Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patriotyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patriotyzm. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 listopada 2020

Komu patriotyzm? Komu? (2191)

Nie mam na dzisiaj szczególnie aktualnych, przed chwilą zdarzonych złotych myśli ani świeżo dokonanych chwalebnych czynów z odpowiedniego zakresu. A wypadałoby podeprzeć się czymś na czasie, ale... . 
- Niech więc będzie wspomnienie, niech więc będzie jak dawniej:

Żeby nie było na mnie, to od rana wstążeczkę biało - czerwoną mam przypiętą. O 12-tej stałem na baczność, a Koncert Chopina F-Mol i E-Mol czeka w zanadrzu do wysłuchania. Poranną arię Skołuby i inne perełki z ulubionego "Starego Dworu" też już mamy za sobą. Jeszcze tylko jakiś ulubiony fragment "Pana Tadeusza" wieczorem na głos czytany, jeszcze tylko parę obrazów Malczewskiego do obejrzenia i...już!

Zanim jednak dzień nachyli się ku upadkowi zachęcam aby w swoim zakresie na korzenie swe spojrzeć. Może, ktoś znajdzie w swoim gnieździe lokalnym taką perełkę jakoija?

http://www.obserwatortorunski.pl/2014/12/prawdziwy-patriotyzm-1462.html 

Szczególnych sukcesów, sukcesów w takim dniu jak dzisiaj życzę!

PS. To fakt, własnoręcznych rogali świętomarcińskich dzisiaj nie będzie! ...niemniej jednak bułeczki z twarogiem właśnie się upiekły! 

sobota, 27 maja 2017

Kościół Ojca Dyrektora czyli druga strona donatywy 2/2 (1813)

Lena i Kinga patrzyły na mnie z rozbawieniem.
A czymże to - drogi Wujku - nas tym razem zadziwisz? Jakież to toruńskie skarby gotyckie nam pokażesz? Czy do ciemnych a wilgotnych katakumb nas sprowadzisz czy raczej po wieżycach wysokich z niepewnymi drabinami nas będziesz ciągał?!

Dzisiaj proponuję wam dziatki coś zupełnie innego! Gotyki zadziwiające pokażę wam innym razem, dziś pójdziemy oglądać kościół. Ten kościół!

...ale proszę się niczego nie obawiać: nie zamierzam nikogo do niczego przekonywać. Wszak powszechnie wiadomo skąd we mnie się ten nadzwyczaj szeroki zakres tolerancji się wziął. Chcę abyście tylko (choć na moment) spojrzeli na sprawę od drugiej strony medalu. Abyście poprzez szum uprzedzeń wyraźnie usłyszeli to co do was mówię i zobaczyli to co sami zobaczycie.

Zdjęć wczoraj i dziś jest mało, bo zaledwie uzupełniam to wszystko co już podczas Konsekracji zostało sfotografowane.

Nawiązując do tytułu; a czemuż to zamiast medalu podstawiono donatywę? Pokazuję i objaśniam: ona moneta miała podwójny charakter. Po pierwsze, z uwagi na denarową krotność do pieniądza zbliżona była. Po drugie, mając charakter okolicznościowy skłaniała się ku medalu, którego ta donatywa w tytule zastąpiła. cbdu.

A jeśli chodzi o ten toruński kościół to warto samemu - lub w moim towarzystwie - go odwiedzić.
- I tam pomilczeć, aby więcej zrozumieć.

piątek, 26 maja 2017

Kościół Ojca Dyrektora czyli druga strona donatywy 1/2 (1812)

"A więc pan jest z Torunia?! ...ach, wiem wiem! Ten wystawny pełen przepychu kościół ojca dyrektora! Tak, tak, ten Rydzyk to jest to i tamto. I jeszcze owamto. Zwłaszcza tote owamto, bo  on grzeszny ten zakonnik redemptorysta jest."

A wypowiada te słowa bęcwał, który nigdy Torunia na oczy nie widział, który nigdy w tej świątyni nie był. I do tego jeszcze to znaczące spojrzenie. I prostacki rechot tego KTÓRY WIE LEPIEJ... .

Patrzę na takiego biedaka z wyprasowanym mózgiem, przyglądam mu się uważnie, daję mu szansę na wypowiedzenie się i... nigdy, ale to nigdy (!) nie przerywam. Spokojnie czekam kiedy przestanie pianę toczyć, kiedy już zabraknie mu cytatów z bolszewickich mediów nienawistnych wszystkiemu co polskie, prawdziwe i patriotyczne.

I wtedy dopytuję ciekawiąc się: "Był pan / pani tam kiedy?". Po otrzymaniu twierdzącej akurat odpowiedzi słyszę:
- jakie to wszystko jest tam na bogato!
- jak trudno się w tym otoczeniu modlić!!
- jakie to wystawne, a za ostatnie wdowie grosze postawione!!!


