Strony

poniedziałek, 11 lutego 2013

Zimowy sen (1153)

Dużo na to wskazuje, że zapadam w zimowy sen, w związku z tym nie należy oczekiwać w najbliższym
czasie wstrząsających zdjęć. Powiedziałbym, nawet, że nie należy niczego się ode mnie spodziewać.
- Zapadam i to bezterminowo w absolutną hibernację, stupor i nieruchomość.

Zamykając na kłódkę "Obserwatora" (klucz pod wycieraczką - ostatni niech zgasi światło!)
przypominam o możliwości odwiedzania różnych jego zakamarków. I proszę się nie krępować!
Do tej hurtowni rzeczy wszelkich  wejść można swobodnie. Szperać sobie po zakamarkach można,
otwieranie pudełek jest wskazane, a czytanie porozrzucanych kartek uznaje się za objaw dobrego
gustu. 

I te wszystkie brewerie można uprawiać bez przeszkód wszelkich, chociaż magazyniera niet. On
poszedł  sobie, wyjechał całkiem i ogólnie jest go brak. Wiatr tylko hula po hali zastawionej
podejrzanymi pakunkami... . 

Zdecydowanie przecinając kabel do Internetu jeszcze nie wiem na jak długo zanosi się ta przerwa
w życiorysie.

Serdecznie pozdrawiając
życzę pięknej zimy!

Obserwator Toruński


niedziela, 10 lutego 2013

Czekając na wiosnę (1152)

Po paru mocnych wydarzeniach zaległem nad "Naszymi Stawami".
Orłów, saren i niedźwiedzi tam nie ma, ale... .

- Aby do wiosny!





sobota, 9 lutego 2013

STELLA POLARIS - Tekst promocyjny (1151)

Ostrzeżenie: Materiał zawiera lokowanie produktu!

Dawno dawno temu napisało mi się wiekopomny tekst, który przeleżał zakurzony gdzieś w bezmiarach
"Obserwatora" spokojnie aż do wczoraj. Już nie wiem co było impulsem, aby na światło dzienne go
wydobyć. Dość powiedzieć, że doznawszy iluminacji postanowiłem nieco intensywniej pokazać go światu.

Umieściwszy "Stella Polaris" w górnej części ekranu miałem pełną świadomość wagi wydarzenia. Oto 
przecież oddaję do użytku coś co każdy bardzo wyraźnie zobaczy, jako materiał na miarę "Iliady" czy
innego "Pana Tadeusza".

Opowiadanie to wszak uznałem za klasyczne w swej doskonałości tak co do formy jak i treści. Takie,
po napisaniu którego najznamienitszy nawet Ernest Hemingwey może spokojnie zejść z tego pełnego łez
padołu w świętym przekonaniu, że do historii literatury on sobie spokojnie wszedł. I to w biały dzień,
frontowym wejściem a na zawsze.
- Taki właśnie tekst pokazałem wczoraj światu niespecjalnie  zajmując się jego promocją.

Skromnie tak postąpiłem będąc święcie przekonany, że arcydzieło samo się obroni. Dzisiaj rano patrzę
na statystyki a tu pusta figa i kompletne nic.

A przecież ujawniwszy światu "Stella Polaris" oczekiwałem, że:
  •  Internet zatrzęsie się od burzy oklasków (standing ovation i бурные аплодисменты przez 12")
  • oglądalność i poczytalność "OT" wzrośnie ponad studwudzistokrotnie
  • światowe media (a krajowe także) prześcigać się będą w upajaniu mnie komplementami za istotny
    wkład w rozwój światowej literatury.
To, że:
  • kulturalna rubryka "New York Times" się nie odezwała w tej sprawie, to jeszcze rozumiem. 
  • "Эхо Москвы" nabrałо wody w usta (nie pierwszy raz zresztą!) potraktowałem jako normalne
  • milczenie literackiej kolumny "人民日报" także uznałem za naturalne.
Wszak wszystko to stało się za oczywistym wyjaśnieniem, że jeszcze "z wczoraj na dzisiaj" im nikt Dzieła 
nie przetłumaczył.

