Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masoni. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2019

HISZPANIA: Besalu i Girona 3/8 (2104)

BESALU - malutkie, kamienne miasteczko o średniowiecznej zabudowie. Niepowtarzalne nie tylko pod względem zabudowy.
Separatyzm kataloński żółtymi wstążeczkami wyziera tu z każdego kąta. I do tego te flagi czteropasmowe z białą gwiazdą na każdym kroku… .

Znaczy się chcą Katalonię pokojowo oddzielić od Hiszpanii. Wersji z czerwoną gwiazdą nie widziałem. To są ci separatyści co drogą krwawego przewrotu chcą bogatej Katalonii zapewnić oddzielenie się od biedniejszych części Hiszpanii.

Pomimo widocznych sporów politycznych miasteczko jest senne. Tu się po prostu przyjeżdża odpoczywać od gwarnej Barcelony. Średniowiecze wyziera tu z każdej uliczki, wiekami średnimi zionie tu każdy kamień i w ten sposób mają Katalonianie swój własny gotyk na dotyk.

Trafiliśmy akurat na mocno turystyczny dzień. Most do miasteczka był zapchany do niemożliwości rosyjskimi ekskursjami.

Cechą charakterystyczną ich była hałaśliwa obecność. Sprzyjał temu brak audio urządzeń do komunikowania się przewodnika z wycieczką (tour guide) w które my akurat dumnie byliśmy wyposażeni.

Oj przydałby się (w cywilizowanym świecie obowiązujący) nakaz korzystania z tychże tour guid’ów i w Toruniu! Przewodnik ryczący swoim głośnikiem zawieszonym mu na szyi podczas oprowadzania po kościele jest niestosowny oraz irytujący.

Osobliwie zachwyciło mnie Muzeum Mikrominiatur! To, że tam karawana wielbłądów ciągle przechodzi przez ucho igielne zniosłem nadzwyczaj spokojnie. Podobały mi się także pozostałe mikro-wyroby tak małe, że wykonuje się je pomiędzy jednym uderzeniem serca a drugim.

Natomiast prawdziwie podniosły mi ciśnienie i tęgo zachwyciły skrzyneczki ze scenami rodzajowymi (jaka może być ich hiszpańska nazwa?!), które od razu skojarzyłem sobie jako rozwinięcie tego co niedawno zawitało do nas. Belleniści toruńscy mieliby się tutaj od kogo uczyć!

Artyzm i precyzja wykonania figurek zachwyca, kompozycja i stylizacja scen powoduje zdumienie, perfekcyjność operowania światłem w tych skrzynkowych scenkach wprawia nawet średnio wrażliwego widza w ciągłą ekstazę!




BESALU: miasto godne odwiedzenia. Jeden z blogerów zobaczył je tak TAK:


A potem była już nieco większa Girona.

Miasto (tak jak Paryż i Kołobrzeg) zasłynęło tym, że publicznie znielubiło swoich turystów, którym zakazano autokarami wstępu do niego.

Szło się więc po Gironie (ochoczo, bo przy ładnej pogodzie) z obrzeży do centrum przez całkiem spory platanowy park. Te drzewa o chorobliwie obłażącej korze są do obejrzenia w toruńskim Ogrodzie Zoobotanicznym także.

Gdyby ktoś w nadmierną ekscytację z powodu tychże drzew wpaść miał, to uprzejmie informuję, że one na hiszpańskiej ziemi za odpowiedniki naszych cienistych i mocne kontrasty rzucających lip i kasztanów robią.

Przepuszczają jednak o wiele więcej światła, przez co łatwiej w takiej Francji czy Hiszpanii było o ichni impresjonizm. Bez nich przecież tych śniadań, obiadów, podwieczorków i kolacji na trawie by nie było... .

Gdyby chodziło o trudne szczegóły to w mieście Girona samolubni separatyści panoszą się także! Na niemal każdym prawie rogu, na każdym budynku (nawet urzędowym!) pysznią się ich flagi, wstążeczki i napisy wskazujące na odrębność regionu wymagającą natychmiastowego odłączenia się od Hiszpanii.

Sprawiedliwie im trzeba przyznać, że chcą powrotu katalońskich więźniów politycznych także.
- Ach, ta hiszpańska dyktatura! 

A odwiedzone świątynie w Gironie (kto by tam spamiętał pod jakim są wezwaniem) istnieją wprost jako oszałamiające!







