Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olgierd Jędrzejewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olgierd Jędrzejewski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 czerwca 2013

Ostatnia kropka nad "i" (1270)

Z pewnym żalem opuszczam temat "Skarbów pana Olgierda". Tym lżej mi, bo trafia w dobre ręce:
teraz w końcu zajmie się nim ktoś kompetentny SZYMON SPANDOWSKI. Dziennikarza nie trzeba
przedstawiać, dla osób niewiedzących dodaję tylko: niezwykle popularny dziennikarz lokalnego
dziennika czyli toruńskich "Nowości" - naczelny fotoreporter od spraw historycznych, człowiek który
odkrył i spopularyzował niejedną toruńską tajemnicę, prowadzący bloga: PIATA STRONA ŚWIATA.

Dziękuję za żywe zainteresowanie się tematem Wszystkim Osobom, które do mnie pisały na priva,
dołączając także zdjęcia. Cały ten temat to była miła przygoda, obecnie dla mnie zakończona.
- Teraz nastąpił CDF czyli Czas Dla Fachowców.

Aby jednak nie było lekko - stawiając ostatnią kropkę nad "i" - poddaję pod rozwagę następującą
zagadkę: na katedrze św. św. Janów jest zamieszczona wielka cyfra 1950 (1960?). Co ona oznacza
skoro widokówka wydana została w 1974r.? Dla zaciemnienia sytuacji dodam, że wydrukowano ją
w nieistniejącym dziś już państwie DDR czyli  Niemieckiej Republice Demokratycznej.

Aby wszystko było jasne: co oznacza cyfra na Katedrze?! Z jakiej okazji ona tam się znalazła?
- Ktoś wie może coś?

























A przy okazji: mrówki mi po plecach chodzą na wyobrażenie sobie emocji które musiały towarzyszyć
fachowcom przy montażu tego napisu, który znajduje się przecież ładnych parę metrów nad ziemią... .


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Skarby pana Olgierda - Bonus (1269)

W podzięce za towarzyszenie po rodzinnym archiwum dzisiaj też wojskowo - cywilne klimaty,
ale po niemiecku. Na początek gefrajter. To słowo niektórym kojarzy się tylko z wesołą kompanią
z filmu "C.K. Dezerterzy". Tu mamy real: poddany niemiecki, być może mówiący po polsku, ten sam
który - losami wojny zmuszony - będzie strzelał na froncie I wojny światowej do podobnie mówiących
jak on.. . Mały wzrost ma ten żołnierz... .  I niepewny wzrok.

Może to i on (tak jak mój Dziadek) zamienił się z bratem dokumentami i poszedł za niego na wojnę:
- Jak ja zginę to za mną mniej ludzi będzie płakało, a ty musisz żyć, bo masz żonę i dzieci... . 
Tacy wtedy byli ludzie!

Z tego czasu została w domu "Torba sanitarna żołnierza", taki skórzany pojemnik niewiele większy
od ładownic przy pasie tego żołnierza. Przydała się: Dziadek ranny pod Verdun (tak właśnie tam!),
został wycofany z walki po ranie w nogę - być może dzięki temu przeżył wojnę.
- Czy to szczęście dotknęło naszego małego żołnierza?



Żołnierskie przywitanie: mową ciała gadają jak Prusak z Prusakiem. Po wojskowemu pełna
uszanowania poza młodszego i pewność weterana opartego na lasce. A ten pod wąsem, ze szramą
pod okiem i śladem medalu na kurtce (baretka?) pewnie już czynną służbę ma za sobą.
- Co spotkało młodszego?



Scenka bardzo Gemütlich, gdybyż nie te złowrogie flagi... . Jak głosi napis mozolnie odcyfrowany
(zna się inne języki!) to jest: POŻEGNANIE. Urywki donoszą, że to jest żołnierska miłość, i jakaś
tam radość z czegoś oraz coś tam coś tam mała Magdalena.
- Bardzo bym się wzruszył był gdyby nie fany te.



Za pewien czas ona umowna Magdalena przesyłała temu matrosu swój / nie swój konterfekt, składając
mu życzenia na urodziny. Powłóczyste spojrzenie i łabędzia szyja i róże, róże, róże... . I on mógł sobie
marzyć o tych różach podczas surowej morskiej służby.



