Strony

niedziela, 26 kwietnia 2026

Początek sezonu w statystykach (2390)

Drogi pamiętniczku!

Spieszę Ci donieść, że - chociaż sportowiec ze mnie żaden - to jeszcze się ruszam. Przyjrzałem się starannie garminowej aplikacji CONNECT i wyszło szydło z worka!

Od początku roku - podczas 21 wyjazdów - przejechałem zaledwie 605 km i jestem tym wynikiem (bez krygowania się!) zawiedziony. Solennie. Zdawało mi, że tyle było dni do utraty tchu na rowerze a tu zaledwie ino tyle?! A na dodatek dwa z nich ocyganione, bo jechałem tylko "na telewizorze" czyli przejazdy na rowerze treningowym. (Świetna aktywność gdy na dworze śnieg i mróz!)

Z tych przejazdów rowerowych najbardziej ciekawym był ten przedostatni, do Bydgoszczy (Zbigniewie! Serdecznie Cię pozdrawiam.

https://connect.garmin.com/app/activity/22632366397?share_unique_id=188

OSTRZEŻENIE! Przez najbliższe miesiące nie ma jak tam przyjeżdżać. Powiedzieć, że dojazd  (ostatnie 10 km) był koszmarny to niezłe stwierdzenie. Na szczęście idzie ku dobremu i po zakończeniu klecenia tych dojazdowych dróg rowerowych może będzie lepiej. Nie wiem tylko czy te remonty polepszą objazd sklepiku IKEA co to bydgoszczanie go mają... .

Ciekawie wyglądają statystyki dotyczące pływania. Od początku roku było się 28 razy na pływalni, z czego 12 razy pod rząd (dzień po dniu) podczas pobytu w buskowym sanatorium. Razem przepłynęło się odległość 265 km 50m. 

No a teraz - najbardziej zabawne -  crème de la crème mojej aktywności ruchowej: PIĘTRA. W sanatoryjnym Busku przeżywało się trzytygodniową kurację pomieszkując na 3 piętrze. Siłą rzeczy więc spodobało się to - dodatkowo z konieczności - przemieszczanie się w pionie. Gdy zauważyłem, że CONNECT zlicza piętra stanąłem sam ze sobą do zawodów. No, chodziło mi o to by zbadać swoją wydolność ruchową co do pięter. Aby się nie powtarzać odsyłam do notki, która opisuje ten zabawny fakt dokładnie:

https://www.obserwatortorunski.pl/2026/04/busko-zdroj-katalog-sukcesow-13-2387.html 

UWAGA! Rozzuchwalony coraz lepszą pogodą rozmarzyłem się planując następne trasy. Na tym długaśnym wykazie figuruje także Chełmno planowane dwa razy Raz jest to przejazd tam i nazad w jeden dzień. Na liczniku wyjdzie więc nieco ponad 100 km. Drugi wyjazd do Chełmna będzie miał charakter rodzinno - towarzyski z noclegiem w Chełmnie coby ekipa się nie przemęczyła. 
- No właśnie: KTOŚ JESZCZE Z NAMI JEDZIE? Zgłaszać można się na priva od zaraz.

sobota, 18 kwietnia 2026

BUSKO - ZDRÓJ - Pomniki 3/3 (2389)

>Miasteczko Busko - Zdrój pomnikami a rzeźbami stoi i w tym artystycznym kierunku też się rozwija.

Praktycznie w każdym kąciku, na każdym kroku, zwykle nieźle wyeksponowane one sobie stoją.

Disclaimer. To co dzisiaj pokazuję na pewno nie dokumentuje pełnego katalogu buskich skulptur. 







Są tu otoczone powszechną czcią, te pokryte patyną wspomnień monumenta.

Jadwiga Andegaweńska była Królem Polski. W związku z tym pytam się jak to było możliwe? Co na takie ustalenie historyków powiadają dzisiejsi poprawiacze języka polskiego, no ci tam, tacy tam od feminatywów także i innych tam szkaradziejstw... .









Uwaga! Ta biała rzeźba faktycznie to jest z brązu, tyle że dla zaszokowania widza została pokryta plastykiem... . Znaczy się, że te współczesne artysty wizualnie i fizycznie oszukujom nas?!".

Aby podkreślić znaczenie tej rzeźby pana Wolskiego zamieszczam jej drugi - bardziej nocny - wizerunek.

Przed tym samym hotelem stoi najbardziej szokująca miejscowa rzeźba GAYA - Xawerego Gomulickiego. 

Sa tacy, którzy na jej widok ulegają zachwyceniu ale i są tacy co mówią o wyuzdanej dosłowności, która w przestrzeni publicznej miejsca mieć nie powinna.

