Pokazywanie postów oznaczonych etykietą multikulti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą multikulti. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 czerwca 2013

W moherowym berecie 2/2 (1272)






















Komu potrzebne mogą być "Dni Kultury Muzułmańskiej"?
  • Zafascynowana egzotyką dziewczyna wyszła za Araba. To się zdarza i rozumiem, że chce się
    jej tej egzotyki i w Polsce, a nawet w Toruniu - to ważne dla niej, ale to jest prywatna sprawa.
    We własnej jadalni proszę niech sobie pani powiesi ilustracje do baśni z tysiąca i jednej nocy.
    Mi do tego absolutne nic i ani-ani.
  • Na UMK jest na pewno coś z arabistyki. Fachowcy i z tego zakresu są potrzebni i powinni się
    kulturalnie w tym kierunku rozwijać też. Im - jako zawodowcom w sprawach arabskich - się taka
    wystawa z definicji należy. I już. - Proszę tam sobie robić takie wystawy, a nie w imię pokracznie
    pojętej poprawności politycznej niespodziewanie zwykłym obywatelom wciskać rzeczy zbędne.
  • Są prywatni pasjonaci kultury arabskiej, a także zbieracze znaczków, geje oraz szachiści i każdy
    z nich mając swoją pasję ma prawo do jej eksploatowania dopóki innym krzywdy nie robi. O.K.
    I takim pasjonatoarabistom impreza branżowa niech będzie.  Najlepiej na własnym terenie
    i w swoim kółku. To są prywatne sprawy poszczególnych mniejszości.
  • Osoby nacjonalności arabskiej chcące pochwalić się dorobkiem kulturalnym swego kraju. No,
    pewnie! Pan Arab mieszka sobie w Toruniu, kebab nam upowszechnia to czemu by nie miał
    pokazać, iż on na ten przykład artystą po godzinach jest lub kuzyn jego pięknie na sitarze gra?
    Mało to naszych nierozpoznanych Janków Muzykantów hamburgery na obczyźnie sprzedaje nie
    mając bladej szansy zabłysnąć swoimi talentami poetyckimi przed tubylcami? Niech więc malowanie
    henną w kebabowni się odbywa, a nie w przestrzeni publicznej zarezerwowanej dla tych gości,
    którzy nas jako gospodarzy szanują.
  • Przeciwwaga dla Wyższej Szkoły Kultury Hebrajskiej, która znakomicie izraelityzm u nas szerzy
    i szerzy oraz rozwija. Niektórym politykom pewnie to jest na myśli kiedy intensywnie wspierają takie
    "Dni Arabskie".
  • Dana galeria wystawiennicza potrzebuje pieprzu i wanilii! Nie wygasła wszak zasada, że o artystach
    źle czy dobrze byle w ogóle mówili. I to samo dotyczy instytucji wystawienniczych. Chce się taka
    galeria wyindywidualizować na tle innych sal szarego tłumu to łubudu: coś egzotycznego zaczynają
    zdumionej publice pokazywać. I to jest ważny, a nawet przez mnie zrozumiały powód.
  • Mogą być dni chińskie (tajwańskie na Podgórzu a w mieście kontynentalne) to mogą być
    i arabskie?
A nie, nie! I dlaczego NIE pokażę i objaśnię za chwilę.

Istnieją zapewne jeszcze i inne powody, aby wystawy muzułmańskie organizować o których na razie nic
nie wiem i nawet specjalnie nimi już nie jestem zainteresowany.

Jak widać wyraźnie człowiek ze mnie światowy i pełen wszelkich multikulturalnych tolerancji, (chociaż
na "Parady Równości" nie chodzę) skoro tyle punktów zdołałem sobie wyobrazić a nawet zapisać.
Dlaczego więc - jeśli jestem taki święty to - nadal twierdzę, że na cholerę nam ta cała kultura
muzułmańska i w ogóle poszli sobie z waszymi obrazkami won?