Te marmury go kolą w oczy. Solidność drzwi go boli, a posągi to już w ogóle go denerwują... . I tylko z wyborcza a tefałenowo zawodzi;
o k r a d l i  biednych i postawili przepyszną bazylikę... .

A to zwykły / niezwykły kościół parafialny. Raczej mniejszy niż większy od innych. No i - to fakt! - porządnie zbudowany.


Zacznijmy więc od nazwy: Kościół Najświętszej Marii Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II. Odcyfrujmy więc ten dla niektórych przydługi tytuł. To jest drugi kościół Mariacki w Toruniu. Dla Belzebuba i jemu podobnych śpieszę z informacją, że to kościół wotywny czyli dziękczynny właśnie za Jana Pawła II.

Niezależnie od tego  czy cenisz Go czy nie dla nas Papież - Polak świętym jest. I postawiono mu kościół pomnik. W podziękowaniu za to, że był, że dobro czynił. Za to, że komunie mówiąc obrazowo co nieco do pieca dołożył :-)

I ona komuna - teraz gdy Go nie ma - w każdej chwili gotowa Mu odpłacić pięknym za nadobne. I skwapliwie z każdej okazji korzysta.
- Osoba na wstępie przedstawiona jest tego seryjnym produktem.

...bo tu panie jest po bizantyjsku mozaikowo i w ogóle na bogato!

W tym miejscu uprzejmie się pytam: jeśli ten kościół jest wyrazem wdzięczności to jaki on (motyla noga!) ma być!? Uroda kurnika małorolnego by was komuchy zadowoliła? Ma być właśnie taki jaki jest, aby prości ludzie mogli z tej świątyni dumnymi być, bo nasze tu wszystko jest. NASZE.

Tak więc kościół górny poświęcony Janowi Pawłowi, ładnym podziękowaniem dla Niego jest. Poświęcony jest także personalnie tym którzy byli przed nami, z których my wszyscy Polacy pochodzim.


Kościół dolny i jego znaczenie potrafi tylko pojąć tylko ten, kto tam osobiście był.


Tym którzy jeszcze nie byli podpowiadam: to największy obiekt przypominający, że za pomoc Żydom w Polsce płaciło się cenę najwyższą. Tak nie było nigdzie w Europie i na świecie. Ludzie nie zdają sobie sprawy ze znaczenia tego przypomnienia nie tylko dla nas ale i dla tych którzy tak chętnie (zakłamując prawdę o Holokauście) mówią o "polskich obozach koncentracyjnych"... .


Wierzę w mądrość Starej Księgi, która mówi, że "po owocach ich poznacie". Wiem, że na co dzień nikt nie jest wolny od błędów, ale w ostatecznym rozrachunku liczy się to co po nas pozostanie.

A fakty są takie: jest Szkoła która wypuszcza świetnych, dobrze przygotowanych fachowców. Nawet tefałeny to doceniają zatrudniając wyszkolonych tu scenarzystów, operatorów kamer czy innych specjalistów medialnych.

Jest Radio, które adresując poważną część swoich audycji do Odrzuconych zauważyło pokazując, że Oni są wśród nas, jeszcze żyję, że Oni także się liczą.

Jest wreszcie Kościół, który w kształcie swym nie każdego musi upajać swoim widokiem, ponieważ "De gustibus... . " Liczy się co w nim zawarte a to są wartości, którym od was belzbuby  W A R A .


niedziela, 21 maja 2017

Co słychać w Ino? (1810)

O tym, że władza w Inowrocławiu jest dziedziczna to wszyscy wiedzą! Ród Brejzów dzierży ją z małymi przerwami przez całe dziesięciolecia już od czasów pruskich. Teraz już najmłodszy z potomków przyuczany jest do zawodu politykiera... . Jak dobrze pójdzie to pewnie niezadługo się dowiemy skąd oni pochodzą.
- Na razie na murach jest coś Rzymianach... .

ASKAUKALIS? Na pewno nie będę objaśniał co to hasło znaczy! Nie mogę za alfę i omegę robić - osobiście jestem od robienia zdjęć. Tylko tyle i aż tyle.


Wystarczy, że za Was zajrzę tu i ówdzie, że oczami Waszymi będę. ...i od czasu do czasu otumanię lub nieco przestraszę.

A tak na co dzień Inowrocław jaki jest każdy widzi!  Nadal za uzdrowisko robi...

...i nie tylko ludzi, ale i drzewa tam leczą!









Jako, że czas świąteczny 3-Majowo był - po nawdychaniu się oparów solnych - w koncercie patriotycznym udział wzięto. Gdzie jak gdzie ale w mieście gdzie najpierwej na Pomorzu powstało Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" to się w takim dniu należało.




