Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaczor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaczor. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2016

Kwiat paproci i spełnione życzenie (1686)
















Jezioro było ciche i spokojne, tylko perkoz coś tam wyprawiał
pływając w kółko. No to ponton na wodę i za nim w bezpiecznej
odległości.
















Omijamy ostrożnie dyżurnego kaczora, co to stał na szczątku
pomostu od rana. Jogin czy co?!
...bo przecież na jednej nodze.
I ciągle.
















Gładka wody toń nic nie zwiastowała.
















Aż tu naraz...! Gdyby to nie był nenufar, można by pomyśleć,
że to kwiat paproci. Na wszelki wypadek wymamrotałem po cichu  
(po wielkiemu cichu!) życzenie. Jedno.
















Myślałem, że zaklęcie nie zadziałało, bo nic się nie wydarzyło.
Tylko woda jakby się nieco zaniepokoiła. Mgiełką zaciągnęło.
















I wtedy ujrzałem go! Na początku był jak marzenie niebieski błysk,
a potem... .
















 ...a potem to utrwaliłem obraz pt: "Przyroda i cywilizacja"!
















A sam zimorodek - mimo iż małogabarytowy to ptaszek
i żaden z niego bocian - okazał się miły i zachęcający do polowania
na niego. Jeszcze mu kiedyś portret albumowy zrobię!

To będzie kiedyś, a teraz cieszy mnie ten co usiadł na matrycy.
- I trwa jak spełnione marzenie.


wtorek, 30 września 2014

Dziki Toruń (1413)






















 Koń by się dziko a serdecznie uśmiał, ale TO się może zdarzyć każdemu!
Naraz wena wygaśnie, motywacja spłowieje i sen stuletni na człowieka spływa.
Czasu wtedy brakować zaczyna nawet na sprawy ważne i bardzo ważne.






















No i plum - mamy kryzysik oraz wszystkie wynikające z tego
konsekwencje. Wtedy to (wtedy!) po malutkiej linii oporu
przypominamy sobie swój foto-dorobek (hłe! hłe!) cienko się
przed sobą usprawiedliwiając, że przecież Obserwatorzy na
pewno i tak tych cytowanych zdjęć nie zauważyli w masie innych  
pięknych a dotąd opublikowanych.
















A tu (najzupełniej przypadkiem!) piękna witryna się nadarzyła
gdzie można na nowo a tematycznie ten swój urobek fotograficzny
przyrodniczo pokazywać!
















Nazywa się ona "Dziki Toruń".

Dyskretnie podpowiadam, że przyjmowane do popularyzacji są tam
zdjęcia nie tylko jednego autora.
















PS. Pamiętam, przecież pamiętam że obiecałem Biskupin pokazać!

piątek, 1 sierpnia 2014

Przerwa na "Nasze Stawy" 2/2 (1385)

Obecna nieuchronność, że droga tędy będzie zbudowana prowadzi nas
do konkluzji, że skoro ona już będzie (a będzie!) to nie ma po co się
nadymać, bo już nikt i nic nie pomoże!



I dlatego, za nieefektywne uznaje się prężenie muskułów przez tatę kaczora!

A ten w końcowym występie raz za orła, raz za łabędzia się pokazuje. Co prawda
na bezrybiu i rak ryba, ale trzymajmy się faktów. Kaczor niech więc swoje brewerie
wyprawia, ale tylko w celach estetycznych.



















Zanim przejdziemy do omówienia postawy łysek ustalmy raz na zawsze.
Chodzi tylko o to, aby parę obrazków dla siebie i potomności zachować.
W uznaniu wyż. wym. faktu przez budowę (teraz to teren budowy!) 
przemykam chyłkiem i z dala od maszyn.

























Na żabach tylko wzrok zatrzymuję, łyskom się przyglądam wiedząc, że błąd
wielki popełniono. Zamiast dyskutować z walcem drogowym trzeba było
zabiegać o uznanie "Naszych Stawów" za cud przyrodniczy i wielką
wartość ekologiczną godną zachowania!
- Przed taką wartością maszyna układająca asfalt to by się zatrzymała!

A co teraz można zrobić? No, na pewno wykazywać zainteresowanie tematem.
Niekoniecznie przecież "Stawy" muszą być całkiem zasypane! Jeszcze można
o nie zadbać. Jeszcze można z nich cudeńko zrobić, by jedna z drugą szkoła
miała gdzie dzieciaki szacunku dla Przyrody uczyć.... .

A jeśli "Stawów" los już całkiem przesądzony jest? No cóż, niech każdy robi
swoje, chociaż... . Być może Magistrat znajdzie jakieś dobre wyjście i zaskoczy
nas wszystkich swą wrażliwością na tracone właśnie dobra przyrodnicze.















Zawsze przecież można wykazać się troską o pobliski "Suchy Staw"! To jest
teren na zapleczu (nomen omen) Urzędu Miasta i pobliskiego "Spomaszu".
Na razie jest tam zaniedbane trzcinowisko, ale jakby tak zaprojektować oczko
wodne, ławeczki, oświetlenie, ścieżkę spacerową wokół niego i porządne sprzątanie
choćby raz na tydzień... .

