Strony

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Od Oli Bacińskiej serdeczna porada (2126)

Panią Aleksandrę Bacińską (skrócony pseudonim Ola) spotkałem tylko raz. Niemniej na swój ułomny wirtualnie sposób staram się śledzić jak i co Ona pisze. Zdawało mi się, że wszystkie Jej wiersze znam, a tu coś / gdzieś nowego / starszego zobaczyłem.
- Odkrywczego.

No to cytuję - dosłownie:

PIOSENKA KALENDARZOWA

Znów kalendarz nam się zestarzał
I na ścianie resztką sił wisi
Gdyby ktoś mu drogę pokazał
Zwiałby pewnie stąd choćby dzisiaj

Jeszcze parę dni będzie czynny
Ten z tygodni utkany prostokąt
Zwiać by może ze ściany powinien
Gdyby tylko uciec miał dokąd

A ten rok nie był przecież najgorszy
Choć daleko mu pewnie do marzeń
Niemożliwe to niby, a popatrz:
Ciągle jeszcze jesteśmy razem

Pogubiły się w korowodzie
Dni zwyczajnych niezwykłe noce
I tak trudno jest nam na co dzień
Roznamiętnić się i zaskoczyć

Ale przecież wciąż próbujemy
Z wątłych ramion budować mosty
Żeby znowu i tak jak kiedyś
Być się chciało razem, po prostu

Znów mi spleciesz z trawy pierścionek
Kiedy ogród się zaczereśni
Więc popatrzmy w tę samą stronę
I kalendarz nowy powieśmy

PS. Tytułowe zdjęcie pochodzi z małego pomorskiego miasteczka. Wiadomo dlaczego.

niedziela, 29 grudnia 2019

Trzy razy NIE w kwestii żydowskiej (2125)

Nie wiem co o tym myśleć... .

Na swój mikro sposób temat żydowski zauważam... . Z jednej strony budzi moją sympatię folklor żydowski a z drugiej strony bije mnie po oczach odrażające zjawisko pod nazwą Przedsiębiorstwo Holocaust.

Podobno nie ma przyjaźni między państwami: są tylko interesy. W myśl tego twierdzenia przyjaźnić można się tylko z konkretnymi osobami prywatnymi: Aloszą i Tatianą, Dawidem i Sarą czy Rainhardtem i Hadi.
- Na poziomie państw są tylko interesy.

No i wygląda na to, że w Polsce jest interes do zrobienia... .

Spojrzałem w lustro zadając sobie trzy pytania:

1. Czy jestem politykiem? (Nie)
2. Czy jestem historykiem? (Nie)
3. Czy jestem ................? (Nie)

Staram się uruchamiać wrażliwość na argumenty z różnych stron. Jednakże - mając na względzie - zacietrzewienie i propagandową wrzawę wszystkich zainteresowanych w końcu dochodzę do wniosku, że nie mnie rozstrzygać o tym kto ma rację.
- Jestem tylko Obserwatorem.

PS. Zjawisko zauważono niedawno w Toruniu na ulicy Szerokiej. Z uwagi na to, że lokalne sierotki masowego przekazu taktownie (?!) na ten temat milczą pozwoliłem sobie poinformować P.T. Czytelników.

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Proszę mi nie przysyłać! (2124)

Uprzejmie proszę nie przesyłać mi serdecznych życzeń miłego piąteczku, wesołych świąt ze Santa Klausem, animowanych gifów pokazujących uśmiechnięte misie, śliczne a mocno migoczące widoczki i całego tego niby świątecznego badziewia które niejednokrotnie ciągnie jeszcze za sobą łańcuszkowy ogon!

Rozumiem motywy jakimi się bliscy mi ludzie (których kocham, lubię i szanuję!) kierują przesyłając takie kolorowe obrazeczki. W ich wyobrażeniu to jest ładne, romantyczne, życzliwe i serdeczne - a faktycznie NIE JEST!
- Z uwagi na potencjalne skutki TAKA PRZESYŁKA SZKODZI!

Po pierwsze: wbrew pozorom taki obrazek nic wartościowego nie wnosi do kontaktu / związku. To tylko pusty gest który zamiast ocieplić więź powoduje, że czuję się potraktowany towarem masowym, wyprodukowanym w internetowych fabrykach tandetnych estetycznie gifów. To jest SPAM.

