Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pola Lednickie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pola Lednickie. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 maja 2022

Dzień 02: Strzelno Klasztorne - Kiszkowo: 86 km (2246)

Rano zdając klucze od pokoju dowiedziano się, że poprzedni proboszcz zmarł w styczniu tego roku. Dopiero wtedy sobie uświadomiłem, że wczorajsza rozmowa z p. Damianem niewątpliwie pomogła w zdobyciu noclegu.

Zrobiło na mnie wrażenie, że wczoraj ksiądz prowadzący nabożeństwo majowe, (a krótko potem i mszę wieczorną) życzliwie wspomniał wiernym o pielgrzymie... . Mówił także o mieście niedaleko Clermont - Ferrand, które jest ważne dla całej Francji. (Le Puy-en-Velay?). Muszę uwzględnić tą miejscowość w swoich planach. 
- Póki co dziarsko wyruszono w Drogę!


Przez Trzemeszno przejechałem prawie go nie zauważając! Magia kilometrów do przejechania zadziałała.

Ważnym etapem przed wieczornym spoczynkiem były imponujące w swym zagospodarowaniu i rozległości Pola Lednickie. Mogłem tam mieć nocleg, ale wobec potraktowania mnie jak klienta (a nie pielgrzyma!) nie popierając komercji pojechano dalej.

Tym sposobem zdecydowano, że dojadę do Kiszkowa. (CO?!) Uzasadniłem to sobie zgrabnie, że to jest miejscowość ważna dla Zygmunta. Pochowani są tam jego dziadkowie, więc czego się nie robi dla przyjaciół... . - No, będę miał mu potem co opowiadać! Dojazd tam okazał się nieprosty. Jakoś tam wcześniej wytyczyłem sobie drogę na skróty (?), co jakiś czas upewniając się u miejscowych, że to jest szlak dla rowerzysty dobry. Jak się potem okazało, z uwagi na głębokie piaski NIE BYŁ.

Moim szczęściem było to, że przypadkowo spotkany gość wystąpił w roli przewodnika. I litościwie (mimo, że nie było mu to po drodze!) przeprowadził mnie przez te ciężkie piachy. Rozstaliśmy się przy wojennej mogile, której historię mi opowiedział. Otóż jeszcze przed zakończeniem wojny stała tam spalona stodoła. Pewnego razu miejscowi gospodarze znaleźli w niej człowieka, który tam zamarzł. Stodoła została rozebrana a na polnych rozstajach jako świadectwo czasu wojny została mogiła. Pochowany był w niemieckim mundurze, ale do dzisiaj nie ma pewności kim tak naprawdę był: Polakiem czy Niemcem? Wobec powagi śmierci dla miejscowych gospodarzy to nie miało znaczenia i tym miejscem opiekują się miejscowi harcerze.

Wdzięczny za niestrudzone towarzystwo (te polne drogi były nie tylko dla mnie ciężkie!), wdzięczny za przeprowadzenie mnie przez te bezdroża pożegnałem się z moim bezinteresownym przewodnikiem smarując
w jego rowerze nielitościwie zardzewiały łańcuch :-)

Po licznych perypetiach (Były takie! Były!) dotarłem do Kiszkowa znanego  z dwóch kościołów (jeden z nich drewniany). Ksiądz proboszcz mnie rozpoznał i (na moją prośbę o nocleg) zaprosił do skorzystania z pobytu w salce katechetycznej. 14,5 stopnia w pomieszczeniu i zimna woda wcale mnie nie odstraszyły. Z uwagi na dojmujący chłód rozstawiłem namiot (sic!).

Warto wiedzieć, że w salce były zgromadzone dary dla ludzi potrzebujących wsparcia. Salka znajduje się przy skrzyżowaniu stąd w nocy dochodziły do mnie niekiedy przerażające dźwięki "lotnych startów motocykli" czy przeraźliwe hamowanie potężnych zestawów samochodowych sugerujących wyobraźni, że doszło do jakiegoś potężnego wypadku samochodowego.
- Mimo wszystko ten nocleg zapamiętam jako miejsce wyjątkowo życzliwe pielgrzymowi i (co równie ważne!) jako wyraz szczególnego zaufania.

czwartek, 6 sierpnia 2020

Południowa Droga Jakubowa - Dzień 02_STRZELNO - LEDNICA_82 km (2173)

Dzisiejsza trasa: Strzelno - Gębice - Mogilno - Trzmeszno - Gniezno - Pola Lednickie - Lednica

Jesteśmy po mszy Dzisiaj imieniny E. Uzgodniłem z nią, że uroczystość zostanie zorganizowana po moim powrocie w stosownej a odpowiednio rozbudowanej formie. Postanowienie przyjęto ze zrozumieniem. Nie można było odłożyć terminu naszego startu jeszcze o dwa dni! Już i tak z jednego dnia odpoczynku zrobiły się trzy... .

Za mną - z emocji - źle przespana noc. Budziłem się co dwie godziny i rano już o 5:30 byliśmy na nogach. Sprawne pakowanie i pożegnanie z księdzem proboszczem po uczestnictwie we mszy świętej.

Na zapytanie co się należy ksiądz uśmiechnął się wyrozumiale i rozstaliśmy się dziękując za okazaną nam pomoc. Mamy za co być wdzięczni! Wczoraj byliśmy w naprawdę wielkim kłopocie.