Niemniej jednak pytam się co z krajowymi mediami? Kolejne minuty upływają a one nic! Nieco zasmucony
tym zawstydzającym a skandalicznym dla naszych mediantów faktem uprzejmie proszę o wzięcie się
w garść. Sporo roboty przed Wami!

I nie chodzi tu tylko pojedynczy wpis do mojego pamiętniczka! A ponad 1,2 tys. błyskotliwych wpisów 
pieczołowicie tworzonych co dnia to pies?! A ponad 6,5 tys. pomieszczonych zdjęć (a każde bezcennej 
jakości) to jest zwykła wydra?! A niezwykła wartość dodana jak emanuje z całości?!

*   *  *

Co to są żebrolajki?!

*   *   *

Głęboko rozczarowany do tej części ludzkości która zajmuje się promocją nie tych arcydzieł co trzeba
uprzejmie się pytam: a co TO do licha jest?
























Wisi na drzewach Kępy Bazarowej w Toruniu, zardzewiałe takie i jest to może:
  • chytra łapka na szkodniki drzew liściastych? 
  • mini ul dla latających mrówek?
  • przenośny domek dla rozmnażania jakichś pożytecznych owadów?
Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie - niech się odezwie!

piątek, 8 lutego 2013

Ściśle tajne "Pączki Obserwatora" 2/2 (1150)

Uwagi produkcyjne

Twaróg przepuściłem dwa razy przez maszynkę do mięsa. Ten drugi raz to pewnie niepotrzebnie, bo
kręcenie szło mi wyjątkowo opornie - jakbym butapren przez maszynkę przeciskał.

Mąkę wzięto pszenną, co potem okazało się prawdą. Gradacja nieważna.

Zagniatać ciasto ręcznie! Żaden robot nie da rady tej glumzy wyrobić. I przy wyrabianiu cierpliwym
trzeba być a nie prędkim. Jak uznamy, że jest dobrze wyrobione to miesić jeszcze z 10 minut. Proszę
tej ostatniej uwagi nie słuchać! Zbyt długie zagniatanie wywoła tekst: pewnie długo zagniatałeś 
to ciasto skoro pączki takie twardawe... . Wiem co piszę, bo przed chwilą to usłyszałem.

Według Pani w Sklepie (której porady zasięgałem) "głęboki tłuszcz" to dwie kostki smalcu. Okazało
się, że poprawnie to powinien być olej. Ponoć chudszy onże tłuszcz z roślin jest.

Po upieczeniu warto, aby wyroby najpierw obciekały na jednym talerzyku (wyłożyć ręcznikami 
papierowymi!) zanim przełoży się je na drugi, gdzie zostaną tryumfalnie posypane cukrem pudrem.
Robiąc zdjęcia o tym cukrze zapomniałem.

Usłyszawszy fanfary po tak bohaterskim czynie cały dom należy starannie wywietrzyć! Jak długo jednak
byśmy przestrzeni domowych nie napowietrzali i tak będzie jechało smalcem. I żadne czary z paleniem
świec czy kadzidełek nie pomogą!

Uwaga! Za chwilę będzie wiadomo dlaczego kobietom nie wolno mówić nic na temat tej notki. Pod
żadnym pozorem nie wolno przyznać się, że robienie pączków zajęło 5 godzin. Kobiety po takim
oświadczeniu będą się śmiały długo i serdecznie!  

A może właśnie dlatego warto? W końcu - niechaj chociaż komuś to nasze niezdrowe kalorycznie 
działanie śmiechem pójdzie na zdrowie. W końcu na co dzień nie ma zbyt wielu powodów do śmiechu.