Tak, polonez także był!

wtorek, 16 grudnia 2014

Trzy plakaty (1465)

Był czas kiedy nie mogłem Im wybaczyć.
Teraz gdy sam jestem Duży bardziej rozumiem.

W pożółkłych zdjęciach, wspomnieniach i w starych
dokumentach szukam dla Nich usprawiedliwień i...
coraz częściej znajduję je.
- I jestem Im wdzięczny za różne takie tam.

*   *   *

Nie przepadam za "Muzeum Okręgowym". Tak, wiem,
że dużo tracę. Szczególnie wtedy to sobie uświadamiam
gdy natrafiam na te trzy plakaty. Dwa pierwsze przypominają
atmosferę ogólną, trzeci zaś w szczegółach precyzuje
prawdę tamtego czasu.

Wychowanie na przykładach to poważna sprawa.









czwartek, 2 maja 2013

Trzy obrazki (1216)


Babcia Ewa. Nie każ mi tak o Niej mówić! Zawsze mówiło się „Babcia” i każdy wiedział o kogo chodzi. Niska, drobna, zawsze na czarno ubrana. Ciągle zaaferowana, zapracowana i krzątająca się. Z troską o coś się dopytuje, cały czas wałkując ciasto na pierogi. Pamiętam jak dziś: z wielkiego bufetu wysunięta stolnica, a na niej rzędy suszących się pierogów. I do tego rzeczowa rozmowa.
Potem był Wypadek i wszystko się zmieniło. Mimo, że przykuta do łóżka, jednak cały czas była z nami. Nie wiem ile miałem lat, ale to musiała być podstawówka, bo pasjonowałem się Szklarskim „Ostatnim Mohikaninem”. Oczywiście, że także to był czas „Przygód Tomka Sawyera” i ludzi z lasu Sherwood ubranych na zielono. To także i jej zawdzięczam moją miłośc do książek... .
Siedziałem przy jej łóżku a ona (kochana Babcia!) z cierpliwością właściwą ludziom starym i ciężko doświadczonym (była już wtedy od lat jednostronnie sparaliżowana) ciesząc się z jakiejkolwiek obecności podsypiała i słuchała tych wszystkich czytanych Jej historii.
Czasami zmęczony wielogodzinnym śledzeniem liter zadawałem jej intuicyjnie jakieś pytania dostając zwykle suche, bez zbędnych ornamentów odpowiedzi. No i wtedy usłyszałem o krewnych co to „morzem do tej Ameryki bez cały miesiąc jechali, i że oni to wielkie patryjoty byli! Takie hojryś. A to przecież nie tak trzeba.”
- Nigdy nie dowiedziałem się, co szczegółowo miała na myśli, chociaż rozumiałem.
Babcia całe dorosłe życie przemieszkała na Żwirki i Wigury: rocznik 1888 urodzona w Polskim Brzóziu pod Brodnicą. To od niej dowiedziałem się kim byli: ks. Ksawery Połomski czy ksiądz Jan Zakryś. (Kto ich tam dzisiaj pamięta?!)
Z historii już wiedziałem, że urodziła się kiedy Polska była jeszcze pod zaborami. Te jej niemieckie książeczki do nabożeństwa (nie wolno się wtedy było modlić po polsku) od tamtego momentu stały się dla mnie bardziej wytłumaczalne. Kiedyś nawet dała się namówić i użyła paru słów w odpowiedzi na pytanie „a jak to Babciu te zabory się skończyły?”
- No to policz sobie wnuczku: od mojego urodzenia do pełnego stulecia to jest dwanaście lat, a potem jeszcze do wyzwolenia całych dwadzieścia. Sam więc widzisz, że byłam już całkiem dorosła, gdy Polska do nas przyszła.
JAK MYŚMY NA TĄ POLSKĘ DŁUGO CZEKALI!
* * *
Milicjant przychodził 30 kwietnia.
- Panie Krajewski – powiadał – flagę trzeba wywiesić i to najlepiej zaraz, aby robotnicze święto pierwszomajowe uszanować. I proszę pamiętać, że drugiego rano ma już być zdjęta! Sam pan wiesz najlepiej, że trzeciego dawniej to było święto sanacyjne, którego teraz za socjalizmu nie obchodzimy. Całkowicie! O tym zdjęciu flagi to już na pewno nie wolno zapomnieć! Uprzedzam, żeby kłopotów nie było – sam pan to rozumiesz... .
Niestety aż nazbyt często się zdarzało, że albo wujek zachorował i znalazł się na dwa dni w szpitalu, albo w okropnie pilnych sprawach rodzinnych musiał wyjechać na drugi koniec Polski, albo też „fabryka tworzyw sztucznych gdzie pracował wysłała mnie na delegację, bo plan się walił! Sam pierwszy sekretarz POP zwolnił mnie z udziału w pochodzie, abym tylko drugiego maja był z samego rana w Zjednoczeniu w Zabrzu... .”
