Pośpiesznie ulepiając swoje myśli zapominam o wszystkich składnikach pasztetu który przyrządzam.
Nie swoimi zresztą rękoma.
Na szczęście zanim zamknąłem za sobą ostatnie drzwi (spaliłem mosty?)
coś jeszcze zdążam pokazać / czemuś się przyjrzeć.
- Pożyczonym okiem zresztą.

Do spraw ważnych warto wracać!
czwartek, 1 grudnia 2011
PS. Kropka po "ą". (748)
Autor:
Obserwator Toruński
o
05:34
0
komentarze
Etykiety: "Koło czasu", CSW Toruń
środa, 30 listopada 2011
Król Maciuś Pierwszy żyje! 3/3 (747)
Coś ten czas coraz częściej mnie dotyczy.
Jeszcze przecież nie tak dawno byłem w dawnym Trojanowie opisując (także) "Zegar czasu".
http://obserwatortorunski.blogspot.com/2011/10/trojanowo-687.html
Teraz jednak moja banalna historia zatoczyła koło i mamy właśnie
prawdziwe koło prawdziwego czasu = "Koło czasu".
- Na szczęście w ostatniej odsłonie.
Ni w 5 ni w 9 o tym wspominam, tak jakbym skalę i miarę z rożnych światów pomieszał... .
Ach ten eklektyzm... .
* * *
Ostatni happening też był o wódce i patriotyzmie, czyli o dwóch elementach bez których
prawdziwy Polak obejść się nie potrafi.
- No, prawie każdy prawdziwy Polak... .

Po symbolicznym rozpiciu wódki (sypnęło mocno rozbitym szkłem!), tak jak to teraz jest
w najnowszej modzie artysta poszargał sobie przyrodę, patriotyzm oraz polskość.
- Aby było bardziej sprawiedliwie - i siebie samego też.
Zaczął jednak od egzekucji.
Kolejno i z namaszczeniem liść po liściu obcinał małego, niewinnego krotona.
A wszystko przez niekumatą publiczność!
Artysta przecież zwlekał szczękając nożyczkami nad kolejnym liściem! Oczekiwał od Publiki
ułaskawienia niewinnej rośliny. Nikt jednak oprócz niżej podpisanego nie podniósł kciuka do góry.
- Nikt się nawet nie poruszył!
...i wszyscy byli odwróceni.
Trzeba oddać sprawiedliwość Artyście, że właściwie ocenił ten akt barbarzyństwa. Aby samego
siebie ukarać za to okrucieństwo Pan Performer przypiął sobie do ciała żałobę po krotonie.
Wielką szpilką.
Następnie swym ekspresyjnym działaniem samokrytycznie stwierdził, że te trzy wcześniej
wspomniane wartości (patriotyzm, polskość i on sam) to nic innego jak tylko: kanał, kanał
i jeszcze raz kanał.
Nie szło przeżyć: trzeba było spłukać ten niekomfort.

* * *
Zastanawiam jak to będzie z tym małym dziecięciem. Co zapamiętało z całego spektaklu, co utkwiło jej
w głowie, czego się nauczyła... . Może powinno zapoznać się z hasłem "nihilizm"?
- A co z Królem Maciusiem Pierwszym!?
Dorośli mają lepiej!
Mogą:
- zauważyć zjawisko z mądrym pobłażaniem,
- przejść obok patrząc w swoim kierunku,
- starannie fakt zarejestrować, bo a nuż się przyda do pracy magisterskiej

PS. To się może wydać niewiarygodne, ale dopuszczam bluźnierczy pogląd, że w swych
jedynie słusznych sądach mogłem się jakąś odrobinę pomylić.
- W końcu, nie muszę się przecież na wszystkim znać!
O zrozumienie tego świata mi tylko się rozchodzi.
Autor:
Obserwator Toruński
o
05:52
0
komentarze
Etykiety: "Koło czasu", CSW Toruń, festiwal, performance
wtorek, 29 listopada 2011
V FESTIWAL PERFORMANCE „KOŁO CZASU" 2/3 (746)
Zawsze ceniłem sobie w sztuce szczerość.
Teraz wystąpił prawdziwy artysta.
Bez strojenia się w piórka i wpadania w pseudofilozofię przykrywającą miałkość idei
z "prześcieradłowego" działania Onże Artysta w ciągu paru minut wypił pod palec pół litra.
- Co mnie zachwyciło.
Na początku było jak się należy expose.
Story dotyczyło człowieka, który na zapyziałej stacji kolejowej - ni stąd ni zowąd - odśpiewał
wszystkie zwrotki hymnu. Głośno i na baczność. Po każdej zaś zwrotce nabierał oddechu
i pociągał z flaszy wódkę. Artystę tak poruszył surrealizm sytuacji, że postanowił ją przekazać
w jedynie dobry sposób.
- Odtworzył spektakl aż do ostatniej kropli.

Zadeklamował z kartki hymn i przerywał każdą ze zwrotek pociągając z butelki najprawdziwszą
strażacką wódkę. I nigdy się nie skrzywił, chociaż odór napitku aż zatykał. Publiczność na ten
spektakl patrzyła jak zahipnotyzowana prawdziwością sytuacji.

Lojalnie zostaliśmy uprzedzeni, że nie ma obowiązku czekać do końca działania, które równie
dobrze mogło potrwać 5 jak i 50 minut. Na dobro performera trzeba zaliczyć, że - chociaż
czasu nie mierzyłem - Artysta wykazał się umiarkowaniem.

Podczas spektaklu rozglądałem się gorączkowo, kto wśród publiczności jest jeszcze tym
performerem. Pan Konferansjer objaśnił nam wszak, że jedno z działań polega na tym, że akcja
artystyczna trwa, a przeprowadzający je performer znajduje się wśród publiczności.

Efekt zamierzony przez performera udał się znakomicie!
Publiczność teraz patrzyła się już nie tylko na artystę, ale i podejrzliwie przyglądała się samej
sobie.

Gubiąc się w domysłach razem z innymi poszukiwałem odpowiedzi na palące pytanie:
co z tą sztuką współczesną panowie i panie?
Ciąg dalszy i całkowity jego koniec nastąpi jutro.
Autor:
Obserwator Toruński
o
05:47
3
komentarze
Etykiety: "Koło czasu", CSW Toruń, performance
Podziel się