Rano bajecznie piękna pogoda, która po 9:00 zaczęła się już co nie co psuć. Stoimy teraz przed kościołem w Gębicach i czekamy na zakończenie mszy, po to żeby dostać pieczątkę. Na dzisiaj nie przewidujemy zbyt długiego jechania. Być może wystarczy nam dziś dotarcie do Pól Lednickich.

W Gębicach był jeszcze krótki postój przy wiejskim sklepiku. Czekając na Piotra gdy robił zakupy obserwowałem codzienną krzątaninę ludzi rozpoczynających kolejny dzień pracy... . Ten kupował chleb i masło, ona warzywa i proszek do prania a jeszcze tamten piwo. Właściwie to trzy piwa. Albo i pięć.

Pierwsza połowa dnia minęła nam na jechaniu wąskimi leśno - polnymi dróżkami. Mokre piachy zbite ulewą z poprzedniej nocy czasami dawały się lekko przyjechać. A czasami nie. Zdecydowanie.

Czasami jednak leśnie przejeżdżaliśmy przez wielkie - nie wiadomo dlaczego czarne - kałuże. Kiedy się przez takie małe jeziorko rozpostarte na całej szerokości drogi przyjeżdżało to wyobraźnia podpowiadała co by było gdyby tak pacnąć w nią. Na szczęście obyło się bez takich sensacji.
- Te kałuże robią tak wielkie wrażenie, że kiedyś je sfotografuję.

MOGILNO - Do Klasztoru zajechaliśmy tylko po pieczątki w "Paszportach". Nie mogąc się tam na dłużej zatrzymać (kilometry czekają!) odniosłem wrażenie, że coś ważnego nas ominęło... .

TRZEMESZNO - Bazylika swoimi rozmiarami, wystrojem i ogólnie powagą zostawiła w nas trwały ślad.




GNIEZNO - gdyby przejeżdżać przez nie turystycznie wymagałoby więcej uwagi i wyciszenia. A tak?  Był to jeszcze jeden - ważny, ale jeden z kilku - punkt przejazdowy... .


Jestem pielgrzymem a nie turystą! To zagadnienie co raz będzie się przewijało w naszych rozmowach z Piotrem. Pokusa zobaczenia po drodze tego i tamtego niekiedy była wielka, ale (prawie) zawsze odwoływano się do ustalenia jak wyżej.

W drugiej połowie dnia rozpogodziło się. Niebo już było jaśniejsze, ale wiał za to silny wiatr.  Na moich ostatnich watach i woltach dotarliśmy do wymarzonego miejsca jakim były wtedy dla nas Pola Lednickie.

Zrobiono sobie zdjęcia pod Bramą Rybą. I ruszyliśmy w kierunku sporych obiektów pielgrzymkowych.

Rozmowa w recepcji z sympatyczną panią dała nam nadzieję na nocleg: wiadomo wielkie centrum pielgrzymkowe, które potrafi zorganizować wydarzenie nawet na 60 tys. ludzi.

Na tych rozległych przestrzeniach Ośrodka kawałek podłogi do spania dla dwóch zdrożonych pielgrzymów rowerowych na pewno się znajdzie... .

Zresztą samo Centrum sprawiało wrażenie nowoczesnego, nieźle przygotowanego do ruchu pielgrzymkowego na masową skalę. Ponieważ odbywało się nabożeństwo trzeba było chwilkę odczekać. Spędziłem ten czas w salce obok kaplicy pośrednio biorąc udział w nabożeństwie. Nie chciałem swoją obecnością zakłócać modlitw zakonnikom.

Po zakończeniu mszy Ojciec Przełożony (dominikanin) na moje pytanie o nocleg przekazał podstemplowane paszporty wraz z informacją, że w Centrum przyjmowane są tylko zorganizowane grupy pielgrzymkowe, a i to po odpowiednio wczesnej rezerwacji... .
- Mam niejasne (zapewne błędne!) przeczucie, że wzięto nas za parę gejów :-)

Podziękowałem za tą informację, że nie przyjmuje się pielgrzymów indywidualnych  i nieco zmartwieni ruszyliśmy szukać gdzie indziej noclegu.

W międzyczasie Piotr porozmawiał z kimś i dostał broszurkę, dzięki której znaleźliśmy nocleg na pobliskim kempingu.

Samo pole namiotowe okazało się nieźle wyposażone. 6 stanowisk do kąpania się plus toaleta plus umywalki i to wszystko w jednym nowoczesnym baraku. W drugim obiekcie były same toalety. Do tego wiata na urządzanie biesiad. I jeszcze wielki drewniany wigwam na robienie grilla na wiele, wiele osób.

Najważniejsze dla nas było samo pole namiotowe, które wyposażono w stanowiska z możliwością podłączenia elektryki. Po opraniu się i rozwieszeniu do suszenia (było odpowiednie po temu miejsce) odbyła się uroczysta polowa kolacja.

Rozstawienie namiotów poszło nam nawet dosyć sprawnie! Spanie było niezłe i niczym nie zakłócone. Noc ciepła. Namiot Piotra stał w odpowiednio dużej odległości, tak że nikt nikomu snu nie zakłócał :-)


Podziel się