Jeśli w ciągu najbliższych paru dni ktoś spróbuje poczęstować mnie pączkiem to go uprzejmie zamorduję.


czwartek, 7 lutego 2013

Ściśle tajne "Pączki Obserwatora" 1/2 (1149)

Dzisiejszą informację proszę traktować jako poufną. Powiedziałbym nawet tajną,  a nawet ściśle tajną. 
Osobami upoważnionymi do zapoznania się z nią są tylko i wyłącznie Mężczyźni różnego stopnia rozwoju
kulinarnego. Natomiast Kobietom - niezależnie od koloru oczu - zabrania się czytania poniższego ściśle
tajnego oraz bardzo konfidencjonalnego tekstu.

Przyczyny powyższego zastrzeżenia zostaną uroczyście ujawnione w odpowiednim miejscu i momencie.

*   *   *
Szanowni Panowie (teraz kiedy jesteśmy sami i nikt nam nie patrzy na ręce!), mimo zaklinania się, 
że już nigdy będziemy jednak PIEKLI PĄCZKI. Wbrew PTK (Powszechnym Twierdzeniom Kobiet), 
że zadanie to jest jakoby tylko dla Nich zastrzeżone. Otóż nic bardziej błędnego! Jak świadczy obrazek
poniżej Zwykły Mężczyzna - wbrew niesprawiedliwym a PTK - jest w stanie samodzielnie dokonać
mężnego tego czynu! I żaden Anek tego nie zmieni! (Patrz dyskusja po wyżej wskazanym hiperłączu!).

Jednakże dzisiejsza historia wypiekania pączków bez Kobiet tak całkiem odbyć się nie może.

W życiu bym nie wpadł na ten doniosły z naukowego punktu widzenia fakt (że Mężczyzna może sam 
zrobić pączki) gdyby nie mieszkająca w sąsiednim mieście latorośl żeńska. Ona miła osoba elektronicznie
poprosiła mnie żebym przesłał jej przepis na pączki, "ten co Mama ma w tym brązowym zeszycie".

Warto przy okazji wiedzieć, że u nas w domu wszystkie przepisy są "w tym brązowym zeszycie"!
Gdybym kiedyś wpadł na głupi pomysł, aby je przepisać do bazy danych gdzie można by je sortować,
dobierać i wybierać po dowolnych elementach to i tak nikt by z tego nie korzystał, ponieważ siła ludzkich
przyzwyczajeń jest ważniejsza od jakiegoś tak zbioru zer i jedynek w jakimś tam komputerze... .

Z tego też powodu wiadomy zeszyt odszukano, przepis przepisano i wysłano. Nie chcąc przydawać temu
faktowi nadmiernej wagi nadmienia się jedynie dla celów kronikarskich, że w poszukiwaniu tego jednego,
jedynego przepisu musiałem się przedrzeć przez wkładki, zakładki i notatki. Sporządzone odręcznie,
wydrukowane jeszcze na mechanicznej maszynie do pisania (Tak tak! I taką się kiedyś posługiwano!)
oraz papierki wydarte żywcem z czasopism. Starannie więc oglądałem, odwracałem i wpatrywałem się
w te wszystkie karteczki duże i małe, które  łączyła jedna wspaniała cecha: zawierały jakiś przepis.

W końcu sposób na wyrabianie pączków znaleziono i wysłano najszybciej jak tylko było to możliwe. 
I wtedy to - właśnie wtedy! - zadumałem się tak: A co ja mam z tego, że działam tak perfekcyjnie?!
Dozgonna wdzięczność córki była oczywista, co potwierdzono słowy: "Dzięki Tato za  błyskawiczne 
przesłanie przepisu, bo dzięki Tobie na pewno zdążę, chociaż goście już na wycieraczce... ".

Aby więc ten tytaniczny trud był bardziej opłacalny postanowiłem, że przy okazji i ja zrobię pączki!
I to się już po kilku bolesnych godzinach pracy w kuchni udało.
- A oto przepis wraz niezbędnymi komentarzami.

