Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałacyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałacyk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 sierpnia 2023

Byłem na stacji Zagubin (2292)

Dręczył mnie ten Aleksandrów (bardzo) Kujawski potrzebą odwiedzenia go od dawna.

No bo jakże to tak: ledwie małe kilkadziesiąt kilometrów oddalon od Torunia jest a ciągle tak mało znany!

W końcu czując na karku oddech zbliżającej się jesieni w podróż wyruszono szukając bezpiecznego dojazdu doń.

Pałacyk Trojanowskich (teraz tam jest szkoła ogrodnicza czy coś podobnego) robi miłe wrażenie swą konstrukcją. 

W przyległym parku można na ławeczce obok-stawowej spokojnie sobie po trudach podróży odpocząć.

Trzecią niewątpliwa atrakcją A.K. jest Dolina Szwajcarska. Hucznie brzmiąca nazwa jak na taki mały areał, ale czego się nie robi żeby.
- No właśnie.

Tak naprawdę to jest obiekt przyrodniczy na miarę naszego ulubionego Jaru Leszczowego.

Nie wyobrażam sobie aby w tym miasteczku być i Doliny Szwajcarskiej nie odwiedzić. To jest aleksandrowski MUST.

Głodno mi było więc nieopatrznie trafiłem do restauracji. 

Zamówiony obiad był przepyszny, ale chyba zasobność mojego portfela pomylono z zamożnością byłych właścicieli Trojanowa.
- Nie użalam się! Stwierdzam tylko nieodpowiedzialny a własny brak sakramentalnego przed posiłkiem pytania: A za ile? 

Kolejną niewątpliwą atrakcją Aleksandrowa jest jego dworzec kolejowy.

Kiedyś był to najdłuższy dworzec w EUROPIE! A z jakiej okazji go tak długiego pobudowano?! To już sobie proszę samemu wyguglać!

Skromny kościółek należący do Parafii Przemienienia Pańskiego zauważono ledwie trzecim okiem przy innej okazji obiecując sobie poświęcić mu więcej uwagi.




O powyżej pokazanych rzeczach oczywistych się nie mówi więc zbliżono się do aktywnego rzeźbiarstwa kolejowego. Gorąco było więc tą instalację kojąco odnotowano całym organizmem.

Obecnie - widoczny tu - dworzec dzieli się na dwie części. Ta zrujnowana część ma swoich ludzkich lokatorów,  którzy wkrótce zostaną z niej wykwaterowani. Jak zostałem poinformowany PKP od Miasta przejmuje cały obiekt, bo biedne Miasto nie ma pomysłu co z tym dworcem zrobić. PKP ponoć pomysł ma, ale czy na jego realizację zdobędzie pieniądze?!

Póki co w centralnie odnowionej części dworca co jakiś czas coś się dzieje.
 
Drodzy Obserwatorzy Obserwatora! W poczuciu obowiązku Wasz wścibski korespondent podlizał się do kogo trzeba i...wpuszczono go na Salon!

Akurat przygotowania do Koncertu się odbywały.




Wróciwszy do kolejowej rzeczywistości pięknie przerwane zwiedzanie Aleksandrowa kontynuowano w kierunku Łazieńca.

Po drodze pokusiło mnie z widocznym skutkiem odwiedzenie Ogródków działkowych OAZA.

Mocno zagospodarowane te działki mają na wyposażeniu urokliwe oczka wodne i widowiskowe elementy małej architektury działkowej.
 
Czy użyto słowa Łazieniec?! YES! Trzeba więc wytłumaczyć Osobom Nieznającym, że to jest artystyczna dzielnica Aleksandrowa Kujawskiego. Że co?! Że przesadziłem? ANI TROCHĘ. tam przecież mieści się dom rodzinny Edwarda Stachury.

  
Stosowna tablica o tym informuje i łatwo trafić tam.

Przy okazji okazało się, że pod pojęciem artystycznego Aleksandrowa nie tylko dom, panastachurowa poezja i proza się mieszczą. Nie przesadzam, ale zaskoczyło mnie ileś tych napłotnych galerii fotograficznych!

Dodatkowo wyjaśniło się, że Łazieniec nie tylko szczyci się punktem kulminacyjnym jakim jest dom Pana Edwarda.

Wspomniane galerie napłotne (200 zdjęć 8 autorów)  doprowadziły mnie do...





...do miejsca centralnego jakim jest...


...Biała Lokomotywa. Znaczy się chodzi o tej literackiej lokomotywy namacalny symbol. 

