Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przerwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przerwa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Przerwa (1391)























Informuje się Osoby zainteresowane, że wyjechałem do wód.
Internetów tam brak, głusza jest zupełna chociaż ludzi życzliwych
tam moc. Będą dbali o mnie w dzień i w nocy.
- I to jest krzepiące.

Uprzejmie proszę trzymać kciuki za mnie.

Pozdrawiam z Torunia

Obserwator Toruński


PS. Mam nadzieję pokazać się znowu przed końcem miesiąca.
Myślę, że chodzi o sierpień.


poniedziałek, 11 lutego 2013

Zimowy sen (1153)

Dużo na to wskazuje, że zapadam w zimowy sen, w związku z tym nie należy oczekiwać w najbliższym
czasie wstrząsających zdjęć. Powiedziałbym, nawet, że nie należy niczego się ode mnie spodziewać.
- Zapadam i to bezterminowo w absolutną hibernację, stupor i nieruchomość.

Zamykając na kłódkę "Obserwatora" (klucz pod wycieraczką - ostatni niech zgasi światło!)
przypominam o możliwości odwiedzania różnych jego zakamarków. I proszę się nie krępować!
Do tej hurtowni rzeczy wszelkich  wejść można swobodnie. Szperać sobie po zakamarkach można,
otwieranie pudełek jest wskazane, a czytanie porozrzucanych kartek uznaje się za objaw dobrego
gustu. 

I te wszystkie brewerie można uprawiać bez przeszkód wszelkich, chociaż magazyniera niet. On
poszedł  sobie, wyjechał całkiem i ogólnie jest go brak. Wiatr tylko hula po hali zastawionej
podejrzanymi pakunkami... . 

Zdecydowanie przecinając kabel do Internetu jeszcze nie wiem na jak długo zanosi się ta przerwa
w życiorysie.

Serdecznie pozdrawiając
życzę pięknej zimy!

Obserwator Toruński


środa, 20 lipca 2011

Przerwa (649)



W szczególnych momentach warto przywołać książki,
ludzi i zdarzenia które są ważne,
które podkreślają chwilę.


Poniższą miniaturkę napisał Jerzy Afansjew (proszę koniecznie przeczytać notkę z Wikipedii!) - zapomniany przez wszystkich Autor. Nowelka pochodzi ze zbioru "Biurowiec", wydanego w 1982r, w Warszawie w nakładzie 2 000 egz. Ilustracjami opatrzył je Kazimierz Wiśniak.

* * *

Jerzy Afanasjew – MÓWCA

Cała twarz jego kraśniała zadowoleniem, gdy przemawiał. Żyły nabrzmiewały mu na skroniach jak śpiewakowi, a wspaniały tenor rozlegał się w sali pokrytej alabastrem.

Wiele lat minęło, od kiedy pan Melchior znalazł się na zasłużonej emeryturze. Wprawdzie mówcy w tym kraju otrzymywali większą emeryturę, konkurując ze śpiewakami, niemniej panu Melchiorowi było smutno. Pan Melchior nigdy nie tańczył na przykład charlestona, natomiast przez całe życie uwielbiał zebrania. Odczuwał wzruszenie gdy przypominał sobie pokoje ciemne od dymu, cudowne i wdzięczne sale konferencyjne, stoły, mównice. I ten cudowny szmer oklasków, skandowań, śpiące jakby w zasłuchaniu twarze publiczności – tłumu pomnikowo-drewnianego. Teraz pozostawała już tylko wegetacja. Gdzież ten szalony aplauz pozornie wynudzonych sal, tysiące oczu wpatrzonych w mówcę? Wszystko przeminęło, pozostał żal.

Toteż pan Melchior ustawiał w zaciszu domowym lustro i samotnie odbywał zebrania. Siadał za stołem (odbicie jego siadało za stołem także), wyjmował stary skoroszyt domowy z rachunkami i wiódł swoje konferencje. Czuł, że młodnieje. Włosy jego przestawały być siwe, kark prężył się, a głos grzmiał z euforią. Ptaki cichły wówczas za oknem, słońce jakby jaśniej zaglądało przez szybę, a on przemawiał. Początkowo zadowalał się tylko jednym odbiciem, ale później ustawiał kilka luster i poszerzył swoje audytorium. Wprawdzie wszystkie postacie czyniły to samo co on, ale pan Melchior nie przejmował się tym, cieszył się iż ma publiczność.

Z czasem wyniósł się za miasto, w szczerym polu postawił niezliczoną ilość luster, nabytych z datków i hojnych składek emerytalnych i dalej wiódł swój proceder. Teraz miał publiczności w lustrach bez liku, przemawiał - jak to się mówi – do mas. Czuł pełne zadowolenie z życia, wszystkie twarze w lustrach wpatrzone były w niego, wiedział, że do czegoś jeszcze dojdzie, że coś jeszcze zdziała. A gdy na zakończenie swojej mowy zaczął sam, klaskać, mimo że wszystkie postacie czyniły to samo, słychać było tylko jego. Samotny starszy pan bijąc brawo w szczerym polu wśród luster. Nawet echo mu nie odpowiadało.

Po prostu dziwak.

* * *
Wszystkim który towarzyszyli mi w kolejnej odsłonie
Obserwatora Toruńskiego serdecznie dziękuję!

Podziel się