Strony

niedziela, 9 czerwca 2013

Ostatnia lekcja 2/2 (1254)


Włodzimierz Pozner - OTWARTA LEKCJA  (c.d.)



Minuty nie trzeba było. Po 30 sekundach wszyscy  powiedzieli: „Jesteśmy gotowi”. A on  mówi: Czy macie
jednakowe zdanie? – Tak, uzgodniliśmy, oto one: „Zrobimy wszystko, aby ta informacja stała się publiczną.
To nasz dług”. Mamy dług tylko przed naszym audytorium – nie przed prezydentem kraju, nie przed rządem,
nie przed gospodarzem. Mamy dług tylko w stosunku do ludzi, którzy nas czytają, słuchają i oglądają –
mamy dać im maksimum informacji. Ta informacja dotyczy ich bezpośrednio. To ich dzieci, mężów i braci
wyprawią na wojnę. Mamy obowiązek ich o tym poinformować. Czy nam się to uda, to już jest inne pytanie.
Mogą nam nie pozwolić, ale tak zrobimy.

Tak więc ja zadawałem to pytanie wielu naszym dziennikarzom, co prawda tylko telewizyjnym. Niektórzy
się krzywią i mówią: A czy telewizyjni to też dziennikarze? Dziennikarze.

No i odpowiedzi były takie:  No jak? Czy to będzie patriotyczne jeśli wszystkim powiem o tym? Nie będzie
patriotycznym, ale ja jego pytam: Chodzą słuchy panie ministrze, że nasz kraj zamierza wypowiedzieć wojnę
jakiemuś krajowi. Czy to prawda? – mówię. A minister na to: No cóż, zadano mi pytanie to odpowiadam:
To nieżyczliwość i wrogość! Takie informacje rozprzestrzeniają o nas różni tacy opozycjoniści od brudów
– i tak dalej. – Następne pytanie proszę!

Od tamtego czasu spotkałem tylko jednego człowieka, który powiedział, że musi tę informację przekazać
swojemu audytorium. Jednego! Jestem przekonany, że na tej sali znajduje się odpowiednio dużo osób, które
znajdą sposób, aby tą nowość upowszechnić.

Jeśli ktoś by mi powiedział: Niczego nie zrobię, dlatego, że się boję – nie będę miał pretensji. Oczywiście,
że strasznie jest w niektórych krajach. No, ale i w Ameryce proszę sobie nie myśleć, że wszystko można
zrobić tak prosto, posadzą nawet za byle co. Bać się – to ja rozumiem. Ale innych wykrętów to już nie.

A co to takiego jest patriotyzm dziennikarza? Patriotyzm dziennikarza to pokazać gdzie źle. Dlaczego?
Dlatego, że nikt inny za niego tego nie zrobi. Czy ktokolwiek z was słyszał żeby władza pokazała:
Popatrzcie, jak źle my to zrobiliśmy.  Miejscowa władza, federalna. Widział ktoś coś takiego? Ja osobiście
nie. A kto to ma zrobić, szeregowy obywatel? Kto powie: oj, popatrzcie na to! Dziennikarz nie może
niczego zmienić, mimo, że to czwarta władza, a czwarta władza może tylko informować, zwracać uwagę
wszystkich, i przede wszystkim - a może i nie przede wszystkim - zwracać uwagę pozostałych władzy
na to, co nie jest w porządku: oto jej zadanie.

Tak to, z tego punktu widzenia z dzisiejszym dziennikarstwem jest kiepsko. W ogóle śmieszno o tym
mówić, ale to też prawda, że dziennikarstwo ma swoje zasady. 

Zasada numer jeden: mówić prawdę. Brzmi niewiarygodnie, co? Mi mogą powiedzieć: No tak, ale prawda
bywa różna. To z terenu zarządzania demokracją. Oczywiście, że jest jego prawda i jest moja prawda. No
jeśli ja powiem, że dzisiaj jest sobota i się pomylę, to może się zdarzyć. Znaczy się mówić prawdę. W
skrajnym wypadku, sam musisz być przekonany, że mówisz prawdę.

