Strony

niedziela, 30 kwietnia 2017

Tucholskie symbole (1798)

Patronką Tucholi jest św. Małgorzata z Antiochii. Warto wiedzieć, że to imię oznacza perłę. Ciekawe jak ta patronka miała się za czasów słusznie minionego systemu... .
- Z czasem popytamy (popytamy!) i o to mieszkańców miasta.

Nasz toruński anioł herbowy nie miał przecież lekko. Pamiętam jak komuna silnie forsowała logotyp miasta jako zamiennik do nazbyt świątobliwego dla niej anioła toruńskiego z kluczem do miasta bram.

A skoro jesteśmy już przy temacie to warto odnotować w Tucholi kościół św. Jakuba Apostoła.

Ten dawny zbór ewangelicki po wojnie (jako "mienie opuszczone") został zamieniony początkowo na halę sportową a następnie na geesowski magazyn zbożowy z licznymi przebudowaniami.

W tym czasie - oprócz zniesienia wieży do samych fundamentów - zamurowano też wszystkie okna ostrołukowe dziś odtworzone. 

Po 1994 przywrócono obiektowi funkcję sakralną skutecznie zwalczywszy wszelkie przebudowania.

sobota, 29 kwietnia 2017

Piotr Kosmala (1797)

Będąc jeszcze w budynku Muzeum (sala szkoleniowo-wystawowa) była okazja zerknąć na wystawę malarstwa.

Pan Piotr Kosmala (wychowanek Wydziału Sztuk Pięknych UMK) jak widać oscyluje w klimatach onirycznych, nastrojowych bardzo.


Zanurzony w niezwykłe klimaty wyruszyłem na miasto.


piątek, 28 kwietnia 2017

Tuchola od początku (1796)

Przyjeżdżając do malutkiej Tucholi (której się dopiero uczę) zaskoczyło i oszołomiło mnie mnóstwo tematów do ogarnięcia. Aby więc nieco uspokoić myśli zaczęto od początku.


A początek Tucholi znajduje się w Muzeum, które jednocześnie pełni rolę informacji historyczno-turystycznej. Od siebie dodam, że pełni ją znakomicie!

Muzeum w tym małym miasteczku jest takie samo jak inne muzea w małych miasteczkach: biedne w metry kwadratowe, niedoinwestowane, wołające o odświeżenie ekspozycji.


Mimo zgłoszonych zastrzeżeń dzielnie pełni swą rolę a to za sprawą personelu, który widoczne braki materialne nadrabia pomocną informacją ustną i drukowaną, serdecznością i żywym zainteresowaniem, aby przybyłego gościa zaopatrzyć w stosowną wiedzę.


Samo Muzeum ma charakter etnograficzno - przyrodniczy. Młode pokolenia odwiedzających znajdą tutaj dziwy niesłychane; kuchnie nieelektryczną, młynek i lampę bez prądu czy stosowne dla tego miejsca (a będące klasą dla samych siebie!) najprawdziwsze monidła.


Osobom nieco starszym te nieobce klimaty przypomną zapewne sceny z - tak nieodległego przecież! - dzieciństwa.
- Jak ten czas leci!.




Wielość przedmiotów aż woła o szerszy oddech, o przestrzeń. Chociaż... . Jak się tak zastanowić to zagęszczenie pewnie nieobce jest zgromadzonym muzealiom. W końcu dawne chaty - nawet te najzamożniejsze - wcale nie miały zbyt wielkich przestrzeni... .


Jeden z kącików to arcydzieło zachwycające wprost aranżacją... . Obiecuję sobie do tej części jeszcze nie raz wracać.

Część przyrodnicza Muzeum daje pojęcie czego można oczekiwać od Borów Tucholskich! Wśród mnogości eksponatów ptasich i zwierzęcych nawet nie zauważyłem braku grzybów które (oprócz przetworów miodowych) są przecież sztandarowym produktem borowiackim.

Wszak moja nieoceniona ciocia A. z Wąbrzeźna na grzybowe żniwa - mając własne lasy pod nosem - wybierała się tylko i wyłącznie do Borów Tucholskich!







Pasąc oczy - niekiedy lekko znajomą - egzotyką leśną zafrapowało mnie pytanie na które jeszcze nie mam odpowiedzi: co robi tutaj żubr?!


 ...bo  o turze to wiem: był i wyginął a na dowód swego istnienia zostawił w gablocie swoje rogi.





Odchodząc zawieszono wzrok na podkowach: szczęście, potrójne szczęście niech mi także przynoszą!