Być może w niecały rok potem dostał radosną dla niego wiadomość o pojawieniu się na świecie
dziecięcia! Ten straszny w swym estetycznym wyrazie news litograficzny na nasz użytek nazwałem  
"Mała Berta". Co prawda nikt nie nagrzeszył tyle, aby oglądać ten obrazek, ale uznałem, że w imię
Sztuki warto złożyć aż tak wielką ofiarę ze względu na autora tej pocztówki. 
- Franz Bohumil Doubek odpowiada za ten horror. 

A sam obrazek zatytułowany "Przyjaźń" wygląda jak prawdziwy symbol przyjaźni polsko - niemieckiej.
Niby rozkosznie i rozczulająco, ale ten mniejszy - trzymany w żelaznym uścisku milusich łapek - nie za
bardzo szczęśliwą minę ma... .



Aby nie było na mnie, że koszmary senne na Obserwatorów sprowadzam na zakończenie cyklu
dziewczyna romantyczna, a po przyjrzeniu się właściwie panieneczka drobna.
- Ot takie sweet sixteen dawniej przesyłane sobie z okazji urodzin.

Wszystkiego najlepszego i bez tego!

niedziela, 23 czerwca 2013

Skarby Pana Olgierda 3/3 (1268)

Kończąc tryptyk historyczny pozostajemy w kręgu wojskowości nieco bardziej odległym od Torunia.
Nie mając pewności, czy te dwa zdjęcia są ściśle związane (na roboczo zgódźmy się z tą tezą) 
 zachwycam się zdjęciem nr 1. To jest po prostu pięknie zrobiony portret! W obliczu dzisiejszej lichoty
i deprecjacji obrazu (a po kadrować? ...się w Photoshopie obrobi! Oświetlenie? Przecież można
dodać taki efekt!)
takie zdjęcie jak to urasta do rangi dzieła sztuki, czym jest w istocie.
- Chciałbym umieć robić takie portrety.



To zdjęcie przedstawiające gromadę drapichrustów z fajkami proszę potraktować jako wstęp
do pogłębienia swojej wiedzy marynistycznej. WSTĘP OBOWIĄZKOWY. Wierzcie mi ja to zrobiłem!
I nadal nie mogę wyjść ze zdumienia! Jeden okręt - ORP "ŚLĄZAK" -  a tyle dokonań! Czytając o nich
nie wierzyłem własnym oczom.
- I to jest polski okręt!?

Marynista ze mnie żaden i dlatego po głowie mi chodziła tak zbitka, że jak polski okręt w czasie
wojny to chwalebne wyjście w morze, jeden lub dwa sukcesy i w chwilę potem bohaterskie zejście
pod wodę. Z łopoczącą banderą i salutującym kapitanem... .

Proszę zrozumieć trywializowanie: moje związki z morzem są żadne i odebrane wychowanie patriotyczne
w tym zakresie jest pustką. Teraz poczytałem o TYM niezwykłym okręcie i... niespodzianka! Nie chcę
się chwalić cudzą wiedzą przepisując pół Internetu, ale historia ORP "ŚLĄZAK" to absolutny hit! 

Czcimy ludzi przegranych spraw, stawiamy  pomniki narodowym tragediom a pomnika chwały
własnym bohaterom w świadomości Polaków nie zdołaliśmy wybudować! Amerykanie mając taką
historię okrętu zrobiliby nie jeden film, a cały serial! Ta lekcja nie została odrobiona.

Co więcej  w ramach podłych eksperymentów na świadomości narodowej pozwalamy niegodziwcom
bezcześcić własną pamięć.
- W imię fałszywie rozumianego pojednania niektórym rozum odebrało.

Szokująco barwne dzieje tego niezwykłego okrętu - ORP "ŚLAZAK" - tworzyli właśnie ONI.



Będąc w okresie międzywojennym, przechodzimy teraz do cywila. A w tym czasie po piaszczystych
polnych drogach jeżdżą wozy na kołach z żelaznymi obręczami.