I proszę mi wierzyć, że warto by było! Tam przecież na żywo lisa najprawdziwszego
widziałem w zeszłym roku! I takąż sarnę. Na to fotograficznych dowodów nie mam
bo zwierzaki na mój niespodziewany widok czmychnęły, ale moja siatkówka nadal
pamięta tą rudość, tą niewiarygodnie poziomą kitę i te wilgotne, łagodne oczy... .

Trochę ulotek na temat "Nowego Suchego Stawu" i jego przyrodniczej zawartości,
którą przecież można mądrze podrasować nasadzeniami i taką organizacją miejsca, że
zachęcona Przyroda już sama by zadbała o zasiedlenia gadami, płazami i rybami
tego równie co "Nasze Stawy" niezwykłego miejsca.
- Tak sobie na zakończenie tej epistoły naiwnie pomyślałem.
 ...bo szkoda mi także i tych łysek.



















































Przy obecnym w Mieście rozmachu inwestycyjnym zrealizowanie takiego zielonego
zakątka to wcale nie musiałby być wielki problem. Raczej wrażliwość i pomysłowość
by musiały być uruchomione. To byłaby także szansa na załagodzenie rany na linii
władza - mieszkańcy. No i wdzięczność tych ostatnich byłaby gwarantowana!
- Za zrealizowanie takiego zamierzenia pierwszy stanę w kolejce do składania
podziękowań i gratulacji... . 

I jakem Obserwator Toruński pęk takich róż przyniosę... .
- Wiadomo od Kogo.


Zrealizowanie "Zielonego Zakątka" to  mógłby być przykład  m ą d r e g o  wybrnięcia
z kłopotliwej dla Stron sytuacji.
- Czy cuda się zdarzają?

Jakby co to jestem człowiekiem - może i nazbyt ufnym - ale wierzącym.


czwartek, 31 lipca 2014

Przerwa na "Nasze Stawy" 1/2 (1384)

Dużo się dzieje nad "Naszymi Stawami"! Zajrzyjmy tam chociażby
dla odpoczynku. Nie można przecież śpiewać nazbyt rozbudowanych
arii o toruńskiej architekturze ciągle na wysokim "Ce".

















Dzisiejszy zapis firmuje ta oto kaczusia. Ona sobie wesoło pływa
w towarzystwie mamy i sobie podobnych krzyżóweczek.













.

































































Pod pełnym napięcia okiem ona sobie pływa! A jest przed czym bronić
kaczą młodzież!
- On, także tu chodzi!
















Po cichutku kieruję uwagę Szanownych Obserwatorów na kolorystyczną
malarskość tego czujnego stróżowania. Coś jak magiczny impresjonizm
barwami się szerzy.

















Czy się komuś to podoba czy nie sprawy muszą iść swoją drogą, która
właśnie się buduje. Sterowane z wiadomego gabinetu maszyny czynią
swoją powinność.



D z i s i a j  to już jest O.K. - wyraźnie widać spychaczami podpartą 
pewność że Droga będzie. Teraz już tylko można się zastanawiać
jak zminimalizować straty.
































To minimalizowanie będzie tematem jutrzejszego płomiennego przemówienia.
- Pacyfki chowamy do szuflady tak samo jak i teksty protest songów.

Podczas czytania jutrzejszej notki można przed monitorem machać różnymi
flagami i na całą długość Internetu mieć wywieszony potężny transparent
z napisem: "Żarliwym czynem popieramy budowę średnicówki". 

To bezwstydne podlizywanie się władzy zrobimy jutro. Ważne, aby był
przez NIĄ spełniony tylko jeden, jedyny mały warunek... . Właściwie
to chodzi nawet nie o warunek a o spełnienie pełnej prośby.



W różowym nastroju czekam jutra.

niedziela, 16 września 2012

Kaczor i żółw (1005)

Pomny reminiscencji wiosennej do parku na Bydgoskiem się wybrałem.

A tam spokojne popołudnie.
- Także piękny kaczor i jakieś żółwie.



Pamiętacie historię z kaczką i żółwiem?

Od tamtego czasu jak widać gadzia rodzinka się powiększyła.
I nie bardzo chyba winniśmy się z tego cieszyć, bo jak mnie Wikipedia nie myli,
mamy tutaj do czynienia z żółwiem czerwonolicym. A to gatunek obcy, inwazyjny,
który m o ż e stanowić konkurencję dla naszego żółwia błotnego.

- A są takie rodzime w naszej Martówce?
Widział je ktoś?





No i ciekawi mnie fakt, jak to możliwe, aby taki żółw mógł przeżyć srogą przecież
u nas zimę. Pod lodem w mule da radę!?

- Jest w pobliżu jakiś chelonolog który by mi to wszystko objaśnił?

Podziel się