Postawiona została przy stacji Zagubin, - który jak dopiero niedawno się dowiedziałem - jest niczym innym jak tylko poetycką nazwą Łazieńca.


Jak widać byłem jeszcze przed Miejskim Centrum Kultury w Aleksandrowie Kujawskim, ale o tym ważnym miejscu będzie innym razem.

Czując w kościach miniony dzień - a wesoło pedałując - pogalopowałem do domu. I jak widać nie obyło się bez powitania z Miastem na panoramę Jego patrząc.
  

środa, 10 czerwca 2020

ODKRYWANIE KUJAW: Pieranie 1/2 (2157)

Powziąwszy informację, że w kujawskiej miejscowości PIERANIE znajduje się największa nie tylko w Polsce ale i w Europie drewniana świątynia wybrano się do niej. Wiedziony naukową dociekliwością (Czy prawdą jest jakoby...?) zachciało mi się sprawdzić własnym organizmem prawdziwość powyższego (a zasłyszanego w internetach) stwierdzenia.

Najpierw jednak niech będzie wszystko po kolei, a nie jak w moich ostatnich notkach publikowanych bez ścisłego trzymania się chronologii wydarzeń. Tego dnia pojechano więc bajeczną trasą: Toruń - Mała / Wielka Nieszawka - lasem - lasem - lasem aż... wreszcie do Gniewkowa.

W środku wspomnianego lasu spotkałem dwóch panów na e-bikach, którzy wybili mi z głowy dumę z tytułu moich tzw. sukcesów w długich przejazdach. Przynajmniej jeden z nich dosyć wiarygodnie deklarował przejechanie (prawie) dwukrotności moich dystansów, krócej jeżdżąc, ale za to częściej i bez zimowej przerwy... . Nie było jednak możliwości z nimi porozmawiać, bo muszki meszki atakowały nas tak gęstą chmarą, że czym prędzej oddaliliśmy się w swoje kierunki... .

Dalej już - unikając tranzytowych dróg - opłotkami skierowano się do miejsca docelowego przejeżdżając przez Gąski. Byłem nawet w Szpitalu!



4 km przed celem dopadły nas (rower i mnie) ciężkie piachy. Pojazd mi wierzgał i próbował gwałtownie kłaść się na zapylonej drodze, ale nic to: dalim radę i... dojechano!

Kościół okazał się faktycznie spory, ale - jak potem przekonały mnie internety - wcale takim największym ani w Europie, ani nawet w Polsce nie jest. Taka świątynia w Świdnicy ponoć zaszczytne miano największej w Polsce dzierży niezachwianie. Chociaż niektórzy przebąkują, że kościół w Haczowie to już całkiem najogromniejszy jest.

Myślę, że jakiemuś literatowi czy innemu fantaście zachciało się przydać pięknie a świeżo odnowionej świątyni nieco więcej(nienależnego)blasku... . Ogarnięty nieśmiałością jednak nie zakołatałem do pobliskiej plebanii aby zasięgnąć języka w sprawie tej największości... . Nie dostawszy się do ponoć przepięknie odnowionego wnętrza(freski!)pogalopowano w kierunku domu.


I były znowu piaski i szutry, piachy i żużle, aż wreszcie (już po równej drodze) trafiono do urokliwego Pałacyku w Woli Stanomińskiej. Otoczony parkiem i rechotem żab z miejscowego stawu, pachnący akacjami, promieniował życzliwością właścicielki prowadzącej tam agroturystykę. Stylowe wyposażenie wnętrz, niskie ceny jak i magia miejsca wprost zapraszają tam do pobytu... .
- O klasie miejscówki świadczy fakt, ze plenery malarskie też tam się odbywają.





Przejeżdżając przez Stanomin doświadczono urody Kujaw na różne sposoby. Nie zatrzymując się na dłużej kątem oka zauważono pięknie zachowaną i równie starannie wyeksponowaną starą sikawkę.
-Jest być z czego dumnym stanonimskim strażakom!


A do tego wszechobecne maki czerwieniące się zawsze i wszędzie gdziekolwiek przejeżdżano po całym lewobrzeżu Wisły.

Te maki jestem skłonny uznać za symbol Kujaw w ogóle.

Do Służewa dotarliśmy nieco zmarnowani, ale w pogodnych nastrojach. Po zjedzonym obiadku - składającym się z podgrzanej zupy - w służewskim parku z widokiem na jezioro - morale znacznie się podniosło.

Co prawda - należąca do armii - elektroniczna tablica uprzejmie poinformowała, że przejazd przez poligon jest niemożliwy, ale ... nikt przecież nie zaorał innych dróg do Torunia!




Podziel się