Do rzeźby tej użyto materiałów jak: 

Laminat poliestrowo-szklany:
To główny budulec rzeźby. Jest to materiał bardzo wytrzymały, a jednocześnie pozwalający na uzyskanie idealnie gładkich, obłych kształtów.

Włókno szklane:
Służy jako zbrojenie, które nadaje konstrukcji sztywność.

Wysokopołyskowy lakier.

Napatrzywszy się tych bezecności pozwalam sobie skromnie zauważyć, że władze i sponsorzy rzeźb mają sympatię (także) do twórców o konotacjach arystokratycznych, stąd ten Xawery no i oczywiście Maurycy :-)



Król Kazimierz władcą wielkim był i zostało to w buskim brązie odnotowane.

Szczegółowo.



"Ludzie z żelastwa" (nazwa własna zastrzeżona) pokryci starannie rdzą przypominają mi, że to jest obecnie niezwykle modny trend w zdobnictwie zewnętrznym. 

Z litości nie zamieszczam buskowego mostu, którego dłu-u-u-u-u-ga konstrukcja jest w ten nowoczesny sposób zaatakowana.

PS. Toruń wcale nie jest gorszy! Na Młynie Richtera też jest taki kawał rdzy dumnie prezentowany.
- Może to i dobrze, że nie trzeba malować?

Patrzę na tą rzeźbę z rozrzewnieniem  mimo iż dotyczy OMN (Osób Mi Nieznanych). Wiadomo dlaczego wzrok mi się szkli!

Zbliżając się do końca opisywania tego buskowego centrum rzeźby polskiej oświadczam po raz kolejny. Nie wszystkie rzeźby - nie wszystkie! - zinwentaryzano.
- Może za dwa lata znowu tam przyjadę?

Jako, że jestem człowiekiem o dobrym sercu mam dla władz miasta (nie wiem dlaczego, ale za  d a r m o )  slogan reklamowy: Busko - Zdrój? Tu się wraca po zdrowie!

czwartek, 2 kwietnia 2026

BUSKO - ZDRÓJ - Wiślickie zagadki 2/3 (2388)

WIŚLICA to jedno z najmniejszych miasteczek w Polsce (600 mieszkańców), które posiada niezliczoną ilość zabytków! 

(Zliczoną, złiczoną! Internety wyraźnie wyliczają i wskazują co gdzie i jak, ale przecież nie będę tychże bogatych w historyczne fakt architektoniczne  przepisywał!)
 

Najważniejsze z nich to Bazylika Kolegiacka Narodzenia Najświętszej Marii Panny i "Dom Długosza".

Z uwagi na bogactwo historyczne i liczbę zgromadzonych artefaktów tylko w tych dwóch miejscach historyk sztuki mógłby spędzić tutaj parę lat... . Jest co oglądać, analizować, przeżywać!

Jeśli więc ktoś do Wiślicy zajechać chce, to lepiej niech w Internetach podszkoli się. Starannie.











A oto zagadka nr 1.

Co to jest? Udało mi się odcyfrować tą tajemnicę na miejscu. A więc, pytam się nizorientowanych: co to jest?!
- Ostatecznie jeśli domysły nie pomogą to można się mnie zapytać.







A oto zagadka nr 2.
Próbowałem rozwikłać co robi ta sporej wielkości konstrukcja na południowej ścianie Kolegiaty, ale bez rezultatu. Nie pomogły także dociekania po przyjeździe do domu: nawet wszystkowiedzące AI nie rozwikłały tej tajemnicy.
- Może ktoś / coś...?

środa, 1 kwietnia 2026

BUSKO - ZDRÓJ - Katalog sukcesów 1/3 (2387)

NIDA - ZDRÓJ: To uzdrowisko (po kilku pobytach w różnych tego typu instytucjach, także w Busku - Zdroju) uznaję za najlepsze w swojej klasie!

Pobliskie sanatorium "Krystyna"  zachowuję we wdzięcznej pamięci, ale... NIDA - ZDRÓJ górą!

Nawet to również wcześniej odwiedzone sanatorium MARCONI - uznawane architektonicznie przez niektórych za najbardziej prestiżowe - do Nidy - Zdrój zdrowotnie się nie równa!

Jakość zabiegów (prozdrowotne nurzanie się w błocku czy kąpielach siarczkowych, a nawet naświetlania przeróżne) jest niedościgła dla innych sanatoryjnych placówek.

W Nida - Zdrój standardy (niezłe standardy!) tam rządzą. Opinia ta dotyczy jakości zabiegów, wyżywienia oraz kwaterunku. 