Po drugie (i najważniejsze!) tego typu animacje rozpowszechniają WIRUSY. To jest poważna sprawa, która powoduje, że już paru przyjaciół i znajomych musiałem zablokować, ponieważ pomimo moich usilnych próśb nadal obrzucany byłem przez nich takimi szkodliwymi wyrobami.

Po trzecie: łańcuszki, które nakazują przesłanie ich wielu osobom, bo jak nie to... . Oświadczam po raz kolejny wszystkim tym do których nie dotarły moje słowa: Proszę nie poddawać próbie naszej więzi i przyjaźni. Tak korespondencja to nic innego jak PRZYMUS PSYCHOLOGICZNY. A temu wyrafinowanemu działaniu mówię krótko i stanowczo: NIE.

Przed Świętami ilość tego internetowego chłamu rośnie w tak zastraszającym tempie, że już nie daję rady w podsumowaniu prosząc: PROSZĘ MI NIE PRZYSYŁAĆ.

A czego w zamian tych kolorowiutkich cudów oczekuję:

1. zdjęć własnych (niezależnie od jakości) do podzielenia się szczęściem czy osiągnięciem. Zapewniam, że każdemu poświęcę uwagę, zachwycę się lub zaprotestuję ;-) Każde takie własne zdjęcie stanowi dla mnie doskonałą okazje do nauczenia się czegoś, doświadczenia innego widzenia świata czy odczucia radości OMB (Osoby Mi Bliskiej).

2. zachwytu, polemiki bądź krytyki materiałów które publikuję. Z wdzięcznością i zrozumieniem, ciesząc się przyjmuję k a ż d ą wypowiedź. W końcu dzieląc się z innymi posiadanym dobrem jesteśmy razem, tworzymy więź czyli zyskujemy.

3. inspiracji ciekawymi pomysłami do zrealizowania na ekranie Obserwatora Toruńskiego.
- I tak niech się stanie!


A gdyby komuś nadal brakowało inspiracji jak wykorzystać czas dotychczas marnotrawiony na wysyłanie ładniutkich obrazków to proponuję: poczytać książkę, wybrać się do lasu na konwalie lub do parku na kasztany. Można też napisać powieść (najlepiej trzytomową) lub po prostu ugotować kisiel.

PS. A przy okazji składam życzenia: Zdrowych, wesołych i pogodnych Świąt!


sobota, 21 grudnia 2019

60 lat minęło jak jeden dzień! (2123)

CO: Wernisaż wystawy: "ANATOMIA MUZEUM - 60 lat na straży dziedzictwa kulturowego"

GDZIE: Muzeum Etnograficzne w Toruniu

KIEDY: 14 grudnia 2019r., godz. 17:00

JAK: Było tłumnie i na bogato. Zresztą nie mogło być inaczej. Pokazano wielki dorobek i tłum przybyły ładnie go uzasadniał.

Spotkało się Przyjaciół (serdecznie pozdrawiam i tą drogą!) i ogólnie ludzi życzliwych. Jak to w Muzeum Etnograficznym.

Ponieważ nie mogłem przebić się przez tłum aby uwieczniać eksponaty zajęto się ludźmi. Stąd też ta przesadnie duża ilość konterfektów, sporządzanie których sprawiło mi (jak zawsze!) sporo frajdy.

Przy okazji przyglądania się eksponatom znalazłem jeszcze jedną nić ściśle łączącą mnie z Muzeum Etnograficznym.
















piątek, 20 grudnia 2019

OBCIACH UNIWERSYTECKI czyli trzy kropki (2122)

Po dłuższym niepobycie na pływalni akademickiej (wczesnym świtem nie chwaląc się) wypływałem swoje 50 basenów.
- ...ale tam nadal bez zmian!

Przywitało mnie i towarzyszyło przez całą godzinę radosne oło-oło oło! wyśpiewywane na różne nuty przez jakiegoś idola ratowników.
- Dyrekcjo tego obiektu uniwersyteckiego: czy wam naprawdę nie jest wstyd?!

I wszystko było jak w poprzedniej notce do której zamieszczono hiperłącze: bełkotliwe pobrzękiwanie w głośnikach, malownicze pozy ratowników, którzy tylko chwilowo (z niewiadomego powodu) mobilizują się, by zaraz potem zastygnąć przy  parapetach okiennych w malowniczych pozach... .

