Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeleń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeleń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 września 2024

Hajnówka: Jesień w muzeum BPN (2344)

Było się w Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego. 

Tam koniecznie trzeba być, ale wystarczy tylko raz. Inaczej - pamiętając dawniejszą ekspozycję - można dojść do wniosku, że tamta była o wiele ciekawsza (grzybnia!).

Tak więc ta wystawa jest adresowana głównie do młodzieży, na zasadzie "uni sie nie zajom to uni to kupiom".
Wpiekliła mnie postawa personelu kłębiącego się przed wejściem, który po wykupieniu biletów straciła momentalnie zainteresowanie dla zwiedzających.


To chaotyczne zwiedzanie spowodowane były tym, że poszczególne sektory oświetlały się bądź nie a wysłuchiwane komunikaty nijak się miały do kolejnych prezentacji.


Zgłoszenie, że występują nieprawidłowości przyjęto obojętnie wypychając się stwierdzeniem, że to sprawa osób zwiedzających, bo nie dość synchronicznie (czy jakoś tak) naciskają guziczki na rozdanych audiofonach"... .

Dyrekcja tego przybytku ma zapewne dobre samopoczucie i nie będę tego zmieniać. Nie zamierzam się tam więcej pojawiać, ani tym bardziej zachęcać kogokolwiek do odwiedzenia tego miejsca, które przecież - mimo wszystko -  ma tak wielki potencjał.







Dziwaczne (mające być pewnie dramatycznym!) oświetlenie niektórych scen powodowało mieszane reakcje widzów.

O braku wyczucia przy organizacji tej wystawy świadczy także miejsce eksponowania tej tabliczki... . 
- Łomatko!

PS. Zabrakło mi gaśnicy obok tej tabliczki.

Wyjście na dwór ukoiło mój ból.
- Jesień przyszła: nie ma na to rady.

poniedziałek, 23 września 2024

Hajnówka: ...ale łoś był odwrócony! (2343)

Jadąc do Białowieży w puszczańskim punkcie informacyjnym spotkano dwoje kamperowych Niemców w średnim wieku.

Od słowa do słowa i padła decyzja: no to pokażę wam Rezerwat Pokazowy Żubrów, który tu za chwilę w puszczy znajduje się.

Przywitał nas tytułowy łoś, który nie miał dla nas czasu... . Leżał apatycznie i trawił: przeżuwacz jeden!

Widać było, że oni Niemcy błąkają się po okolicy i każda informacja od lakalsa ważna dla nich jest.

Rozmawiało się nam prześwietnie dzieląc się na przemian uwagami na temat obserwowanej za płotami przyrody.

Odprowadzani uważnym spojrzeniem królewskiego rysia, przyglądaliśmy się nieśpiesznie a to hasającym sarenkom a to jeleniom łaskawie tolerującym naszą obecność.


Sytuację znakomicie ożywiały jelenie dumnie obnoszące się tu i tam ze swoimi porożami, sarnami i majestatem.


Kiedy już rogacz napatrzył się na nas wesoło gaworząc w narzeczu zbliżonym do angielskiego zajęliśmy się oglądaniem polish bizons.


Odprowadzając Niemców do ich kampera kontakt nagle nam się zerwał. Dopiero po przyjeździe do domu przyłapałem się na mimowolnej niestosowności której wobec nich się dopuściłem.

Stare polskie przysłowie mówi, że: "W domu powieszonego nie mówi się o sznurku". Otóż niebacznie mówiąc o swoich planach wspomniałem o  chyba jedynej w tak doskonałym stanie zachowanej synagodze w Polsce którą jest ta w Tykocinie... . No przecież nie rozwijano wątku dlaczego ona tą jedną, jedyną jest... .

W nieco mrocznym nastroju o własnych siłach - ostentacyjnie ignorując windę - wdrapano się na wieżę widokową Muzeum w Białowieskim Parku Narodowym. Chodziło o to by z góry popatrzeć jak to na dole pięknie jest.
- ...a nie było.


piątek, 26 maja 2023

Spotkanie (nie tylko) z żubrem (2285)

Pod koniec maja zachciało nam się PWK (Przyrody Wielkiego Kalibru) czyli spotkania z żubrem. W związku z tym odwiedzono ośrodek popularyzacji lasów. śródleśnych łąk oraz takichże pól.

I to właśnie tam pozyskano cenną informację.

- Jeśli od zaraz potrzebny żubr to... proszę bardzo! Możemy nawet dołożyć rogacza.

Była więc chwilka objaśnienia i Pan Leśniczy upewniwszy się, że rozmawia z WO (Właściwą Osobą) rzekł był tak ujawniając leśną tajemnicę: 

- Proszę udać się na żubrzy spektakl w miejsce T. Być tam należy dziesięć minut przed godziną 18-tą. Na tej rozległej polanie po prawej stronie punktualnie o wskazanym czasie podniesie się kurtyna i dalej już sam pan zobaczy!

Na miejsce Wydarzenia stawiono się punktualnie i... wszystko było jak w tym telegramie! ON był, on się pasł a ja fotografowałem.

Z szacunku dla NIEGO trzymałem się w oddali co raz tylko wyzierając zza krzaka. 

I tak trwaliśmy a każdy był zajęty swoimi sprawami. W końcu łaskawca uznał, że dość tego dobrego i nieśpiesznie ruszył w ostępy.

I kiedy na odchodne tak czule spoglądał w moją stronę na widownię wkroczyła zwycięsko ONA czyli PZW (Pani z Warszawy) ozdobiona koroną z tablicy rejestracyjnej na jej stylowym dżipie.

Zwycięskim krokiem wyprzedziła mnie nie zważając na psykanie me. Że przecież to mój żubr, że przecież nie wypada go straszyć i inne takie tam pierdoły.

Głucha jak zmurszały pień, ignorując jakiegoś tam starca (Jakim prawem ktokolwiek może jej czegokolwiek zabraniać?) w swym stołecznym majestacie sprawiała wrażenie, że idzie GO pogłaskać. 

Tak było gdyż ona się spieszyła! 

A żubr?! ON wiedział co go czeka jak pogoni pańcię i coraz szybszym truchtem poczłapał w knieję... . 

Długo nie mogłem ochłonąć z tej historii aż poniosło mnie na targowisko w Hajnówce.
 
...i nawet nie wiadomo dlaczego dosyć starannie przeglądałem obszerną kolekcję (niestety atrap) broni wszelkiej. 

Pewien sympatyczny miłośnik przyrody (wziął do siebie trzy psy odebrane z pseudohodowli) zobaczywszy starszego pana rozmyślającego nad bagnem (No kogo by tu utopić, no kogo?!) zapytał o coś. I otrzymał odpowieść.


Podziel się