Co raz to:
- wyskakiwał w telewizyjnym okienku (coś ważnego tam trwa!),
- migał na komputerze (smth interesującego się tam dzieje!),
- zjawiał się w myślach (a może by tam...?).
Aż wreszcie cierpliwość się wyczerpała i powiedziano basta: JEDZIEMY!
- Było się tam, widziało się ją, to się wie.
- Sympatycznemu Panu który powoził zaprzęgiem dwukonnym dziękujemy za bezpieczną podróż.
Wymachuje ono hałaśliwie mocno wypłowiałym sztandarem jakoby patriotyzmu byłych posiadaczy ziemskich co przypomina mi dwie sprawy.
- No, na pewno nie tak jak wolno stojący budynek gdzieś tam w wielohektarowym parku!
- Ciekawe co się z nim stało?


































