A co w miastach? Stylowy  g a b i n e t  pana domu: wyposażenie tu wystudiowane, w doskonałej harmonii
i jednolitym stylu. W tym pomieszczeniu wszystko jest celowe, na swoim miejscu, stosowne.

Patrząc na to zdjęcie zastanawiam się:
- Kim był właściciel tego pokoju?
- Jaki obraz odbija się w szkle biblioteczki?
- Co zawiera leżący na biurku album?


 

Stateczność i pewna dostojność powyższego obrazu jawnie kontrastuje  z emancypantką, drastycznie
podkreślającą swój pomysł na życie. To musiały być szalone lata dwudzieste, gdy królowali tacy
bogowie jazzu jak: Luis Armstrong, Duke Ellington, Glen Miller, Cole Porter czy George Gershwin... .
- Takie postaci musiały zostawić swoje piętno i u nas, co saksofonowo widać.



No i nie zapominajmy tego - co dla niektórych może być niewiarygodne - ale wtedy także żyli
ludzie młodzi! Jeżeli coś jest między ustami i brzegiem pucharu, to wyobraźcie sobie co jest między
ustami a ustami!
- No właśnie: a co jest? ...bo zapomniałem.


sobota, 22 czerwca 2013

Skarby Pana Olgierda 2/3 (1267)

Kontynuując opowieść zaczynamy od pysznego obrazu "Marszałek Polski Józef Piłsudski". Ciekawe,
że ten konterfekt - który w tamtych czasach kultu Wodza był niewątpliwie wyprodukowany w sporym
nakładzie - jakoś nie ostał się w domach naszych. - Wojna.

Postać przy licznych orderach silnie kontrastuje ze skromnym urzędnikiem wojskowym (co to za 
stopień?!). Z widocznych akcesoriów biurowych sugerujących funkcję wygląda na  to, że chodzi
o rachmistrza. Wyraźnie na to wskazują wielkie liczydło biurowe z lewej i pod prawą ręką "kręciołek".
Ten ostatni przyrząd to mechaniczna maszynka do liczenia używana jeszcze powszechnie w biurach
do lat 70 -tych. Znikły dopiero wraz z erą kalkulatorów.
- Korzystałem z takiej to wiem.



Każdy widzi, że ten zespół obiektów znajduje się w okolicach Dworca Głównego. Można by kiedyś
pokusić się, o zrobienie zdjęcia i temu miejscu. Jak na razie moje możliwości na to nie pozwalają, ale
może pokusi się o to ktoś inny? Publikacja gwarantowana.



Te zbiorowe zdjęcie swoją statycznością nie zachwyca, ale pokazuje hierarchię. W środku postać
najważniejsza, ci co stoją tłem są dla rządzących. Ułożenie nóg i rąk pokazuje standard dla podobnych
sytuacji oficjalnych wykorzystywany o zgrozo do dziś. Kiedyś powołam się na to zdjęcie.
- W tak sportretowanych sytuacjach zastanawiam się kto im przynosił / odnosił te krzesła.



Jakiś magazyn. W tle ławy, materace i (chyba) poskładane żelazne łóżka. Cokolwiek tam wtedy nie
przechowywano najbardziej intrygują mnie ludzie. Każdy - niczym dawny święty - z właściwym dla
siebie atrybutem.

Jak zauważono w komentarzu do wczorajszego posta być może te zdjęcia powstały z zamiarem
umieszczenia ich w jakiejś publikacji. Upamiętniano w ten sposób jakieś znaczące wydarzenia.
...ale co to konkretnie było za Wydarzenie?! Być może nie dowiemy się nigdy.

A musiało chodzić o rzecz niebagatelną. Wskazuje na to staranne zaprojektowanie każdego kadru.
Tu nie było robienia zdjęcia na łapu-capu, a i sam Pan Fotograf nie był pierwszym z brzegu... .  Widać
w tych obrazach staranność i przemyślenie. Te fotografie się po prostu dobrze ogląda!



Mechanik precyzyjny przy pracy w fartuchu, ale pod krawatką. Pan rzemieślnik czyli szlachta 
proletariacka tamtego czasu. Dwie skomplikowane maszyny mechaniczne z przodu służyły do pisania.
Pisały tylko w dwóch kolorach w zależności od podłożonej kalki: na czarno lub niebiesko. Można
też było założyć taśmę w kolorze czerwonym.
- Sam pisałem na takiej mechanicznej to wiem.