...chociaż masonów (jako i nam) to w mieście Girona katalończykom i katalończykowianeczkom nie brakuje!



Spacerując po mieście szło się w pewnej chwili przez Czerwony Most zbudowany według projektu pana Eiffla Gustawa, tego od wieży w mieście Paryż. Z kratownic mostu tego widocznymi były olśniewającej urody weneckie prawie perspektywy.

W wodach znajdującej się pod mostem rzeczki bez trudu dostrzegano - nie nękane przez wędkarzy - leniwie snujące się ogromne ryby. Za odpowiedniki gondoli robiły więc one spokojnie sobie pływając w postaci amurów.

Godnym zauważenia jest fakt, że tak jak i w innych miejscach i w Gironie sporo napisów po rosyjsku było. Zwykle na pierwszym miejscu. Wschodni oligarchowie ponoć ulubieli sobie to miasto… .

Taka kilkugodzinna wizyta w Gironie nie dawała szansy na zapoznanie się chociażby z najważniejszymi zabytkami tego słynnego w całej Europie miasta.

Niemniej jednak w Dzielnicy Żydowskiej też się było co widoczne na zdjęciach niewątpliwe do zauważenia jest.

Zupełnie nie pokumałem o co chodziło z tym pręgierzem! Przewinęło mi się, że jeśli uda się wspiąć po tym śliskim słupie i pocałować w zadek to coś po nim łażące to rękę księżniczki się zdobędzie albo jedzenie i picie (+ wikt i opierunek!) za darmo się otrzyma, co zresztą na jedno wychodzi… .

Byliśmy także w pewnej legendarnej (jakoby) lodziarni oszołomieni obietnicami cudów na patyku jakie można tam otrzymać po stosownym uiszczeniu.

Wymyślne lody okazały się przesadnie drogie i smakowały jak zwykłe lody, ale za to wystrój mikroskopijnego pomieszczenia był interesujący!

Najbardziej spodobał się nam rower - ławeczka gdzie znękani upałem mogliśmy wspomniane wyroby cukiernicze - choć w tłoku ściśnięci - to spokojnie zjeść.

Hitem spinającym wrażenia z Girony jest ostatnie zdjęcie, które praktycznie pokazuje jak należy traktować pospolitych turystów najeżdżających ich piękne ełropejskie miasto… .
- Łomatko!

PS. Więcej zdjęć z Besalu i Girony znajduje się TUTAJ:

sobota, 6 sierpnia 2016

Szczegół detalu czyli Masoni w Dworze Artusa 2/2 (1655)
















Wpatrując się w witraże, odkrywając tajemnice zawiłych
ornamentów odkrywajmy znaczenia mogące nam przybliżyć dzieje
tego obiektu. ...albowiem szczegół się liczy!






















Niemniej jednak proszę nie doszukiwać się mrocznych tajemnic
wolnomularzy w każdym pokazywanym widoku! Stwierdzenie,
że masoni siedzą w każdym kącie Dworu Artusa uznaje się więc
za prowokacyjne a nawet wysoce niestosowne.


















Patrząc na te zaiste watykańskie sufity myślmy także o dniu dzisiejszym
Obiektu.
































Jak głosi statystyka tutaj odbywa się nawet 250 imprez w ciągu roku!
















Tak więc kiedykolwiek byśmy nie przyszli, to zawsze jest tam coś
interesującego! Do uczestniczenia i do oglądania.
- Wspólnie.






















Dwór Artusa zaprasza!



piątek, 5 sierpnia 2016

Szczegół detalu czyli Masoni w Dworze Artusa 1/2 (1654)
















Kiedy wchodzi się do tak niezwykłego obiektu to zwykle ślizgamy
się wzrokiem po wspaniałych płaszczyznach usiłując uchwycić
atmosferę i charakter miejsca. Jednak prawdziwe jego poznawanie
zaczyna się w momencie nasycenia się tymi ogólnościami. Pora
więc na detal przychodzi, a nawet na szczegół detalu.
- I dopiero wtedy można odkryć prawdziwą duszę obiektu.






















Dwór Artusa! Pyszna resursa kupiecka, miejsce gdzie toruński
patrycjat bale urządzał, zebrania odbywał i bankiety sprawował.
- Hucznie i z zadęciem.
















Miejsce więc do tego musiało być odpowiednio reprezentacyjne.
Świadczyć miało o tym, że elita tu bywa, śmietanka towarzyska
i w ogóle crème de la crème miasteczka naszego. I ościennych też.
















