- Krasnale rulez!
Nie siląc się na tłumaczenie: tędy verboten i nie lzia jechać!
W tamtym momencie do szczęścia brakowało nam tylko obrusu! Koniecznie musimy mieć taki szydełkowany i z frędzlami.
Wypadek wyglądał naprawdę groźnie, bo przewracając się Piotr uderzył głową o asfalt. Na szczęście kask go ochronił. Gorzej było z kolanem które starło się dosyć porządnie.
- Jak będzie czas pokaże.
A w ogóle to jestem zaszokowany sposobem w jaki zamierza podleczyć swoją nogę zanim dojedzie do Torunia. Pryska octaniseptem i potem zamierza smarować (Uwaga! Proszę nie spadać z krzeseł) kremem Nivea! Podobno jest to stara partyzancka, dobrze wypraktykowana po wielokroć metoda, która tyle razy mu służyła to i tym razem posłuży... .
- Czy on się lekarzy nie boi?!
Z ciekawostek przez cały okres naszego pielgrzymowania ani razu nie oglądaliśmy telewizji ani też nie słuchaliśmy radia. I dobrze nam z tym.
Jeszcze kilka informacji na temat mijanych po stronie niemieckiej kościołów. Zawsze zamknięte. Zwykle jeden pastor obsługuje kilka kościołów i dlatego nigdy nie udało nam się dostać po stronie niemieckiej pieczątki do naszych "Paszportów". Najczęściej na hasło Jakobswege czy też Saint Jacobs Way to robiono kwadratowe oczy. Nawet pokazywanie muszli nie wywoływało żadnych skojarzeń... .
- No dobra, (częściowo) rozumiem, jesteśmy poza Szlakiem.
Jak już wspomniano, Piotr - jako osoba posiadająca więcej siły i lepiej zorganizowana - mimo poszkodowanej nogi dziarsko pomaszerował po zakupy.
- Jak on w ogóle chce dalej tak jechać na rowerze?!
Niemniej jednak doceniam poświęcenie: zawsze to z rana zaoszczędzi się na czasie i będzie można wcześniej wyjechać. Ustalono, że kupi dla nas dwóch to samo a kwotę podzielimy sprawiedliwie na pół.
To będzie lepsze od wymieniania się jadalnym asortymentem, nie zawsze będąc pewnym czy ten drugi nie dostał aby czasem lepszego kąska czy większego kawałka :-)
- Domowy smalec nie równa się sklepowy pasztet... .
