Odpowiedzią jest bogata, niezwykle barwna, fascynująca i pełna tajemnic arabska odmienność kulturowa.

Ona nigdy nie przełoży się  g o d n i e  na nasze realia. Jeśli by w Toruniu pojawiła się mniej lub bardziej
nagle spora społeczność arabska, to ona nigdy by w nasze miasto nie wsiąkła. Funkcjonowaliby sobie na
boczku, dopóki ich liczebna masa krytyczna nie pozwoliła zdecydowanie poprosić o meczet jeden drugi,
a potem na zakrywanie naszych twarzy i w końcu upragniony szariat. Wydarzenia we Włoszech, Anglii
i Francji oraz innych Inflantach to boleśnie potwierdzają.

I ja to rozumiejąc chcę, aby promotorzy arabizmów doszli do tego samego wniosku zanim im te ich
naiwne głowy (proszę się nie obrażać!) poucinają wyznawcy jedynie słusznej i oczywiście niezwykle
pokojowej religii.
- Krwawe przykłady z ostatnich dni też przemawiają za tak postawioną tezą.

Jednocześnie składam następującą przysięgę: wyrzeknę się swoich bardzo niesłusznych, oraz ogólnie
niepoprawnych politycznie przekonań oraz tez krzywdzących natychmiast gdy w mieście Mekka zostanie
zbudowana co najmniej jedna katedra. I niech  wreszcie skończą się pogromy chrześcijan starannie
przemilczane przez chorych na bolszewicką poprawność polityczną.

Tak więc - póki nie jest za późno - mówię uprzejmie "kulturze muzułmańskiej" - wara od naszego domu!
Powtarzam: jest ważny powód dla którego ponawiam swoje pożegnanie - nie mogę szanować kogoś kto
mnie nie szanuje.
- Dowód na to przedstawiłem poprzednio.

Mleko się rozlało: wystawę wtedy zorganizowano i osobiście nią poszkodowany zostałem.
A tam był szok! O niechlujność mi się rozchodzi też. Rozumiem, że w Emiratach ostatnio im się gorzej
wiedzie,bo Rosja intensywniej swoje roponośne złoża doi i ceny za brentbarel znacznie spadły, tylko
dlaczego to się przekłada tak szybko i widocznie na jakość oferty wystawienniczej?

Kiedy przychodzę na wystawę to chcę oglądać prosto powieszone obrazki a nie pomięte plakaty,
które z za jakiejś zakurzonej szafy w Ambasadzie Arabskiej zostały wyciągnięte... . U nas panie
Europę teraz mamy, a nie dziką Arabię, którą tu się nam nie tylko w treści ale i formie proponuje... .
Odbieram to jako brak szacunku dla naszych norm kulturowych i lekceważenie.
- I na to także nie ma  mojej zgody!

Wspieranie więc każdych - zda się szlachetnych z założenia - przedsięwzięć kulturalnych nie musi
automatycznie oznaczać założenie na głowę:
a) organizatorowi eventu - aureoli poprawności politycznej
b) protesterowi tegoż eventu - włochatego mohera.

Proszę zabrać sobie ten beret!

PS. Dlaczego z Wikipedii zniknął artykuł Orlany Fallaci "Wściekłość i duma"?      
- Gdyby ktoś chciał go przeczytać (a warto!) to znajduje się tutaj.

Jakem udokumentowany ksenofil zachęcam do tego.
- Niechaj przynajmniej w sprawie multikulti Polak będzie mądry przed szkodą.

A co trzeba zapamiętać z tego dość długiego tekstu?

Powodowani naiwną troską o rzekomą równość nie zapraszajmy do swego domu ludzi,
którzy zwyczajów naszego domu nie rozumieją z natury i wcale nie zamierzają przestrzegać
stawiając (w sposób nieuprawniony) wyżej swoje prawa gościa nad nasze prawa gospodarza.

