Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2026

BUSKO - ZDRÓJ - Wiślickie zagadki 2/3 (2388)

WIŚLICA to jedno z najmniejszych miasteczek w Polsce (600 mieszkańców), które posiada niezliczoną ilość zabytków! 

(Zliczoną, złiczoną! Internety wyraźnie wyliczają i wskazują co gdzie i jak, ale przecież nie będę tychże bogatych w historyczne fakt architektoniczne  przepisywał!)
 

Najważniejsze z nich to Bazylika Kolegiacka Narodzenia Najświętszej Marii Panny i "Dom Długosza".

Z uwagi na bogactwo historyczne i liczbę zgromadzonych artefaktów tylko w tych dwóch miejscach historyk sztuki mógłby spędzić tutaj parę lat... . Jest co oglądać, analizować, przeżywać!

Jeśli więc ktoś do Wiślicy zajechać chce, to lepiej niech w Internetach podszkoli się. Starannie.











A oto zagadka nr 1.

Co to jest? Udało mi się odcyfrować tą tajemnicę na miejscu. A więc, pytam się nizorientowanych: co to jest?!
- Ostatecznie jeśli domysły nie pomogą to można się mnie zapytać.







A oto zagadka nr 2.
Próbowałem rozwikłać co robi ta sporej wielkości konstrukcja na południowej ścianie Kolegiaty, ale bez rezultatu. Nie pomogły także dociekania po przyjeździe do domu: nawet wszystkowiedzące AI nie rozwikłały tej tajemnicy.
- Może ktoś / coś...?

wtorek, 10 września 2024

Solec Zdrój: "Świt" w uzdrowisku 1/7 (2332)

Wyrok trzech tygodni w sanatorium rozpoczął się od potężnego bałaganu.

Nikt nic nie wiedział gdzie jest: recepcja, lekarz, miejsce do parkowania, stołówka, miejsca zabiegowe itp. 
- Przeżyliśmy w miarę cało.

Spacer po deptaku naprowadził nas na hasło Solca Zdrój: Wieś która stała się uzdrowiskiem.

Spacer główną ulicą skierował nasze myśli na dawnych mieszkańców uzdrowiska. Do okresu międzywojennego Żydzi stanowili procentowo około połowy wszystkich mieszkańców.

Lokalna izba pamięci (litościwie pominę jej nazwę!) twierdzi, że "tutaj u nas to prawie wcale nie było Żydów". Zachowało się tylko 12 nazwisk i jak widać nie zawsze udało się ustalić imiona. Mało ich było - kłamliwie dodano.

Po tym wprowadzeniu w atmosferę miejsca - już zakwaterowani, jako pełnoprawni sanatoriusze - mogliśmy rozpocząć proces leczniczy.

Opisu tegoż ani tym bardziej obrazków na ten temat nie będzie, BO. Moczenie w solankach i elektryzujące zabiegi były i owszem owszem.

Nie bardzo jednak mi się chce wierzyć w to, że tutejsze solanki (reklamowane bez żenady jako najlepsze na świecie!) są takie jak w prospektach i na filmiku reklamowym... .

Dość powiedzieć, że na przepisywane zabiegi się chodziło i to musi wystarczyć.

Nie zazdroszczę tym, którzy trafią tutaj w zimę! Miejsca zabiegowe są oddalone od zakwaterowania tak, że pacjentów trzeba dowozić. Nigdy nie zdecydowałem się skorzystać z tej lux torpedy jak powszechnie nazywano tego klekoczącego rzęcha.

Żeby już wszystko było jasne: sanatorium należy do miejscowego oligarchy i racjonalność (?) w działaniu widać na każdym kroku.

Znaczy się oszczędzanie idzie pełną parą! Zaczynając od jednego kompletu ręczników na trzy tygodnie, po mdłe sanatoryjne jedzenie, aż po brak kubeczków w pijalni od połowy turnusu... . 
- Aż dziw bierze, że papier toaletowy nie był wydzielany na listki... .

Jedno trzeba zauważyć: personel jest tam na poziomie. Niechby zresztą spróbował nie być: w tak małej miejscowości utrata pracy u prywatnego przedsiębiorcy równa się... wiadomo czemu!