PĄCZKI "OBSERWATORA"
0,5 kg twarogu (zemleć albo zmielić)
0,5 kg mąki (ale jakiej?)
0,5 kostki masła
2 jaja
0,5 szklanki cukru
1 łyżeczka sody
szczypta proszku do pieczenia
  • Masło i żółtka utrzeć - dodać ser - mąkę i pianę.
  • Zagnieść ciasto i rozwałkować na grubość 0,5 cm.
  • Wykrawać szklanką kółka a kieliszkiem środkowe dziurki
  • Smażyć na głębokim tłuszczu
 














(Ciąg dalszy nieuchronnie nastąpi)

środa, 6 lutego 2013

Bobry atakują! (1148)

Pogoda zrobiła się wiosenna i wraz z nią nastąpiła wielka ofensywa bobrów. Te dzikie zwierzęta
ze swoimi strasznymi zębami przystąpiły do swego niszczycielskiego dzieła. Nocami wychodzą ze swych
na wpół podwodnych jam i zębami wielkim jak łopaty saperskie tną niewinne nadwiślańskie drzewa
w sobie  tylko wiadomych celach.

I nikt tego piłowania nie słyszy! I nikt tego nie widzi. Prawie nikt, bo na szczęście istnieje jeszcze
na świecie Ten który nie tylko patrzy i widzi, ale i fotografuje: sigisfoto. Onże nasz specjalny korespondent
poniżej daje szczegółowe świadectwa dzikości bobrzej natury w jej niszczycielskim dla drzew przejawie.
 - Proszę się delektować!

PS. Gdyby ktoś sfotografował żywego, tegorocznego, bobra toruńskiego (z "Wikipedii" i innych regionów
zdjęcia się nie liczą!) wraz z koordynatami proszę go do nas przysłać. Pokażemy jednego z drugiem
niegodziwca, pokażemy!

Adres do redakcji "Obserwatora Toruńskiego" wiadomo gdzie się znajduje.













wtorek, 5 lutego 2013

Bydgoszcz znowu górą! (1147)

Wczorajszy "Teleexpress" złośliwie ogłosił, że nawet przyrodniczo Bydgoszcz jest górą, bo do miasta przyleciał Pierwszy w Polsce Bocian. Na dowód pokazano zdjęcie jak to ptaszysko siedzi na gnieździe i wywija dziobem... . Z tego też tytułu - jak usłyszałem -  największe miasto w regionie może sobie przypiąć jeszcze większy medal niż zwykle. Wiadomo gdzie.
...bo te medale są bardzo potrzebne wielkiemu miastu B. w narastającej walce z malutkim miastem T.

A tymczasem - gdy politycy głupio plotą i knują - zwykli ludzie po cichutku, powolutku przygotowują się do Wiosny. Trochę jeszcze za zimno, żeby nabierać na dworze kondycji na długie wyprawy rowerowe, trochę jeszcze za śnieżno na testowanie świeżo jesienią założonych opon. ale... .

Zachodząc do garażu tak zupełnie przypadkowo sprawdzam sobie czy powietrze z dętek całkiem nie uszło. Czasem ot tak przypadkowo wyprowadzam dwukołową maszynę tylko tak na chwilę, dla siebie po podwórku się przejadę, mimochodem hamulce sobie sprawdzając... .

No nie ma co ukrywać: korci mnie ta wiosna, do której tak przeraźliwie daleko. Niemniej jednak plany wypraw już coraz konkretniejsze są. Powstają więc postanowienia i obiecanki czynów wiekopomnych do dokonania i one wraz z marzeniami nabierają coraz realniejszych kształtów.