środa, 26 czerwca 2013

W moherowym berecie 1/2 (1271)

Jestem człowiekiem statecznym i o ustabilizowanych poglądach. Złożyły się na to:
a) standardowo dobre wychowanie
b) barwne koleje życia mego.

Ekstremizmy są mi obce i nawet jeśli coś mnie boli to staram się wziąć poprawkę na to, że przecież nie zawsze muszę mieć rację. Jako człowiek notorycznie lubiący się uczyć chętnie też nadstawię ucha na zdania odrębne od mojego, oczywiście nie obiecując że natychmiast zostanę wyznawcą zaproponowanych myśli dotąd mi obcych.
- Jasno więc artykułując swoją postawę wręcz oczekuję, że zostanę oświecony.

Ponadto już dość dawno temu Wujek Sam przestrzegł mnie - widząc, że prowadzę dziennik - abym zostawił w spokoju trzy tematy jak: sex, religia i polityka. Nie tykaj tego - rzekł był mi - gdyż mistrzem
słowa trzeba być (a do tego sporo ci brakuje!), aby się za tak trudne temata brać. Innym poglądów w jednej notce nie zmienisz, a tylko możesz zostać źle zrozumiany.

Z uwagi na wrodzony wstręt do polityków rezygnacja z "polityki" jako tematu przychodzi mi dość łatwo. Tylko z rzadka i czasami - pilnując miary - coś na nich lokalnie chlapnę jęzorem. ...bo jest za co!

Drugi z drażliwych tematów (według wujka Sama) czyli sex odpada z uwagi na wiek. Znajome panie którymi rad bym się bliżej zachwycić traktują mnie z czcigodnym szacunkiem przynależnym wyjątkowo
zgrzybiałym starcom. Nie zmienia to mojej atencji dla nich, ale stawia mnie w odpowiednio odległym kącie. Nie mam więc o czym pisać z tego tematu w sposób naturalny.

Na swoje nieszczęście ostatnio odezwałem się w sprawie religii i wygląda na to, że straciłem paru przyjaciół. Co więcej - ludzie ci dotąd mi nad wyraz życzliwi - zerwali ze mną kontakty towarzyskie uprzednio przed tym dyskretnie zakładając mi na moją steraną głowę moherowy beret.
- A przecież ten włochacz mi nie pasuje do charakteru!

To uberetowanie mnie zabolało, gdyż co jak co, ale nawet będąc w jesieni życia nie jestem w stanie identyfikować się ze stanem umysłu jaki powstaje pod tym niesprawiedliwym dla mnie nakryciem głowy. Nieprzywykły jestem taki, bo na co dzień używam klasycznego nakrycia mózgu, takiego granatowego i z antenką.

Mówiąc o barwnych kolejach życia mego, piszę o prawie rocznej emigracji mej gdzie stosunek do ludzi innych religii kształtował mi się bardzo poprawnie i pozytywnie dla multikulti. Zaczynasz lepiej rozumieć muzułmanina czy innego hinduistę jeśli tyrasz z nim ramię w ramię, a zaczynasz lubić go bardzo gdy wiesz, że na nim można polegać w razie gdyby co.

W tymże emigracyjnym czasie i miejscu spotkałem cały przekrój ludzi:
  • gentelmenów i ladies a także wyjątkowe kanalie wszelkich wyznań i różnej biegłości w posługiwaniu się BBC language lub anglopodobnym narzeczem prosto z łerchauzu.
  • sympatycznych do bólu i równie trudnych w kontakcie Hindusów (mam odpowiednio smaczne na ten temat historyjki!)
  • gwałtownego w kontakcie zwolennika (chyba) "Czarnych Panter" oraz jego rudowłosego a bardzo irlandzkiego antagonistę
  • czarnieńkich jak święta ziemia ludzi z wyspy św. Heleny: po prostu mili ludzie z którymi mieszkałem. Jeden był normalny a drugi co sobotę ćpał marychę albo co innego zaprawiając się aż do stuporu włącznie.
I jeszcze spotkałem tam całe stado innych, równie barwnych - jak to w życiu - postaci na plus i na minus.
- Sam należałem do tego pstrokatego zbioru to wiem.