Zauważając nieco lokalną architekturę zaszło się w chwili wytchnienia od procedur wodnych do...

...Bristol Medical SPA w celach konsumpcyjnych. No zażyć wielkiego świata nam się zachciało.  

Podano tam ciastko widoczne na obrazku, a reszta? Reszta niech będzie milczeniem. Dość powiedzieć, że mdłej, oziembłej kawie towarzyszyła szklanica (po co taka duża?!) wody prosto z kranu! NIEWIARYGODNE? ...ale prawdziwe!

Do tego serwowano ciepławe "proseco" bez pęchcerzyków. Jeden z deserów (crème brûlée) był tylko troszkę przypalony (a przez to nieco  gorzkawy) ale na szczęście umiejętnie zamaskowano to posypką.

Jeżeli jakość zabiegów jest tam jak to co kawiarnia serwuje to radzę - nie bacząc na pompatyczną nazwę całego kompleksu - omijać to miejsce szerokim łukiem.

Niemniej jednak: gdyby kogoś dopadła żądza wypicia najlepszej kawy w Busku to należy się jej spodziewać tuż obok tężni.

A gdy ktoś ma auto i nieco więcej czasu to najlepiej jest - na smakołyki z kawiarni - kopnąć się do pobliskiego Solca Zdroju czyli do "Cafe Artystycznej". I atmosferycznie jest i całość frykasów podaje się jak należy. Z kawą i lodami włącznie.

Przy okazji pobytu w sanatorium (sami starzy ludzie ciągle gadający o chorobach!) chodziło się do sanatorium "Włókniarz" na basen sportowy. Nie chwaląc się (sic!) stwierdzam: było się tam 12 razy pod rząd za każdym razem starannie odrabiając normę (50 długości basenu a' 25 metrów / godzinę)

Po tym wyczynie chwilowo znielubiłem pływanie :-) i przezrzucono się na inną dyscyplinę sportową, o której - do niedawna - nie miałem jeszcze bladego pojęcia.

Otóż przy okazji mieszkania na 3 pietrze oraz ekstremalnego wytrenowania rozzuchwaliłem się i (pod koniec pobytu) pobito kolejny rekord życiowy: 111 pięter.

Aby nie było żadnych wątpliwości - nie chodzi o 111 stopni schodkowych - ale o 111 pięter (słownie: stojedenaściepięter!) gdzie liczy się za jedno piętro przebycie schodów góra /  dół. Nie w lektyce, nie windą a na osobistych nogach. Żeby nie było... . Rekord ten zrobiono w kilku podejściach w ciągu całego dnia. Rozkład godzinowy widoczny jest na zdjęciu poniżej.
- No nudziło mi się setnie w sanatorium tym!

Coby nie było watpliwości powyższy chwalebny fakt potwierdzam danymi z drugiego urządzenia.

Ponieważ miałem 8 kilogramów sprzętu fotograficznego odbyła się próba fotografowania ptaków.

Podejście to było nieudane. One ptaszydła nie były przyleciane, a jak jakieś się pojawiało to dużo za daleko jak na mozliwości posiadanego ekwipunku czy ilość czasu jaki był do dyspozycji. A poza tym było ogólnie jak na zdjęciu.

Grało się jeszcze w sanatoryjny bilard, odnosząc przy tym umiarkowane sukcesy. Teodorze - któryś mnie gromił - szacun! Kiedy przyjadę do Włocławka to może się odegram?

Z propozycji zapalenia świec - w przeddzień wyjazdu - nie skorzystano. Jakoś tak niestosowne zdało mi się interesować się innym tematem niż wojna na Bliskim Wschodzie, której inicjatorami i aktywnymi uczestnikami (agresorami?) był WIADOMO KTO I WIADOMO DLACZEGO.
- Cicho! Wiem, że chodziło i nadal chodzi o obronę własną.
(Hłe! Hłe! Hłe!)

Mimo oczywistej niedogodności (same stare ludzie jak to w sanatorium tam byli!) pobyt akurat w tym miejscu (przypominam: NIDA - ZDRÓJ) uznaje się za wyjątkowo udany. 

Ino szkoda (wielka szkoda!), że dopiero przy naszym wyjeździe przyroda zaczęła się wiosennie budzić.

...ale i tak było nieżle! Ogółem. Jak śpiewał niezapomniany Tadeusz Chyła: "Czyż mogą gniewać rzeczy te - kiedy ogólnie nie jest źle?".

PS. Nazwa dzisiejszej notki jest z okazji 1 kwietnia, ale reszta jest prawdziwa nad wyraz.