Bywało się tu coby pani burmistrzowa mogła nową kolię pani
sędzinie pokazać także. Tu się córki na pokaz do zamążpójścia
w specjalnej oprawie pokazywało i tak dalej... . I najważniejsze:
zbierały się więc tu mniej lub bardziej formalne czy dyskrecjonalne
towarzystwa. W tym także członkowie lóż masońskich.
- A w szczytowym okresie w Toruniu było ich cztery.






















O tym jak ważne to było miejsce w Toruniu dla Lóż świadczą
witraże których cel i sens wtajemniczeni tylko znają. Nie należąc
do nich udało mi się ponad wszelką wątpliwość ustalić, że co
najmniej jeden z witraży ściśle związany jest z lożą masońską
Zum Biennekorb (Pszczeli ul).






















Notabene loża ta ma się zupełnie dobrze i trwa do dzisiaj.
Tak jak i loża Galileusz w Bydgoszczy.






















Niestety jako profan w Dworze Artusa nie odnalazłem więcej
znaków tych stowarzyszeń które w swoim czasie skupiały elitę
intelektualną i finansową Miasta.

Aby poszerzyć swoją wiedze na te czy inne tematy myślę, że warto
(oj warto!)
trafić - jako i wasz pokorny sługa - na wycieczkę
po Dworze Artusa.

Ekskursja ta organizowana jest raz w miesiącu i daje szansę
poznania niejednej tajemnicy. I być może pozwoli odkryć
jeszcze niejedną, chociaż niekoniecznie związaną z masonami... .






















Historycy sztuki zajmujący się wolnomularstwem (czy też posiadacze
wiedzy na temat Sztuki Królewskiej)
mogliby pewnie niejedno
powiedzieć na temat pozostałych witraży i elementów dekoracyjnych... .
















I w tym miejscu żal mnie wielki ogarnia, że nie było się w roku 2009
w Pałacu Eskenów. Do dzisiaj trwa legenda wystawy z tamtego czasu:
„Wolnomularstwo polskie XVIII-XX w. Mity i prawda?”






















"Można było tam obejrzeć około 350 przedmiotów związanych
z wolnomularstwem – portrety, listy, obrazy oraz dyplomy.

Najciekawszymi dla zwiedzających eksponatami są z pewnością
oryginalne przedmioty lożowe: szarfy, odznaczenia, fartuszki,
młotki, kielichy, pieczęcie, insygnia, biżuteria czy broń ceremonialna.






















W piwnicach Domu Eskenów można (było) zobaczyć rekonstrukcję loży
masońskiej oraz tzw. komnaty przemyśleń. Przy aranżacji pomieszczeń
pomagał prof. Cegielski — możemy mieć więc pewność, że wszystko
jest w jak najlepszym porządku i dokładnie odpowiada wystrojowi
w miejscach spotkań wolnomularzy.

















Użyte w tej części wystawy fotele, kandelabry i kobierce to oryginalne
wyposażenie używane podczas prac Wielkiej Loży Narodowej Polski."






















Jako zwykły poszukiwacz prawdy - bez zbędnego szukania sensacji -
warto abym wspomniał o tak działającej na umysł i wyobraźnię organizacji
także w Bydgoszczy. I tam była wolnomularska wystawa. 
- Bydgoskie Archiwum Państwowe 2013/2014.






















Sięgając szerzej: Muzeum Narodowe w Warszawie, Uniwersytet
Warszawski oraz Stowarzyszenie Sztuka Królewska w Polsce
zorganizowały międzynarodową konferencję naukową:
Świat jako
loża. Obecność wolnomularstwa w kulturze – dawniej i dziś
.
Wydarzeniu temu towarzyszyła wystawa:
„Masoneria. Pro publico bono".























Być może kiedyś przeczytam książkę z 2003 r. którą napisał
torunianin (sic!) prof. Ludwik Hass: Wolnomularstwo w Toruniu.
300 lat historii. I wtedy więcej wiedzieć będę... .
Może nawet i o szczegółach wystroju wnętrz w Dworze Artusa.






















A póki co niech wystarczy mi to co co zdołałem dowiedzieć się
na wycieczce i to czego sam doczytałem się w bezmiarach
internetowych.
















PS. Jakoś nie przypominam sobie, abym obiecywał komuś,wyjaśnienie
tajemnicy "Średniowiecznego człowieka w raybanach".
- Przewodnika po Dworze Artusa o to pytać proszę!

Podziel się