Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xavier Bayle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xavier Bayle. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 stycznia 2020

Xavier Bayle (2129)

Xavier Bayle - intelektualista, który wdraża w życie wyznawane przez siebie wartości. Artysta i fotografik a w ogóle to człowiek legenda, kontrowersyjny, wyraźny w swych poglądach na religię, organizację społeczną, na stosunek do zwierząt i na życie w ogóle.

Gdyby miał podać przykład człowieka którego poglądy od A do Z są mi obce, straszą mnie oraz (w całości) nie przekonują to jest nim pan Xavier Bayle.

Spotkałem Go parę razy w życiu i (mimo dzielących nas zasadniczych różnic) za każdym razem zostawiał we mnie DOBRY ŚLAD.

Widziałem jego akcje artystyczne w Centrum Sztuki Współczesnej. Widziałem jego prace na lokalnych wydarzeniach. Teraz zobaczyłem go jako tego który konsekwentnie wdraża wyznawane przez siebie poglądy,

Na początek dygresja. Z żywnością ekologiczną w Polsce jest kłopot. Brakuje nam wiarygodnych producentów. Te wszystkie produkty BIO które są nam coraz częściej wciskane w hipermarketach noszą piętno braku wiarygodności. Ktoś tam coś wyprodukował zgodnie i poza wszelkimi podejrzeniami prawidłowo - zdobył rynek i jego uznanie a potem... . Potem przestał się starać.

- Po co? Skoro i tak klient kupi, bo ten produkt ma już swoją markę.
Żeby podać pierwszy lepszy przykład żywności z pretensjami do naturalności w produkcji to piwa kraftowe (po ludzku mówiąc rzemieślnicze). Z natury winny być wytarzane w małych, najczęściej rodzinnych wytwórniach, sygnowane nazwiskiem właściciela co zapewniać miało pełną wiarygodność. No i było i jest jak powyżej. Najpierw walka o rozpoznawalność produktu a po tym jak klienci się przyzwyczaili produkcja ruszyła na skalę przemysłową i na duże skróty. Nalepka na butelkach ta sama a jakość upadła na pysk.... .

Drugi przykład z miodem. Zawsze kupowałem miód u zaprzyjaźnionego pszczelarza. I nigdy nie miałem wątpliwości, że to jest wytwór ekologiczny, w pełni zasługujący na te parę złotych więcej, "No bo rozumie pan: jestem producentem na małą skalę i ceną muszę nadrabiać aby taką wysoką jakość sprzedawać i mieć z czego żyć... ."

Kiedy klienci zaczęli sobie wyrywać miody Pan Miodziarz rozwinął produkcję na skalę pół przemysłową i jego wyroby (bo to już nie były miody!) dziwnie poszarzały, upodobniły się w smakach i wątpliwościach co do dawnej jakości która jakby na pewno znikła... . Sama z siebie.

I tu pojawia się nam Rolnik Ekologiczny pan Xavier Bayle. Tak, ten sam z którego poglądami się nie zgadzam od podstaw. ...ale przetwory ze śliwek od Niego kupię! Są tacy ludzie, którzy swoją postawą budzą zaufanie. I szacunek!

PS. W pierwszą sobotę miesiąca na terenie Muzeum Etnograficznego w Toruniu odbywa się Jarmark Ekologiczny. Podpatrzoną na stoisku u pana Xaviera  Zupę Dahl zrobiono z powodzeniem w domu i tym samym weszła z przytupem do naszego kanonu kulinarnego.
- Za inspiracje Właściwej Osobie składa się podziękowanie!

niedziela, 18 grudnia 2011

CSW - Teatr Rysowania (765)

Zawiadamiam, że z przyczyn niezależnych ode mnie nie wziąłem udziału w zeszłopiątkowych
"622 upadkach Bunga" spowodowanych stuleciem ZPAP w okręgu toruńskim. Niemożliwym
jest, aby ten kompromitujący fakt jakoś nadrobić: ostatecznie chodzi o jedno z najważniejszych
wydarzeń wystawienniczego roku w Toruniu.