Znajdująca się w tle maszyna to prawdopodobnie urządzenie do szycia skór.



Pomieszczenie wygląda na szwalnię. Wielkie płachty wskazują na to, że (chyba) szyto tu namioty.
Zimą tym pracującym przy oknie to raczej chłodno musiało być... .



Ostatnie zdjęcie w temacie zamykają kanceliści. I znowu kontrast! Gość z lewej na mocno zdołowanego
średnim swym wiekiem (albo i czym innym!) jest! Pan Fotograf kazał mu pieczęć przybijać, aby oprócz
liczydła mógł zaznaczyć kancelaryjną pozycję swą.

Tryskający młodością młodzieniec o nieznanym mi stopniu wojskowym śmiało patrzy w przyszłość.
- Ciekawe, czy spełniły się jego plany i marzenia? ...że przeszedł do historii to pewne.



Wczoraj wieczorem - na podsumowanie dnia - sigisfoto w telegraficznym skrócie napisał był mi tak:

Historyczny materiał dobry na święto Miasta. Gratuluję.
Aby przekaz był rzetelny zobacz temat "Stopnie wojskowe w II RP"

np w Wikipedii, *** to kapitan, ** to porucznik, dawno temu
stanowisko wojskowego kancelisty nazywało się "pisarz", zobacz

historię tego określenia.

No to co robimy?
- Do Wikipedii odmaszerować!

piątek, 21 czerwca 2013

Skarby Pana Olgierda 1/3 (1266)

Otworzyliśmy więc pudełko, a tam... to co widać!

Kiedy zobaczyłem te fotografie usiadłem na ziemi z wrażenia. Dosłownie, bo w chwilę potem (aby tylko
pan Olgierd się nie rozmyślił!)
zacząłem natychmiast te zdjęcia fotografować. Skanowanie byłoby
oczywiście stosowniejsze, ale co będę miał od razu w garści orła to będę miał!  Przez chwilę mignęło mi,
że zapewne są godniejsi ode mnie by je pokazywać. Podałem nawet pewne nazwisko, ale niezwykłość
chwili i po wilczemu zachłanna chęć natychmiastowego rozszarpania sarenki zwyciężyły.

Już pierwsze zdjęcie ma właściwy dla siebie klimat i pokazuje kim dawniej był pan od malowania szyldów:
artystą on był! Artystą. W garniturze i czapce a pod krawatem: tak się do pracy Mu przychodziło. W tym
śmiałym spojrzeniu, prostej sylwetce widać obycie człowieka z obiektywem i swoim zawodem.
- On się zna na rzeczy! Widać to po fachowym sposobie skrzyżowania pędzla i podpórki.

Jak widać na prostym stole tylko są rzeczy niezbędne: farby, rozpuszczalniki, pędzle wszelkie. A do tego
zydel i taboret. Wszystko po żołniersku proste i funkcjonalne jak piec typu koza stojący skromnie z tyłu.

A po co ten niekonieczny opis, skoro każdy widzi i swoje oczy ma? On został wypowiedziany po to,
abym mógł użyć słowo "zydel". Po pierwsze, nie mam pewności czy wszyscy młodzi tu licznie zgromadzeni
wiedzieli dotąd co to jest, a po drugie: u kogo w domu on jeszcze funkcjonuje?!
- I słowo koza w odniesieniu do pieca też ma swój urok... .

Jak będzie można zobaczyć na zdjęciach "Dowództwo 8 Oddziału Służby Intendentury" oraz podległe
mu placówki będą przedmiotem naszej eksploracji. ...ale nie tylko, nie tylko!



Jak głosi szyld: Kancelaria Kierownika Magazynu Mundurowego. Pan Kierownik - wolno stojący,
a pod muszką (ale nie pod muchą!) pracownicy w drzwiach... . Zdjęcie dotyczy obiektu gdzieś koło
dworca Głównego.