Tym sposobem – ku utrapieniu dzielnicowego – biało czerwona flaga (ona miała chociaż lekko to jednak niepokojąco amarantowy odcień!) spokojnie wisiała przez ten cały zakazany dzień czyli Trzeciego Maja. No i kiedy przychodził pan władza po wyjaśnienia to je dostawał. I odchodził kręcąc głową:
- Panie Krajewski! Proszę już następnym razem pamiętać, aby klucze od mieszkania rodzinie przekazywać. No nie może być, tak żeby flaga na Trzeciego Maja wisiała. - No nie może tak być!
* * *
Podporucznik Sobiechowski - nasz dowódca plutonu - nigdy nie klął.
Mówiono o nim, że z jakichś tajemniczych względów swój stopień ma zaklepany na amen i do końca życia. Tak samo zresztą jak i nasz dowódca kompanii: „wieczny kapitan”. Ci dwaj OFICEROWIE stanowili niezłą parę. Jeden młody, elegancki, zawsze nienagannie odprasowany i zawsze używający dobrych kosmetyków o co w tamtym przaśnym czasie było trudno. Prawdziwy wzór polskiego oficera. - Czy tutaj jest chociaż jedna osoba, która oglądała film "Mała Moskwa"?! Był z tego nawet 4 odcinkowy serial.
Drugi z nich - nasz dowódca kompanii - surowy, mocno starszawy, człowiek którego broniła nienaganna przeszłość oparta na wojennym szlaku bojowym. Gdy był wnerwiony (co rzadko mu się zdarzało) to klął tasiemcowo, choć po cichu, ale głośno walił bez ogródek, gdy mu się coś nie podobało. Każdemu.
Te wszystkie socjalistyczne palanty z dowództwa batalionu (czy nawet z dowództwa pułku!) naszym oficerom nie dorastały nawet do pięt! Nasi dowódcy to byli prawdziwi zawodowcy w dobrym przedwojennym wydaniu. Trzeba przyznać, że tym indywidualnościom sprzyjał szczególny charakter ich służby.
„Samochodówka” to przecież w każdej formacji zbieranina szwejów i łapserdaków. Tam naprawdę trudno o dyscyplinę! Spróbuj docisnąć im śrubę, to w bardzo niewygodnym dla pododdziału momencie samochody zaczną się im masowo psuć, albo paliwa w zbiornikach zabraknie. Pogoń im kota, to w jakiś tajemniczy sposób samochód którym jakiś ważny oficer miał być dostarczony gdzieś tam zakopywał się na lotnisku.
Ludzie! To naprawdę była granda, gdy żołnierz wyprężony jak struna tłumaczył czerwonemu ze złości pułkownikowi, że „no chciałem być jak najprędzej, to pojechałem na skróty i zakopałem się na amen”.
- Wy mi tu kurka wodna szeregowy z amenem nie wyjeżdżajcie, bo na lotnisku na szagę się nie jeździ! Zrozumiano? - No, pewnie, że rozumiano.
Kiedy podporucznik Sobiechowski dostał do prowadzenia zajęcia polityczne dla całej kompanii samochodowej zaczęły się dziać rzeczy i treści dotąd niepojęte. Pisałem mu konspekty to wiem. Wspomnę tylko nowe piosenki. Mniej już była odśpiewywana Oka, co to „jak Wisła szeroka – jak Wisła głębo-o-oka-a-a!”, ale za to pojawiła się „Szara piechota”.
Po wielu latach uświadomiłem sobie, że w jednostce ta żołnierska pieśń nie przyjęła się od razu. Na początku śpiewaliśmy ją tylko na poligonie. Potem już coraz częściej w drodze na strzelnicę, a potem to już nawet jak szliśmy na obiad.
Sprawa się rypła kiedy odbywał się przegląd pułku. Po zakończonych sprawdzianach strzeleckich, na torze przeszkód i biegu pułkowym waląc kopytami maszerowaliśmy przed trybuną. A tam sama śmietanka z Dowództwa Lotniczego w Poznaniu.
I naraz ktoś nieostrożnie (?) podał komendę do śpiewu i poszło-o-o o tych „co nie noszą lampasów lecz szary ich strój”. Na trybunie zamieszanie, potem komenda „wróć to tempo!” i zaryczeliśmy coś innego. Na następny dzień podporucznik Sobiechowski tłumaczył nam jak dzieciakom, że:
- Panowie, pieśni żołnierskie bywają różne i nie każdą dla wszystkich trzeba śpiewać... .

Jeśli widziałem kiedyś tą roześmianą bandę z samochodówki
która cokolwiek w tamtych socjalistycznych czasach zrozumiała
to było właśnie wtedy.

Podziel się