Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poroża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poroża. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 sierpnia 2017

Lewa noga świętego Rocha (1881)

Rykowisko: obok tej miejscowości przejeżdżałem po wielokroć (trasa Świecie - Tuchola)  ale jakoś nie udawało mi się zastać ten kościółek (pw. Świętego Rocha) otwartym.

Raz nawet byłem w ogródku, ale trwała msza i nie wypadało przeszkadzać swą bliską fotograficzną obecnością czy choćby nawet z oddali szczękać migawką.

Nagabywany przez przyjaciół: "A czy widziałeś już na własne oczy ten słynny obraz Strobla Bartłomieja" wielokrotnie odpowiadałem, że "nie-nie, nie i jeszcze raz nie!".

...aż razu pewnego los mi zasprzyjał i zrobionym przez kratę w kruchcie (ale jednak!) dowodem rzeczowym podparty mogłem udzielić radosnej odpowiedzi: "Tak-tak!".

Bartłomiej Strobel - Ten pomorski malarz (mający swoje związki z Toruniem!), ten którego obrazy trafiały na europejskie dwory zostawił w tym małym przydrożnym kościółku swój wielki ślad.

Ta wielkość wyraża się nie tylko w klasie malarstwa, ale i w gabarytach. Płótno „Koronacja Najświętszej Maryi Panny” z około 1640 r. dosłownie wypełnia całe prezbiterium.

Sam kościółek jak i jego największy skarb zostały precyzyjnie opisane w "Głosie Świecia".

Tylko ten święty Roch mi jakoś mi nie pasuje, bo jest jakby w lustrzanym odbiciu. Za kanoniczne przedstawienie uznawałem dotychczas, że winien wskazywać on na poranioną lewą nogę swą, a nie jak tu na prawą.

Św. Hubert - ten drugi zaprzyjaźniony święty - prezentuje się tutaj z kuszą. Najeżony i małowierny (po wspomnianych wyżej wątpliwach) na wielu obrazach sprawdziłem, FAKTYCZNIE, nie żaden łuk a kusza to atrybut tego patrona chorych na lunatykowanie i epilepsję.

Ciekawe czy dla historyków sztuki mają znaczenie te dylematy odnośnie atrybutów: prawa czy lewa noga św. Rocha, łuk czy kusza św. Huberta... .

Niezależnie od zgłoszonego zapytania dobrze jest tu się zatrzymać. Mimo, że przebiegająca obok szosa huczy tu jest cicho i spokojnie.
- W tym zadbanym, pięknie zielonym otoczeniu - wśród ptaków śpiewu - można pomyśleć nie tylko nad dylematami przed którymi stoją historycy sztuki.
- Można.



piątek, 2 czerwca 2017

"Świt", "Piekło" i Rudzki Most (1816)

Las był wielopiętrowo piękny! Tak wygląda droga prowadząca w "Dolinę rzeki Brdy".


"Piekło" w okolicach tego cieku wodnego nakazano mi oglądać!


Tuż za mostem trafiłem do szumnie zapowiadanej tu i ówdzie leśniczówki "Świt".


Nieco poczekało mi się na przedstawiciela władzy leśnej.

Pan na "Świcie", leśniczy (czy kto to tam mnie niechętnie przywitał) nie miał dla mnie czasu. Materiałów drukowanych też nie posiadał. Informacji zachęcającej by pobyć w jego okolicy także mu zabrakło.

Sprawiedliwie jednak przyznać trzeba: niebieski szlak do "Piekła" wiodący mi wskazano!

Mijając kapliczkę na rozdrożu (pełno ich drewnianych w tutejszych okolicach jest!) kierując się znakami udałem się do wspomnianego miejsca.




Rozglądając się pilnie jednakowoż nic piekielnego - ani na Brdzie ani obok - nie dane było mi zauważyć.


Jedynie "mówiący kamień" doprecyzował co powinienem zauważyć, chociaż w odnalezieniu osobliwości przyrodniczych mi nie był pomocny.
- Oj, w tym opisie zdjęcia by się przydały!


Mając w postanowieniu, że tematu nie odpuszczam obiecałem sobie solennie, że powrócę tu, ale z żywym przewodnikiem, bo ten elektroniczny mnie zawiódł.


I od razu myśl sąsiednia się pojawiła: może by tak nieco bardzo poserwisować te "mówiące kamienie"? Z mchów i porostów by je oczyścić, a początkowo zamieszczone treści wzbogacić, odświeżyć i uaktualnić.

Świeżym okiem człowieka z zewnątrz Komu Trzeba to uprzejmie podpowiadam.

Braki informacyjne jeszcze tego samego popołudnia zostały pięknie uzupełnione. Tknięty dobrym przeczuciem zahaczyłem o leśniczówkę "Rudzki Most". A tam? Był dla mnie - mimo widocznej zajętości - czas na spokojną rozmowę i wręczenie pracowicie wyszukanej informacji drukowanej.

A ta papierowa informacja dla mnie akurat szczególnie ważna jest, bo zasięg internetowy w środku Boru nie zawsze dobry jest i drukowany papier znakomicie go zastępuje. Jest jeszcze fakt, że te papierowe materiały z reguły solidniej opracowane są. A są!

Odjeżdżałem stamtąd cały wdzięczny mając w pamięci życzliwość, cierpliwość i zrozumienie jakie okazano dla namola ;-), który o Borach Tucholskich wie mało a chciałby wiedzieć wszystko, a co najmniej więcej.

Nieco zdeptany, ze wzrokiem niczym sportretowany dzik (1,5 godz. poranny dojazd do Tucholi, potem 5 godzin intensywnych zajęć szkoleniowych, plus 2,5 godziny szwendania się popołudniowego po lesie) mając jeszcze dużą godzinkę na dojazd do Torunia odjeżdżałem stamtąd uśmiechnięty. Wszak wszystko jest dobre co się dobrze kończy.
- A tak właśnie było!


Podziel się