Warsztat kowalski: z prawej strony (chyba) wiertarka a z lewej kotlina kowalska czyli palenisko.
Śmiałe spojrzenia fachowców i ich upozowanie pokazują, że fotografię na pewno robiono oficjalnie.
W tamtych czasach  r o b i e n i e  zdjęcia było niecodziennym wydarzeniem, a osoba Pana Fotografa
cieszyła się jakąś tam estymą. - Nie to co dzisiaj panie, gdy nawet zawodowy fotoreporter musi walczyć
o swoją pozycję. O entuzjastach fotografii nie wspominam... .



Jakieś biuro, pewnie kancelaria, być może nawet tajna. Ładnie zaznaczony podział służbowy
i społeczny. Większe biurko - wyższe stanowisko. Tak samo różnice w ubiorze dyskretnie zaznaczają
kto jest kim. A propos' kto jest kto: znane komuś te osoby są?



Pan Porucznik w całej okazałości. Chyba nie był przyzwyczajony do tego by go fotografowano.
Nieobecny, odwrócony wzrok o tym dobitnie świadczy. Być może to był szef służby mundurowej.
Wskazują na to liczne pieczątki, pieczęcie i stemple. No i te suszki z przodu. Dla niezorientowanych
podaję, że w czasach gdy pisano atramentem (patrz dwa kałamarze w jasnej marmurowej 
podstawce) niezbędną była bibuła do osuszenia sporządzonego tekstu.

Tak, proszę Obserwatorów- tekst się dawniej  s p o r z ą d z a ł o  odręcznie pisząc stalówką w obsadce
- a nie jak dziś - klepało na klawiaturze. W biurach bibułę naciągano na półokrągłego cosia czyli suszkę.



Klasa robotnicza przy pracy, chyba rymarze. Półokrągły sufit mówi nam, że to pomieszczenie fortowe,
a nie żaden szachulec.



Szacunek jest widoczny z jakim Pan Podporucznik (zastępca?) przedstawia Panu Porucznikowi
dokumenty do wglądu czy podpisu. Półokrągła ściana wskazuje na pomieszczenie fortowe.
Przedstawiona sytuacja, wyposażenie pomieszczenia jak i drobne akcesoria (dzwonek na adiutanta!)
wskazują na to, że wiemy na pewno kto tu dowodzi.



c.d.n.

czwartek, 20 czerwca 2013

O czym ćwierkają wróble (1265)

A o czymże wróble tak plotują!?
Zapowiadają serię niezwykłych zdjęć wydobytych z rodzinnego archiwum.
A było to tak: spokojna, rowerowa przejażdżka: Miasto - Port Zimowy - Stocznia Remontowa
- Park na Bydgoskiem.
Ciekawe rozglądanie się wokół (mam ostatnio fazę na ptaki) i nagle
przypadkowa rozmowa.



Od słowa do słowa okazało się, że Pan Olgierd też fotografuje / fotografował i po wyrażeniu
ubolewania: "szkoda, że pan analogiem" pojechałem w swoją stronę. W chwilę potem usłyszawszy:
"A co szkodzi pójść po pudełko?" zrezygnowałem z pierzastych węsząc świeże mięso! Wszak
powszechnie wiadomo, że pasjami lubię oglądać zdjęcia innych. Znajduję w nich wiedzę
o otaczającym świecie i (co najważniejsze) sposób w jaki inni ten świat przez obiektyw postrzegają.
- Znaczy się jest dobra okazja do nauki.



Jeśli tylko zdjęcie nie jest tragicznie małe zawsze można w nim znaleźć barwy i smaczki godne uwagi.
Z wyostrzoną więc wrażliwością rzuciłem się na pudełko. A tam...?
- Tajemnice wojskowe sprzed lat kilkudziesięciu!



Nie znając Miasta tak dokładnie jak bym chciał sporo się natrudziłem, aby jednoznacznie ustalić, gdzie
te zdjęcia zostały zrobione. Dlatego też, aby i wam Drodzy Obserwatorzy nie odbierać tej przyjemności
a jednocześnie by zaostrzyć apetyt dzisiaj pokazuję tylko jedno zdjęcie, które jednocześnie stanowi
zagadkę: gdzie w Toruniu zostało ono zrobione?



Podziel się