Że:
  • takiego to a takiego ptaszka wymarzonego jednak w tym roku na pewno sfotografuję. W tym miejscu zimorodek zamrugał kolorami i o mało co nie udławił się przed chwilką złapaną rybką. To prawda, mimo sobie obiecanek nie został w zeszłym roku sfotografowany.
  • tam to i tam dojadę w tym sezonie już na pewno. W tym momencie w drzwiach stanęła Bagienna Dolina Drwęcy z kwietnym wiankiem na głowie i z wyrzutem w szmaragdowych oczach głęboko się kłaniając. Nie dotarłem do Niej w zeszłym roku, oj nie dotarłem.... .
  • przyjaciół wciągnę do mych wypraw pokazując im cuda (na szczęście ogólnie nieznanego) Bagna Zgniłka... . (Ach te żurawie, jelonki, łosie, zające i inne takie tam!)
Szczególnie te ostatnie plany rozgrzewają mnie do czerwoności, tylko, że trochę tam daleko. I wcale nie chodzi o te 40 kilometrów w jedną stronę! To przecież nie jest odległość dla mojego roweru zaporowa. Chodzi tylko o to, że kiedy już dojeżdżam na miejsce to jestem nieco zdeptany i ochota na robienie zdjęć jawi mi się jakby nieco mniejsza.

Kiedy więc zupełnie niedawno zobaczyłem poniższy wynalazek oczy mi zabłyszczały. Taki to dostarczy bezboleśnie na miejsce i do piwnicy wnieść go bez dźwigu można... . Na dodatek jeszcze paliwa ekstremalnie mało wypije a i leśniczy jak zdybie w lesie, to nie będzie miał się o co pieklić, bo przecież w drzewostanie to na samych pedałach można sobie z przyjemnością bez większej szkody dymać... .

Takie to w naszym małym mieście ma się wielkie wiosenne myśli! 




...a wy w tej B. pilnujcie swojego Bociana coby Wam nie zmarniał, bo ponoć tęgie mrozy idą! Słomą co waszym politykom z butów wystaje (śmieszne to jest Towarzystwo do obrony czci miasta B.) pozatykajcie mu dziury w gnieździe czy co tam jeszcze.... . Ważne aby przetrzymał niepogodę, aby do wiosny dotrwał.
...bo o przyrodę trzeba dbać - nawet własnym kosztem!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Jak zostałem ekologiem (1146)

Jakiś czas temu postanowiłem, że zostanę ekologiem. Miało być tak, że poprawię się szybko i bardziej niż
zwykle się robi przy takich postanowieniach. Jednocześnie poważnie zdecydowałem, że nie poprzestanę na
pięknych słowach a czynem (a właściwie szeregiem pięknych czynów!) poprę to szlachetne postanowienie.

Miałem jednak świadomość, że miłośnikiem przyrody nie zostaje się ot tak z dnia na dzień. Uzgodniłem więc
sam ze sobą, że zacznę od rzeczy drobnych a przecież życiowo w te mrozy dla pierzastych ważnych:
DOKARMIANIA PTAKÓW.

Mając parę świetlanych przykładów wokół siebie odkroiłem tłuszcz od słoninki i samą skórę powiesiłem na
balkonowej tui. Prawie dwumetrowe drzewko przyjęło to z godnością i w podzięce nawet się nie wygięło.
Wszak słoninowa skórka nie była porażających rozmiarów.

Wzruszony własną troską o przyrodę rozochociłem się i zakupiłem dwa ziarnowe batony.  A niech tam -
pomyślałem - niech tam sobie będę hojny! Ptaszki tak obficie dokarmiane zimą zalatując na balkon wiosną
odwdzięczą mi się słodkimi trelami porannymi i dobrze będzie mi z tą przyrodą zaokienną.

Poruszony mym gołębim sercem wrażliwym na wołanie przyrody o karmę dla ptaków  codziennie
zasiadałem przed oknem głęboko rozmyślając. Oto teraz kiedy u nas na balkonie ptasiego jedzenia jest
w bród już wkrótce, (już za małą chwilę!) przylecą jeśli już nie wielkie stada ptaków to przynajmniej te
w sporych ilościach widziane zamiast żubrów na słynnej telewizyjnej gałęzi.

No i siedziałem i wpatrywałem się a tu nic! Żadnego latającego nawet gada. Dziwne... .