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Czas na Bory Tucholskie (1795)

Ostatnio dumny i blady odwiedzam różne miejsca. Teraz los rzucił mną o Tucholę! Obecnie już Puszcza Białowieska czy Bagienna Dolina Drwęcy nie będą się pysznić, że tylko do nich należę: przyszedł czas na Bory Tucholskie.


Tereny miejsko-leśne będziemy zgłębiali powoli i dokładnie, ale bez większego zadęcia. Znaczy po mojemu ma być. I będzie.

A na razie obserwacja nr 1: w dobrym tego słowa znaczeniu patriotyczniej mi tu niż gdzie indziej. Pewnie dlatego, że w takim małym miasteczku widać wyraźniej postawnych młodzieńców w bluzach z opaskami.... .
- Nie, nie odważyłem się robić im zdjęcia.


Na razie cieszy mnie zaglądanie w różne zakamarki (oj będzie o tym będzie!) i napawanie się małomiasteczkowymi landszaftami.


Uroda spotkania z Tucholą polega na tym, że wszystko tutaj dzieje się w odpowiedniej - dla mnie prowincjusza - skali, niespiesznym rytmie i - co tu dużo gadać - z wielką przyjemnością.
- No ludzi, ludzi tu spotykam niezwykłych!

PS. Do Tucholi przez plątaninę dróg około Świecia przebijamy się bardzo prostu: kierując się na Chojnice.
Hi! Hi! Trzeba to było wiedzieć za pierwszą wyprawą do tego miasteczka.... .

niedziela, 23 kwietnia 2017

NASZE STAWY: Nie dokarmiać! 2/2 (1794)

Dzień dobry! (zdziwione spojrzenie)
- Proszę nie karmić tym kaczek! (Jeszcze bardziej zdziwione)
Jak to nie karmić? A dlaczego to?
- Proszę pani! Karmienie tym kaczek jest dla nich szkodliwe.


- Jak to szkodliwe?! Małe dzieci mogą to jeść to i kaczki mogą!
- Niedawno para łabędzi padła z powodu karmienia ich chlebem... .
- Ja tam chlebem nie karmię! To są tylko chrupki kukurydziane - nie widzi pan? One są smaczne i nikomu nie szkodzą. I dlatego karmiłam, karmię i karmić będę . A co może zabroni mi pan?!
- Faktycznie: nie mogę.

Ciekawe co toruński Eko-Patrol (jest w Toruniu taka mundurowa formacja) miałby do powiedzenia w tej sprawie. A swoją drogą: jaki dokładnie tekst powinna posiadać informacyjna tablica perswadująco - grożąca?


A może to powinien być raczej szereg tablic edukacyjnych? Jedne z nich mogłyby opisywać faunę, drugie florę a jeszcze inne pozostałe a przyrodnicze związane z "Naszymi Stawami"... .

Na początek jednak potrzebny jest przyrodnik - erudyta, który by taki szereg tablic edukacyjnych zaprojektował, wymownym tekstem co wolno a czego się nie zaleca opatrzył, stosowne zdjęcia do nich wymyślił. ...aby nie było tak jak jest.

Żeby zaś nie było na mnie, że tylko emanuję postawą roszczeniową deklaruję na rzecz tego projektu stosowne zdjęcia, a nawet fotografie według ścisłych wytycznych wykonać.

sobota, 22 kwietnia 2017

NASZE STAWY: Wiosenny przegląd 1/2 (1793)

Korzystając ze stosownej chwili udano się na wiosenny przegląd "Naszych Stawów" które przekornie (nawet wśród Przyjaciół!) nazywane są "Stawami Mokrzańskimi". ...że niby od osiedla Mokre na którym one wody królują.

Tym razem nie wykłócając się o pryncypia skupiono się na tym co rośnie i pływa.


Ponieważ pora była mało stosowna na ptactwo niebieskie (gdzieś se odleciało) obiektyw spojrzał na to co przed nim nie mogło uciec.
I utrwalił.

A oto rezultaty z których jeden szczególnie sobie cenię.
A może nawet i dwa?

A dlaczegóż to jestem dzisiaj aż tak wybaczający dla bliźnich? Ano (w tym czasie gdym był złożony niemocą przeziebieniową) Oni wzięli się i posprzątali "Nasze Stawy". Dawniej nazywało się to czyn społeczny, dzisiaj taka aktywność podpada pod wolontariat.

Ten rodzaj wolontariatu ma szczególnie szlachetny charakter: za niego medali nie dadzą, w blasku fleszów nikt nie będzie ściskał rączek ani padał do nóżek.

Po prostu dobra robota została wykonana i tylko świadomość tego oraz dobre słowo jest zapłatą.
- Chwała tym którym się chce!