Ratownik może zachowywać się jak mu się podoba i to robi, ale kto mu na to pozwala?! Przez brak standardów, przez brak bieżącego nadzoru chociażby... . Nie chcę krakać, ale stare przysłowie mówi: "Wszystko jest dobrze dopóki jest dobrze... . "

UWAGA: Nie zależy mi na jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony Dyrekcji. Chcę na pływalni czuć się bezpiecznie nie będąc narażonym na bolesne stykanie się z muzycznymi gustami Panów Ratowników. Interesują mnie czyny a nie słowa.
- I KROPKA.

PS. Po wyjściu z pływalni wyszedłem przed obiekt aby zrobić podsumowujące zdjęcie. Ku memu przyjemnemu zdziwieniu zobaczyłem dwóch ciężkozbrojnych stróży porządku z napisem na plecach: STRAŻ AKADEMICKA.

Krzepiące jest to, że jest komu pilnować porządku na terenie Uczelni. Nie sądzę jednak, aby właściwym było w ich zakresie obowiązków pilnowanie ogólnie przyjętych standardów w normalnym funkcjonowaniu UCS. Za to odpowiedzialna jest Dyrekcja Uniwersyteckiego Centrum Sportowego.
- I KROPKA.

PS. Jakoś wahałem się nad wypuszczeniem tej notki, a po dzisiejszym pływaniu wymaga ona uzupełnienia.

Dzisiejsze poranne pływanie zaczęło się od uprzejmej prośby o wyłączenie harmidru głośnikowego.

Ku mojemu zaskoczeniu Pani Ratowniczka obdarzyła mnie promiennym uśmiechem i... bez wahania wyłączyła łomot!!!

Cały szczęśliwy przepływałem intensywnie godzinę pasąc się ciszą i normalnością... . Standardom stało się zadość. Niemniej jednak niezmącone niebo nad głową mąci mi myśl: czy to użytkownik pływalni / klient powinien dbać o standardy? Za to przecież odpowiedzialny jest ktoś inny... .
- I KROPKA.

wtorek, 17 grudnia 2019

Koniec fotografii (2121)

Na swój własny użytek ogłaszam koniec fotografii. Precyzyjnie rzecz ujmując: koniec dotychczasowego sposobu sporządzania przez mnie większości zdjęć.

Idąc wieczorową porą do sklepu po kartofle wyszło na to, że nie muszę taszczyć ze sobą kilku kilogramów sprzętu fotograficznego aby dla własnych internetowych potrzeb utrwalić coś w pikselach.

Stwierdzam, że wystarczy do zrobienia w miarę przyzwoitego zdjęcia aparat komórkowy PIXEL 2.  A jak doszedłem do tego wniosku?! Prosto.

W wyniku domowo - biznesowego handlu (po bezwstydnie obniżonej cenie co zauważam i za co  dziękuję!) trafił do mnie wspomniany wyrób firmy Google.

Zaimponował mi (oprócz wielu innych wartościowych ficzerów) wspaniałą szybkością, fantastycznie wielką ilością pamięci i zamieszczonym tam aparatem fotograficznym.

Nie to, żeby utknięto w nim jakiejś monstrualnej wielkości obiektyw czy nadnaturalnie wielką dla komórek matrycę. Nic z tych rzeczy! Obiektyw tego urządzenia nadal jest mikroskopijny i takaż jest matryca jego.

Tajemnica wykonywania niezłych zdjęć w ciemności (to zawsze był wyznacznik jakości urządzenia do robienia zdjęć) tkwi w oprogramowaniu.  W s p a n i a ł y m .

Nie wdając się w szczegóły aparat ten robi HDR, ale jednak na tyle sprytnie, że tego specjalnie nie widać a występujące czasami szumy nie dolegają aż tak bardzo monitorowi. Obrazki subtelnie pokazują co mogą w cieniach i uchylają rąbka tajemnicy tego co światłach.
- Co cieszy.

PS. Dzisiejszy wpis dedykowany jest memu pracowitemu druhowi, Autorowi wielu ciekawych zdjęć.
- Sigisfoto pozdrawiam serdecznie Cię!