Reasumując: niski poziom infrastruktury każe mi wątpić w rzetelność hasła reklamowego co do najlepszości wód siarczkowych. Na reklamowym filmiku pani zanurza się w wodach czarnych podczas gdy my byliśmy pławieni w wodach zaledwie szarych.
- Amen. 

PS. Gdyby ktoś wątpił w obiektywność oceny tu zaprezentowanej niech uważnie zanurzy się we wpisy do Księgi Pamiątkowej w tzw "Łazienkach".

piątek, 8 lutego 2019

Stary człowiek i rower (2040)

Parę miesięcy temu postanowiono, że zacznę nowe życie. Radykalnie obecne sobie zmienię. Na lepsze, ciekawsze, mądrzejsze i bardziej egzotyczne. Postanowiono, że będzie więcej wrażeń -  i basta! - kilka miesięcy temu.

Kolejny zmieniony kalendarz oraz ogólna sytuacja sprzyjały owej decyzji. Dzieci dawno odchowane, wnuki rosną i rosną swobodnie a my codziennie - jak to na emeryturze - mamy niedzielę i niedzielę.

Aż się tego dobrobytu przestraszyłem. ...bo jakże to tak: jest sporo czasu, nic nie trzeba robić a płacą?! Więc co w tak pięknych okolicznościach życiowych z danym mi czasem zrobić?! No, jak to CO? Odpowiedź może być tylko jedna: PODRÓŻOWAĆ, i to rowerem.
- Lepiej, dalej, ciekawiej - jak to na elektryku.

W końcu pierwszy krok w tamtym roku został zrobiony. Posiadany pojazd rowerowy został gruntownie przetestowany. Niejedne 100 km na spontanie na nim przejechano. Wbrew zasadom, na entuzjazmie, butelce wody i paru kanapkach. (Oj, trzeba to jeżdżenie sprofesjonalizować!)

W sumie coś tam sporo ponad 3,5 tys. km za ubiegły sezon (od kwietnia do listopada) się uzbierało. Gdybym miał więc ocenić pojazd to zdał egzamin on. Stąd też decyzja aby wspiąć się (wjechać?) na wyższy stopień wtajemniczenia rowerowego.

Przekonując sam siebie stwierdzam: wszak wszystkie kąty dookoła Torunia zostały objechane? Objechane! ...i to po wielokroć. Stąd też powtarzam: chcę więcej!

Emocji więc większych się zachciało. Wypraw wielodniowych, z dala od domu rzuconym na laskę i niełaskę pogody / niepogody, zdarzeń nieoczekiwanych i ekscytujących, przejmujących spotkań z przyrodą i z ludźmi niezwykłymi oczekiwać zacząłem... .

Pilnie się do tego nowego etapu zaczęto przygotowywać. I tak od miesięcy trwa książek podróżników rowerowych czytanie a stosownych zakamarków internetowych przetrząsanie. Wszystko po to aby wiedzieć jak fachowo pokonuje się dłuższe dystanse.

Pewnym praktycznym wstępem do zaglądania w miejsca nieznane (była nierowerowa wprawdzie, ale jednak) wyprawa na południe Polski. Sanatoryjny, zaśnieżony Busko - Zdrój ciekawił nas swoimi okolicami.



Podjęto więc postanowienie nawiązujące do poprzedniego: żadnych wielkich miast z Krakowem i Kielcami na czele. Od dziś tylko małe miejscowości i okoliczne wioseczki dla nas się tylko liczą:
ludzie i  p r z y r o d a  w nich!

Nic więc dziwnego, że nasze tam - nowe zupełnie - podróżnicze życie zaczęto od legendarnego PACANOWA!

A gdyby kogo homerycki śmiech napadł na ten początek mych niezwykłych podróży tegorocznych to takiemu ktosiu dedykuję myśl znalezioną na płocie pacanowskiego kościoła otwierająca tą notkę.

Sfotografowany obraz potwierdza, że nawet w bardzo skromnym miejscu zawsze można znaleźć coś wartościowego. (c.b.d.u)

Podziel się