Tym sposobem przepadła mi bezpowrotnie możliwość zobaczenia luminarzy naszego
lokalnego światka plastycznego w aureolach i przeróżnych orderach - właściwych
dla tego typu celebr.

Z tym większą gorliwością więc odważnie postanowiłem, że w możliwy dla mnie
czwartek, (pomny interesujących doświadczeń), entuzjastycznie wezmę
udział w akcji performance "Teatr Rysowania" z udziałem Xaviera Bayle.
- Ludzkim magnesem był dla mnie właśnie ten artysta.

Na początku jednak byłem nieco... zakłopotany!?
Tak, to jest właściwe słowo.

Z działaniami artystycznymi z pogranicza filozofii i sztuk wizualnych zawsze mam kłopot
dokładnie taki samo jak z odbiorem fotografii czarno – białej. W ujęciu popularnym
foto w CB to jest dla mnie rzecz NIE do zaakceptowania. Doskonale przecież wiem,
jak to jest z tą czernią bielą!

Nie raz się na ten temat żołądkowałem. Głównie chodzi o to, że jak domorosły artysta
nie radzi sobie z kolorem to suwakiem desaturacji na podłogę i już jest takiemu
człekowi "artystycznie", bo przecież robi w "szlachetnej technice", którą z definicji
trzeba wielbić choćby to był (a najczęściej jest!) knot patentowany. To samo zresztą
fotonaród robi chytrze dowartościowując lukę w kompozycji swego dzieła. Tak na
co dzień tuszuje się brak pomyślunku w postaci słabego zdjęcia uparcie prezentowanego
jako osiągnięcie.

W odniesieniu do pogranicza dla sztuk plastycznych i filozofii (a ten performance
do takich się zalicza)
moje doświadczenia zwykle wskazywały na cośkolwiek mocno
podobnego. I tak (w odniesieniu do innych) to jak pan artysta nie ma nic do powiedzenia
to protezuje swoją wypowiedź przeintelektualizowaną nowomową, której celem jest
sprowadzenie słuchacza w rejony dostępne tylko dla niego i innych nielicznych, mocno
wtajemniczonych a także niezwykle delikatnych bardzo osób.
- No o elitę się rozchodzi, w precyzyjnym ujęciu mym: "elitkę'.

Krótko mówiąc, ten skraj – dla człowieka z ludu i zwykłego zjadacza razowego chleba
–
jest mi on (ten skraj) absolutnie niekonieczny i bezwzględnie zaliczam go takiego do
karygodnego pożeracza mego jakże krótkiego czasu.

Z takimi zastrzeżeniami odważnie wstąpiłem do CSW, by tam w samym jego środku
przeżyć kameralny spektakl w wykonaniu czterech artystów. W tym wypadku bez
wątpienia Artystów świadomych środków wyrazu jakie postanowili użyć: światła,
muzyki, gestu, ruchu, węgla i publiczności.

A na dodatek Liderem Zespołu był człowiek dojrzały, ukształtowany o zdecydowanych,
żeby nie powiedzieć nawet radykalnych poglądach: Xavier Bayle. To artysta
bezkompromisowy, o skrajnie radykalnych poglądach tak na życie jak i na sztukę, który
ku pokrzepieniu osób tak niezdecydowanych w życiu jak niżej podpisany naprawdę
imponuje konsekwencją!
- ...i co tu dużo gadać: stanowi pewien niedościgniony wzorzec.

Bliżej na ten temat pisano tutaj i tutaj:
http://obserwatortorunski.blogspot.com/2011/10/swieta-czesc-dalsza-696.html
http://obserwatortorunski.blogspot.com/2011/10/inne-zycie-xaviera-b-694.html


* * *
Na początek się nieco wystraszyłem: nadto głośna (aby nie rzec agresywna)
melodeklamacja Narratora nieco mnie zdeprymowała. I wprawiła w stan pobudzenia
emocjonalnego z którego już do końca spektaklu nie dało mi się wyjść. W miarę
zarysowywania przestrzeni ten bardzo dostojewski stan się nawet mi pogłębiał,
gdyż wrażliwą jestem osobą.