A jeszcze obciąża mnie niesłychana życzliwość jaką otaczałem Hebanowego Dżona. Miał piękny radiowy głos (którego Willis Cannover mógłby mu pozazdrościć!) i żadnej szansy na przyzwoitą pracę. On sam słoniowych rozmiarów, utykający na jedną nogę i zawsze w sandałach chyba też mnie lubił.

Kiedy go spotkałem po raz pierwszy - zauroczony jego głębokim barytonem o bogactwie odcieni i barw organów kościelnych - wygłupiłem się zachęcając go do śpiewania w jakimkolwiek chórze. A on choć okazał się być pastorem kościoła pentacostalnego wcale w moich oczach z tego powodu nie stracił i naprawdę i nic mi nie przeszkadzało to w lubieniu go, co objawiałem po wielokroć i publicznie.
- Albowiem, dobrze jest pobyć w cieniu przyzwoitego człowieka.

Był i sympatyczny Hassan, 25 latek w czerwonym swetrze, dżinsach i zawsze ciemnych okularach. Na palcu pierścień z wytłoczonymi dziwnymi znakami. ...ale na głowie nie nosił zielonej bandany!
- Hassan, a co masz na palcu?
- Pierścień Proroka.
- A po co go nosisz?
- Żeby mój rozmówca wiedział, że (...).
- I tu obszerne objaśnienie.

Wierzcie mi, że słuchałem uważnie, z szacunkiem i życzliwym zainteresowaniem. Szkoda, że nie trafiłem do jego meczetu, bo ponoć ten w Swindon (świecący z dala złotą kopułą) jest najogromniejszą budowlą w mieście, a (może) nawet w całej chrześcijańskiej Anglii. Tego ostatniego nie do końca jestem pewien, ale na dany moment niech to będzie prawda chwilowo ostateczna.

Kiedyś zapytałem Hasana czy on aby nie jest terrorystą, bo z tego co wiem, wszyscy terroryści zawsze noszą jak i on lustrzane okulary. Na to on odpowiedział mi, że nie, raczej nie jest. Jednocześnie zaznaczył, że bardzo mu się nie podoba nazwa miejskiego pubu o nazwie "Mecca". Mi też się nie podobała, ale on uraził mnie bardziej, że nie przyjął ode mnie poczęstunku gdy jechaliśmy do roboty w Cheltenham, chociaż jako jeden z nielicznych zawsze chętnie siadałem w mikrobusie obok niego!

No więc on nie przyjął mego poczęstunku od serca, a miałem wtedy kanapki z naszą kiełbasą.
- Sucha beskidzka, prosto z Polski - mu się nie podobała!
...ale piwo to żłopał, chociaż podobno mu nie wolno.
Piłem i ja to wiem.

Mimo wszystko Hasan był dla mnie naprawdę porządnym gościem. I jeśli jeszcze dodam, że na niego mogłem liczyć nawet podczas nocnej szychty (a z Polakami tak nie bywało) to teraz już wszyscy wiedzą, że różnorodnych multikulti oraz antyszowini zdarzeń przypadło na mnie wiele. Zaliczamy także do tego fascynację hinduskim świętem "Swindon Mela" o którym kiedyś szczegółowo opowiem. Jak widać w sprawie różnorodności kulturowej i religijnej mam prawo mieć ustabilizowane poglądy.

A brzmią one tak: powodowani naiwną troską o rzekomą równość nie zapraszajmy do swego domu ludzi, którzy zwyczajów naszego domu nie rozumieją z natury i wcale nie zamierzają przestrzegać stawiając (w sposób nieuprawniony) wyżej swoje prawa gościa nad nasze prawa gospodarza.

c.d.n.

Podziel się