
Droga 3239 tuż przy Oberrode.
Uliczka w Kleinlüder.
Strefa wypoczynkowa Kleinlüder.
A co potrzebujesz? Brakuje mi tylko chleba, bo resztę to mam. I tym sposobem zupełnie naturalnie trafił mi się odpoczynek.
Mimo korzystania z własnych wiktuałów gospodarze wykazali się gościnnością i dodatkowo mogłem skorzystać z ich dojrzewającej szynki hiszpańskiej. Trochę zjadłem na miejscu a z reszty zrobiono kanapki na drogę. W takiej atmosferze - pełnej troskliwości o moje potrzeby - odpocząłem i żegnany serdecznymi życzeniami wyruszyłem.
Mimo wycieńczenia :-) upałem byłem w stanie zachwycić się starym miastem w Büdingen.
Wycieńczenia? Dzisiaj gdy za oknem poniżej 20o brzmi to niewiarygodnie, że takie coś boleśnie odczuwano.
- Wtedy tak nie było.

- To jest pomnik OFIAROM?!
Przecież wyraźnie widać, że tu jest agresor w czystej postaci! Może on i jest poszkodowany (jak głosi napis) ale przecież na własne życzenie.
- A co z prawdziwymi ofiarami obydwu wojen?!
Każdy naród ma prawo i obowiązek czcić swoich zmarłych, ale sposób w jaki tutaj to zrobiono jest dla mnie niezrozumiały.
Tego dnia ku mojemu najwyższemu zaskoczeniu Droga mi wyjątkowo sprzyjała. Było sporo zaskakująco długich (naprawdę długich!) zjazdów.
Postanowiłem, że będę jechał w kierunku Offenbach ponieważ tam znajduje się Polska Misja Katolicka (Polnische Katolische Gemainde). W pewnym momencie już mocno utrudzony (jak przez mgłę) zobaczyłem znak drogowy: czerwone kółko z rowerem pośrodku. Mimo tego postanowiłem, że zamiast cofać się będę kontynuować jechanie licząc na jakiś zjazd z zabronionej drogi.
Na 99 kilometrze przejechanym tego dnia zablokował mi drogę samochód dostawczy. Kierowca Adrian z Rumunii pracujący dla tutejszego Amazona sprawnie i bez wysiłku wrzucił mój rower do dostawczaka i przez jakieś 20 km miałem podwózkę z której bez skrupułów skorzystałem.
Na moje pytanie, ale dlaczego tak sam z własnej woli się zatrzymał on (gość około 30-tki) powiedział: mama mnie tego nauczyła, że jak widzę człowieka w potrzebie to pomagam!

W chwilę potem spotkałem polskie małżeństwo: Małgorzatę i Waldemara pochodzących z Katowic. Akurat pielęgnowali zielone tereny wokół kościoła. Zaproszono mnie na zakupy z koniecznością zapłacenia przez nich rachunku. Pokonałem w sobie Janusza (przyszlo mi to z łatwością!) i kupiono tylko produkty niezbędne na dziś i jutro.
Znaczy się "celebryta" ma opowiedzieć o Drodze Jakubowej. W szczegółach jak to będzie jutro wyglądało to okaże się! A na razie 102 km na liczniku 38,9 czy coś tam takiego na termometrze było w ciągu dnia. Czas spać!
Niestety te obiekty nie należą do Polskiej Misji Katolickiej, jak sądziłem początkowo. Są tylko w pewnej małej części wynajmowane. Całość należy do kościoła niemieckiego.




























