Tyle jeśli chodzi o teatr, którego głównym aktorem był Narrator.


Ten sam który aktywizował publikę do czytania wiersza, przechadzający się który
wprowadzał dynamikę do całego przedstawienia. Ruchem, słowem i czynem. W tej
emfazie czytelnie było widać nawiązanie do średniowiecznych spektakli gdzie "sztuki
pokazywali"
. Przyznam się, że zanim do mnie dotarła ta konwencja to byłem nieco
właśnie... zakłopotany.

To epatowanie jasną formą wyraźnie kontrastowało z treścią którą zajmowali
się rysownicy. A u nich to rzecz szła o Człowieku, w konkluzji Człowieku co to
zwierzęciem, żeby już nie powiedzieć canisem jest... . Jak wszyscy pamiętamy
to Piłat miał wypowiedzieć "Ecce Homo" tutaj sparafrazowane do "Eccce canis"... .


W tak symbolicznym przedstawieniu duszno aż było od metafor, poezji i niedopowiedzeń.
Nieco zakłopotanym więc byłem i co tu dużo gadać: trudno mi się było przed dłuższy
czas się znaleźć. Proszę się jednak nie dziwić: w końcu jestem człowiekiem który wszedł
do "Pokoju z Kuchnią" tak jak stał: w butach i prosto z ulicy, bo do firmowego garażu
wpuszczali tylko znajomych króliczka.

Dzisiaj pogodniej i z większym zrozumieniem (świadomością) patrzę na performance
który przeżyłem razem z innymi. Jeśli zobaczyć go w kontekście twórczości Lidera
projektu to całość była wzbogacająca i wartościowa.

Nie daję jednak gwarancji, że zjawię się na następnym Wydarzeniu jako pewnik.
Twardym – a nie miętkim – podczas takiego spektaklu trzeba być!
...a u mnie ostatnio ze zdrowiem nietęgo.

Cały performance oceniam jako Wydarzenie na wysokim poziomie, aż do ostatniego
momentu jakim było pyszne zakończenie w stylu Grand Finale. Podczas spektaklu
Artyści pokazali po prostu wysoką klasę. Mając niełatwe treści do przekazania
potrafili przeciągnąć publiczność na swoją stronę. Profesjonalizm z jakim to zrobiono
każe mi z szacunkiem myśleć o tych którzy współtworzyli "Teatr Rysowania".

A kto z nami nie był: ten stracił!

* * *
Uprasza się Dyrekcję CSW o udostępnianie firmowego garażu nawet dla zwykłych użytkowników
takich Wydarzeń. Głupio było mi jak Pan Strażnik tłumaczył
(nie tylko mi jak zdążyłem
zaobserwować)
, że: "Garaż o tej porze jest już nieczynny. Godziny otwarcia są przecież
widoczne na słupku wejściowym"
.

- No, faktycznie są! ...ale jakoś nie zwiększa to mego zrozumienia dla braku dbałości
o swoich widzów czy niewykorzystanych
km2
garażowego podziemia. I- jakoś tak
automatycznie nie zmniejsza to także mej zadyszki z tytułu galopu w poszukiwaniu miejsca
gdzie "no-gdzie-by-tu-do-licha" można było zaparkować swój powóz.

poniedziałek, 10 października 2011

Święta część dalsza (696)

Wczoraj (prawie) nie było nic mojego, dlatego też: aby nie było na mnie, że żeruję
(wymachując chudymi żebrami) na cudzym tłustym dorobku
oto i mój osobisty wkład w myślenie na dzisiaj.

Ta przyjaźnie uśmiechająca się osoba to pan Xavier.



Śpiewając swoją pieśń dowiedziałem się, że niektóre z bywających tu osób
oglądają me zdjęcia bez żadnej czci! To znaczy oglądają je bez powiększania
(kliknąć za przeproszeniem każdorazowo w obrazek należy!).

