maksymalna wysokość: 131 - 42

niedziela, 30 czerwca 2013

Wyprawa do Chełmna - Gargamel (1275)

Jak dobrze pamiętamy jesteśmy na wyprawie do Chełmna. Pierwszą cześć trasy prowadzącą śladem
kolejki wąskotorowej, dzisiaj zamieniono na ścieżkę rowerową.
- I to mnie - osobę jeżdżącą po zakamarach - cieszy bardzo, mimo , że ścieżka nie do końca otwarta.



Mając do wyboru dalszą jazdę przez tytułowy Unisław, daję sobie z nim spokój i jadę na Gzin. Nazwa
ładna a trasa mocno górska czyli jest wszystko co mi potrzeba.







 
Krótki postój nad gzińskim stawem i zauważam, że jest tam ładnie a teren zadbany. Są wokół trzcin:
ławeczki, pomost, śmietniki i stosowne oznaczenie, że jeśli kąpiel to "nie".
- A komu by tam się chciało w rzęsie taplać!

Na tej wąskiej trasie przyłapuję się na rzeczy niebezpiecznej: jeżdżę nazbyt szeroko!
Rozbestwiony luksusem przed chwilą samotnego pokonywania wypasionej równiutkim asfaltem ścieżki
rowerowej po prostu zapomniałem gdzie jestem. Ryczące autko nadjeżdżające z przodu przywraca mnie
do rzeczywistości... .
- Luksus jazdy tą ścieżką po prostu uśpił mnie i wyłączył mi instynkt samozachowawczy!









Oczarowany pejzażami ni stąd ni zowąd zostaję niespodziewanie zaatakowany najprawdziwszym
gargamelem. Zapomniałem po prostu, że on tutaj tkwi w krajobrazie jak, jak... .
- No, nie wiem jak co!

Straszliwe piękno tego obiektu wynikające z pokracznego zastosowania wszystkich możliwych stylów
(no dobra, brakuje witraży gotyckich) oraz jego niepowtarzalna czapowatość zwalają z nóg!
Zapowiadam! Próby wzięcia na mnie odwetu za pokazanie tego przerażającego obiektu spełzną
na niczym! Jestem tylko sprawozdawcą z krajobrazu.






















Salutem armatnim żegnamy to potworne piękno makabryły!




Dopiero widok pól zielonych koi nasze poczucie estetyki... .


c.d.n.

Podziel się