Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Borów Tucholskich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Borów Tucholskich. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 czerwca 2017

Tam skąd nagie miecze są (1820)

Tucholski pelikan z kościoła pw. Bożego Ciała w Tucholi. Poświęca się dla przyszłości karmiąc własną piersią... .

Obiekt o którym prawie nic nie trzeba mówić, bo przecież QR kod z "mówiącego kamienia" sporo dopowie.

A więc androidy w rękę i czytamy! (Jest postanowienie aby każdy napotkany "mówiący kamień" udostępniać na "Obserwatorze".)


Wspomniany już we wcześniejszej notce  kościół zawierał frazę "o szczególnej roli sponsorów". To jest ten temat "dobrodziejów" którego uczepiłem się wcześniej i który ku memu utrapieniu nie chce mnie opuścić.

Okazało się, że szaleją oni ze swą handlową dobrocią nie tylko w przestrzeniach sakralnych!

Nawet studniarz nie przepuścił okazji (a ktoś mu na to pozwolił!) i nienależną sobie reklamę w zapłaconym przecież sobie dziele umieścił.

Nawet gdyby poddał ją renowacji całkowicie na własny koszt, to kupczenie zawłaszczaną przestrzenią publiczną uznaję za kompromitujące dla odpowiednich decydentów.
- I kropka!

Uznaję tychże "dobrodziejów" za nieprzyjaciół swych serdecznych i ku ich pognębieniu ustawicznie pokazywać dowody ich pychy będę.

W międzyczasie (dla ostudzenia swojej wojowniczości) zaległy QR kod pokazuję.


A co do historii. Spacerując po mieście co raz to spod tynku wychodzi napis starodawny. Oj przydałby się w Tucholi LITEROŁAP, który i ten napis by odcyfrował i elektronicznie zrekonstruował go... .

Stare pocztówki by się zdały aby napis odcyfrować!
- Ktoś się podejmie?!
Jeśli TAK, to można liczyć na pokazanie swojego odkrycia na ekranie "Obserwatora". Też.

I tak niespiesznym marszem doszliśmy do siedziby władz. Ciągłość miejsca rządów została zachowana, bo obiekt stoi na ruinach zamku krzyżackiego.

A tuż przed, na skwerku mamy "tytułowe nagie miecze". Zachęcam od odcyfrowania ich historii.

Będąc kiedyś w Tucholi proszę zwrócić uwagę na kamienie tu niewidoczne. Jest tradycja żydowska, aby odwiedzając takie miejsce pozostawić kamień na kamieniu, jako znak pamięci.

W Toruniu na stałe o tym pamiętano. Ciekawe, czy Tuchola miała swojego rabiego Zwi Hirsha Kalishera... . 


piątek, 28 kwietnia 2017

Tuchola od początku (1796)

Przyjeżdżając do malutkiej Tucholi (której się dopiero uczę) zaskoczyło i oszołomiło mnie mnóstwo tematów do ogarnięcia. Aby więc nieco uspokoić myśli zaczęto od początku.


A początek Tucholi znajduje się w Muzeum, które jednocześnie pełni rolę informacji historyczno-turystycznej. Od siebie dodam, że pełni ją znakomicie!

Muzeum w tym małym miasteczku jest takie samo jak inne muzea w małych miasteczkach: biedne w metry kwadratowe, niedoinwestowane, wołające o odświeżenie ekspozycji.


Mimo zgłoszonych zastrzeżeń dzielnie pełni swą rolę a to za sprawą personelu, który widoczne braki materialne nadrabia pomocną informacją ustną i drukowaną, serdecznością i żywym zainteresowaniem, aby przybyłego gościa zaopatrzyć w stosowną wiedzę.


Samo Muzeum ma charakter etnograficzno - przyrodniczy. Młode pokolenia odwiedzających znajdą tutaj dziwy niesłychane; kuchnie nieelektryczną, młynek i lampę bez prądu czy stosowne dla tego miejsca (a będące klasą dla samych siebie!) najprawdziwsze monidła.


Osobom nieco starszym te nieobce klimaty przypomną zapewne sceny z - tak nieodległego przecież! - dzieciństwa.
- Jak ten czas leci!.




Wielość przedmiotów aż woła o szerszy oddech, o przestrzeń. Chociaż... . Jak się tak zastanowić to zagęszczenie pewnie nieobce jest zgromadzonym muzealiom. W końcu dawne chaty - nawet te najzamożniejsze - wcale nie miały zbyt wielkich przestrzeni... .


Jeden z kącików to arcydzieło zachwycające wprost aranżacją... . Obiecuję sobie do tej części jeszcze nie raz wracać.

Część przyrodnicza Muzeum daje pojęcie czego można oczekiwać od Borów Tucholskich! Wśród mnogości eksponatów ptasich i zwierzęcych nawet nie zauważyłem braku grzybów które (oprócz przetworów miodowych) są przecież sztandarowym produktem borowiackim.

Wszak moja nieoceniona ciocia A. z Wąbrzeźna na grzybowe żniwa - mając własne lasy pod nosem - wybierała się tylko i wyłącznie do Borów Tucholskich!







Pasąc oczy - niekiedy lekko znajomą - egzotyką leśną zafrapowało mnie pytanie na które jeszcze nie mam odpowiedzi: co robi tutaj żubr?!


 ...bo  o turze to wiem: był i wyginął a na dowód swego istnienia zostawił w gablocie swoje rogi.





Odchodząc zawieszono wzrok na podkowach: szczęście, potrójne szczęście niech mi także przynoszą!

Podziel się