Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dulnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dulnik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2026

Dulnikowy młyn (2419)

Po miesięcznej przerwie od fizycznej aktywności WYRUSZONO.

Wypadło, że na Liście Tras Kanonicznych jest DULNIK, a konkretnie młyn znajdujący się tamże.

Leniwie się jechało, bo: kondycji było dolegliwie brak, wiał przesadnie silny wiatr, nawierzchnie bywały różne.

PODSUMOWANIE. Po raz kolejny ujawniła się słabość planowanych tras. Temat został uroczyście zbadany. I okazało się, ze powinienem opanować przewspaniały planer czyli KOMOOT, bo ten (jak głosi legenda) dosyć czytelnie (ponoć) ujawnia nawierzchnie tras. 

Na razie to widzę tam bezswstydny milion reklam, co podobno likwiduje opłacenie subskrypcji na co akurat nie mam ochoty.

Ponoć jakąś tam początkującą alternatywą (może nawet wielce obiecującą!) dla tego germańskiego produktu jest arcypolski VeloPlaner czy też lokalny dla Torunia BikeMap.

Uznając temat starannego planowania tras za ważny ogłaszam (jakby to kogokolwiek interesowało), że nie mam czasu, zajęty jestem, nie chce mi się oraz tak dalej.
- Może dlatego, że idzie jesień i... nie ma na to rady?

Ogółem tego dnia przejechano 64 km po następującej trasie: https://tiny.pl/j5fv4g4xp

piątek, 1 października 2021

SKOŁOWANI: Koło na młyn w Dulniku (2234)

KTO: Program ABSOLWENT UMK, "Skołowane Niedziele"
- Klub Rowerowy SKOŁOWANI

CO: Wycieczka rowerowa Klubu SKOŁOWANI: Koło na młyn

GDZIE / DOKĄD: Dulnik

KIEDY: 12 września 2011r. (g.10:00 - 16:00)

JAK: Mając w pamięci czerwcową wyprawę tym chętniej wyruszyłem ze "Skołowanymi". 

Było towarzysko, z przerwami oraz z dodatkowymi atrakcjami. Pierwsza z nich trafiła się tuż przy nieznanej rzeczce w środku lasu.

Spożywamy nasze kanapki aż tu...? Zajeżdżają wozy terenowe i leśni ludzie z nich wysiadają. Chwila konsternacji i wasz korespondent wyruszył na zwiad kto oni i po co?

Okazało się, że to jest Grupa Eksploracyjna z Brodnicy. Wyposażeni we wszelkie pozwolenia, zaopatrzeni w stosowną elektronikę przyjechali badać teren w poszukiwaniu materialnych śladów historii. 

Nawet tak krótki kontakt pozwolił mi się zorientować, że mam do czynienia z grupa entuzjastów znakomicie przygotowaną do rozwijania swojej pasji. Zrobił na mnie wrażenie rodzinny charakter tego zespołu. Żegnałem się z nimi po kilkuminutowej rozmowie pełen niedosytu. 
- Droga wzywała!

Pokonanie pogóra w okolicach Ciechocina postanowiono udokumentować personalnie! Osobiście nie mogłem się pochwalić, że na kołach wspięto się na sam szczyt - co jak widać niektórym ambitnie się udało.












Planowe zwiedzanie wnętrza kościoła nie było możliwe z uwagi na mszę. Gęsta mżawka zachęciła nas jednak do nieinwazyjnego schronienia się w kruchcie.


Przyległy pałac biskupi jak się okazało nie posiadał już dawnego zamożnego charakteru, ale ślady minionej świetności dało się zaobserwować. 

Herb umieszczony nad wejściem i...

...gotyckie piwnice to były dwa mocne punkty w tej części wycieczki.

Wreszcie dotarliśmy do młyna w Dulniku. 

Pełna relacja fotograficzna z wyprawy "Skołowanych" do młyna znajduje się tutaj.

Uprzedzam o tym zawczasu, bo po dotarciu do celu głównego - jakim była ta osada młyńska - dalej pojechałem już swoją drogą.

...ale póki co oprowadzanie trwało. Tym cenniejsze, że przewodnikiem był potomek właścicieli tego młyna.

To jest właśnie ta wartość dodana towarzysząca wycieczkom "Skołowanych". 

Podziękowawszy za oprowadzanie ruszyłem swoim tropem. To było trochę na wyczucie co ostatnio zdarza mi się dosyć często. No, jest ten dreszczyk emocji: trafię od razu na właściwą drogę czy dopiero za parę dodatkowych kilometrów?! 
- Trafiłem.

Po drodze były malownicze grzyby o zerwanie których nawet się nie pokusiłem.

Początkowo był zamiar aby dojechać tego dnia 100 km, ale tą razą odpuściłem: rodzina wezwała!

Był więc odwiedzony Golub - Dobrzyń z niezwykłą budowlą pod drodze. No, zatkało mnie na ten niezwykły widok!

Jakiż ambitny musiał być zleceniodawca tego obiektu! 
- Kimkolwiek nie byłby ten faraon to okoliczna ludność na pewno mu tego obiektu "Straży Pożarnej" nie zapomni :-) 

W pogodnym nastroju dotarłem spiesznie do Torunia.

"Rubinkowo" przywitało mnie hucznie, ale nie było czasu aby delektować się ludowym festynem.

Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na symboliczną scenę i... po dotarciu do domu można było odtrąbić (na 86 km)  zakończenie wycieczki.


piątek, 25 czerwca 2021

Trzecia setka: Dulnik, Golub - Dobrzyń i Turzno (2219)

Jak ten młyn mi chodził o głowie! Jak on mi chodził. Od wiosny samej co raz to słyszałem: Dulnik to i Dulnik tamto. Zdawało mi się, że wszyscy byli w tej dawnej osadzie młyńskiej: wszyscy oprócz mnie.

Więc jak tylko nadarzyła się okazała czmychnąłem z domu sam przed sobą nie przyznając się do tego dokąd jadę. No daleko mi się wydawało! A tak bardzo chciało mi się zrobić trzecią setkę. I się dało, się zrobiło!
A po drodze sporo się działo! Ścieżka rowerowa Złotoria - Lubicz Górny buduje się intensywnie.

I wygląda na to, że może jeszcze tego lata... . 

Już w samym Lubiczu Górnym pan ze Stacji Kontroli Pojazdów zamocował mi klekoczącą podpórkę.
- Dziękuję!

Służby drogowe obudzone ze snu zimowego pracowały aż się kurzyło!

Nic to w porównaniu do Włocławka i okolic gdzie nawet znaki drogowe myją! (Widziałem, to wiem!) Nam musi wystarczyć samo koszenie poboczy.

Przystanek gdzie odpoczywano przywołał wspomnienie "Wędki".

A potem już były Kujawy i...

...skończyła się droga asfaltowa a zaczął karkołomny zjazd w dolinę rzeczki, której nazwy nie zapamiętałem.

Urokliwą ta dróżka była!

Wreszcie na miejscu!

Pierwsza uwaga: miejsce szczególne, warte odwiedzenia.

"Młyn stał cichy i milczący - nie widzieć dlaczego nie pracował. Słychać było tylko bzyczenie komarów".

Znacznik Drogi Jakubowej nastroił mnie pozytywnie do tego miejsca.

Posiłek na tej rampie spożyty podreperował moje morale. 

Warto o tym wspomnieć, bo po paru minutach pobytu w tej okolicy muszki pożarły mnie dokumentnie. 

Uwaga druga: porzućcie nadzieję wy którzy stąd dzwonicie! Znaczy, chcecie zadzwonić: zasięgu tu brak. Nie mogłem się dodzwonić do agroturystyki naprzeciw której stałem. Także głośne dziendobry nie skutkowało! 

Spotkanie młodych ludzi na rowerach pomogło mi zdecydować się którędy wracać.
- No przecież nie po własnych śladach! 

Spotykanie było tak sympatyczne, że  nie mogę wyjść ze zdumienia, dlaczego nie zostało utrwalone na zdjęciu? 

Tym bardziej, że mam honorowy dług wdzięczności wobec Nich. Do dzisiaj mam w pamięci mój nieszczęsny, (na głodno!) pobyt w Golubiu - Dobrzyniu sprzed trzech lat... .

Ale tym razem było inaczej! Za rączkę prowadzony dotarłem do restauracji "Po mojemu" wymarzonej dla rowerzystów i nie tylko.  

Było gdzie rower postawić mając go na oku. Było gdzie smacznie zjeść, a całość w schudnie czystym otoczeniu.
- No, domowo było!



Chwila zadumy przed tablicą upamiętniającą społeczność której w Golubiu - Dobrzyniu już dawno nie ma.

Jeszcze rzut oka na ulubioną Drwęcę i dalej już... poszłooo!

W przelocie już tylko spojrzenie na zamek Anny Wazówny panujący nad miastem. ("Panujący" to dobre słowo!)

I nie ma co pisać, że przejeżdżałem obok jeziora w Okoninie! 


Jakaś rzeczka - bez nazwy -  przypomniała mi, że jednak warto mieć włączone geotagowanie zdjęć... . 



(...)

Każdy kto patrzy na to zdjęcie wie, że ostatnim etapem podróży był Pałac Romantyczny w Turznie.

Korzystając z zasady "nie wolno ale można" podjechano do Małego Stawu. Dostępu do tego miejsca broni tabliczka, że tylko dla gości hotelowych tam wstęp dozwolony jest... . 

No cóż, nieskrępowany dotychczasowy dostęp wynikał pewnie z umowy to gwarantującej. Przecież niejeden milion dotacji w końcu na ten obiekt  poszedł ze społecznej kasy. 
Pamięć jednak ułomna jest i po tylu latach ma się już (wilcze) prawo nie pamiętać takich kłopotliwych szczegółów. 

Oj, chyba się zmachałem tą setką!

PS. Uroczyście postanawiam dokumentować każdą przejechaną setkę! Chodzi o to by dopingować siebie do ruszania się, do dbania o kondycję.

Przy okazji pytanie do grupy na FB ERTiO: gdzie jeszcze warto wybierać się na południe od Torunia? Kujawy chciałbym poznać bliżej w promieniu cirka 100 km w obie strony.

Po bliskim Torunia Pomorzu Nadwiślańskim (w znaczeniu Ziemia Chełmińska) to mam zjeżdżone wszystko (?). Nawet za "Siedmioma Górami " byłem! ...czego  i innym życzę.

Podziel się