Powyższe postępowanie uznaje się za brak wrażliwości na obraz oraz domowy
skandal niegodny Obserwatora.



A funkcjonalność polegająca na uruchomieniu oglądania potokowego (slajdszoł)
została celowo wyłączona.

(...)

W związku z utyskiwaniami przyjaciół wskazujących na to, że nie nadążam
to oświadczam, że "Obserwator Toruński" to c o d z i e n n e wpisy składające się
na dziennik, który chce być w miarę aktualny. Słowo "dziennik" w moim rozumieniu
nie oznacza wcale trybu "wczoraj wydarzenie dzisiaj na ten temat wpis".
- Tak to rozumiem.



Wprost przeciwnie - oddalenie się od wydarzenia uznaje się za cnotę.
Raz to pisałem i więcej nie będę!
My to proszę Państwa jesteśmy na czasie,
ale bez przymusu.

sobota, 8 października 2011

Inne życie Xaviera B. (694)

Poznałem Xaviera i od razu - aby go zrozumieć - musiałem nauczyć się kilku nowych słów
a parę pojęć znanych musiałem sobie - dla spokojności sumienia - przybliżyć nieco.

Xavier Bayle (http://xavierbayle.republika.pl) urodził się w Barcelonie (1969). Ukończył kursy fotografii
stosowanej i artystycznej, jednak jego wiedza jest przede wszystkim wynikiem samokształcenia się.
Otrzymał ponad 30 nagród i wyróżnień jako autor rysunków, fotografii i poezji. Przygotował około
100 wystaw indywidualnych i zbiorowych, gdzie zaprezentował rysunek, fotografię, malarstwo,
rzeźbę, instalację, performance i teatr.
- Artywista na rzecz wyzwolenia zwierząt.


Jeśli chcesz - Drogi Obserwatorze* - chociaż trochę zrozumieć Xaviera to zapoznaj się
z następującym słownikiem. Tych nowych słów w miarę wgryzania się w temat na pewno
będzie więcej. - No, ale od czegoś zmiany w swoim życiu należy zacząć.
Zaczynamy.

Artywista - Artysta który aktywnie wdraża w życie wyznawane zasady. Łączy uprawianą
sztukę z działaniami prospołecznymi.

Freeganizm
- http://www.strefabiznesu.pomorska.pl/artykul/freeganizm-smietnik-jak-sklep-53733.html

Gatunkowizm - (szowinizm gatunkowy, dyskryminacja gatunkowa) – postawa stawiająca interesy
własnego gatunku ponad interesami innych gatunków.
- Etymologicznie to analogia do rasizmu i seksizmu.

GMO
- (...)

LaLucza
- http://lalucza.bzzz.net/lalucza/home.html

Weganizm
- W odniesieniu do diety to ścisły wegetarianizm. W. polega na rezygnacji ze
spożywania wszelkich pokarmów wytwarzanych przez zwierzęta, w tym mleka, serów,
jaj a nawet miodu.
To także proekologiczny styl życia niewykorzystujący produkty, w powstaniu których brały
udział zwierzęta (skórzane ubrania, futra, testowane na zwierzętach kosmetyki.

Wiwisekcja
- 24 kwietnia upamiętnia się zwierzęta laboratoryjne, skłaniając do refleksji
nad bólem i cierpieniem zadawanym stworzeniom poświęconym dla wątpliwej - według
obrońców zwierząt -
korzyści ludzkości.

Mając w pamięci powyższe zaleca się przestrzeganie paru prostych reguł:



...które w szczegółach wyglądają tak:




Zdaję sobie sprawę z trudności wdrożenia takiego "nowego podejścia do życia"
spodobało mi się motto wzięte z końcowej części manifestu LaLucza:

"Żyjemy by się uczyć i uczymy się żyć."

Jak by powiedział stary Wiliam: "W tym szaleństwie jest metoda!".

* Każdy kto tu zagląda systematycznie i odpowiednio starannie jest Obserwatorem.
No, prawie każdy :-)

Podziel się