W tak kryzysowej sytuacji najmilszą z mych żon poprosiłem o poradę. Rzuciła fachowo okiem na
poczerniałą i wyschniętą skórę i rzeczowo rzekła tak:

- Po pierwsze sikorka nie ma zębów jak głodny burek i jak jest sama skóra bez odrobiny tłuszczu 
to rady jej nie da. A po drugie te kolorowe batony ziarnowe są doskonałe, ale dla papug. A ostatnio 
u nas na balkonie ich małowato jakby jest... . 

*   *   *

Na wieść o niezdarnych staraniach, aby stać się zimowym przyjacielem ptaków P. z właściwym sobie 
wdziękiem uśmiechnął się dyskretnie nic nie mówiąc. Za parę dni przyszedł i przyniósł to.






















Genialnie prosta konstrukcja: zbiornik po wodzie, trzy wycięte w nim otworki wraz z patyczkami  
wzmacniającymi uchwyt ptasi przy korzystaniu z karmnika. Te drewienka to także kowadełka
do rozdłubywania ziaren.

Dodatkowo rozpalonym na gazie gwoździem (w kombinerkach go trzymamy  a nie ręką!) wypalamy
w dnie malutkie otworki, aby woda miała gdzie uciekać. I to ta deszczowa ściekająca po ściankach jak
i ta skraplająca się z nadmiaru wilgoci w powietrzu.
- Całość to urządzenie proste, pożyteczne i pomagające ptakom przetrwać zimę.

 














A karmę - niezmiennie we wtorki i piątki - kupuje się tanio i zdrowo tylko u pana Wojciecha.

niedziela, 3 lutego 2013

Ptasie sprawy (1145)

Mazurki i modraszka na jednym siedzą drzewie.
- I żadne drugiemu nie wadzi.

W odróżnieniu od tamtego obecne nie wykazywały morderczych zamiarów.
Tylko ta sikora modra, jakaś taka czupurna, z fryzem na Irokeza... .


Aha! A  poza tym jest niedziela.
I mimo, że wczoraj obficie śniegiem sypnęło przepowiadam Wam: wiosna będzie.
Wszyscy na nią czekamy.
One też.

Czy Obserwatorzy dokarmiają ptaki?




sobota, 2 lutego 2013

Koty bydgoskie 2/2 (1144)

Chodzą słuchy, że w nieodległym czasie i w naszym miasteczku będzie podobne a kocie wydarzenie.
- No zobaczymy, zobaczymy kiedy i jak to będzie. 

A na razie Bydgoszcz z kotami górą!





















































































































































































































































piątek, 1 lutego 2013

Koty bydgoskie 1/2 (1143)























 Jeśli ktoś myśli, że zajechawszy do największego miasta w regionie uda się z niego co prędzej
wyjechać to błąd! To miasto kusi i wciąga, spokoju nie daje swymi licznymi atrakcjami :-).
 - Tym razem poszło o koty!


Dlatego też dziś i jutro zobaczymy koty, kociaki, kociaczki i jeszcze parę portretów, które pasjami
lubię robić przy takiej okazji. Ludzie byli zdjęciom życzliwi, no i w ogóle doskonała atmosfera
sprzyjała uwijaniu się w sprawie fotografii już od samego progu.






















Impreza zrobiła wrażenie bogatej w dobre wydarzenia, oprócz dynamicznej muzyki do tańców,
wykonywanych zresztą przez sympatycznych młodych ludzi.

 





 








Jestem przekonany, że nie wszystkie koty przepadają za muzyką typu "강남스타일".
- I ten kot potrafił to pokazać!
















 Organizatorom (także!) za wysoki, poziom malowania dzieciakom twarzy przyznaję złoty medal.
- Należy się za profesjonalizm.
















Dużo przestrzeni, różnorodność oferty (stoiska handlowe, lekarz weterynarii, behawioryści).
Największym atutem imprezy (oprócz samych kotów!) byli wolontariusze i wolontariuszki.
- Życzliwi, spontaniczni oraz pełni entuzjazmu.