Po drugie: umieć trzymać na boku własne sympatie i antypatie. Bo oto tylko patrzysz, co piszą inni albo co
pokazują. To co ja myślę o tym, co mi się nie podoba – nie, nie - ja o tym nie będę mówił. Ja będę mówił
tylko to co podtrzymuje mój punkt widzenia. To nie ma żadnego związku z dziennikarstwem. To jest tylko
sama propaganda. Twoim zadaniem jest informować. A to co ty myślisz na ten temat, to jest zupełnie inna
rzecz.

Nasze dziennikarstwo prawie wyłącznie tym się zajmuje – albo z jednej albo z drugiej strony. Albo za albo
przeciw, no i oczywiście za czyli przeciw.

No i po trzecie – być obiektywnym. Oczywiście, że jesteśmy nieobiektywni, nie jesteśmy robotami, ale
można się starać. Doskonale wiadomo kiedy się o to staramy a kiedy nie. Nie można siebie oszukać. Tym
się nie zajmujemy.

W dzisiejszej Rosji te trzy rzeczy są zwyczajnie ciężkie, dlatego, że nie ma czwartej władzy. Znowu mamy
jedną władzę. Dawajcie, przyznamy się, że jest tak, że wszystkie pozostałe gałęzie władzy – ustawodawcza,
sądownicza praktycznie zależą od władzy wykonawczej. Czy tak jest? I co z dziennikarstwem w takiej
sytuacji? Jest bardziej niż trudno.

Dziennikarze cały czas okazują się być bojownikami: jedni piszą, żeby władza czegoś nie robiła, bo to źle
lub bardzo źle, szpetnie albo przestępstwo. Inni – ci państwowcy - piszą wprost przeciwnie i co by władza
nie robiła mówią, że dobrze, albo bardzo dobrze, albo po prostu wspaniale.

Są nawet ludzie, którzy nazywają się dziennikarzami, a którzy są posłami do Dumy Państwowej, członkami
partii, tacy którzy absolutnie szczerze mówią, że jest partyjna dyscyplina (jeśli partia to postanowiła, to
trzeba tak zrobić i tego bronić)
. Chciałbym wiedzieć: ten dziennikarz może publicznie się nie zgodzić,
lub zwrócić uwagę na coś takiego co nie jest całkiem dobre w partii?
Nie może.
- To jaki z niego dziennikarz?

Chciałbym przywołać tu pewną analogię. Wyobraźmy sobie pole bitwy. Leżą ranni. Czy lekarz ma prawo
pytać o narodowość tego do którego podchodzi? To może być ostatni faszysta, ale on ma obowiązek go
uratować. Nie ma wyboru, to jego dług: jego zadaniem jest ratować życie ludzkie. W pewnym stopniu
dziennikarz robi to samo, chociaż innym sposobem. Nie ma prawa mówić: jestem za tym i za tamtym, za
tym będę a za tym nie będę. On powinien myśleć tylko o swoim audytorium. Tak, to jest ryzykowne.
Niemniej jednak powinien to zrobić.

I jeszcze muszę powiedzieć, że tam gdzie nie ma demokracji nie ma dziennikarstwa, dlatego że tam gdzie
jej nie ma - nie ma niezależnych od siebie gałęzi władzy.

Dlatego sens tego o czym  mówię zamyka się nie w tym, aby powiedzieć, że u nas nie ma dziennikarstwa
tylko, że jesteśmy na takim etapie o którym decyduje logika rozwoju. I nie Putin jest temu winny, chociaż
po części  i on, a logika rozwoju. Czy możliwe jest, aby trzy podstawowe kanały telewizji bezpośrednio
lub boczkiem rządziły państwem i jeszcze przy tym mówić o dziennikarstwie? Oczywiście, że nie można.

Pozwolą Państwo, że podsumuję następująco. Kiedy w Europie zachodniej był Renesans, zjawisko
prawdziwie zadziwiające, absolutnie wyjątkowe, które wydało z siebie wielkich geniuszy, Rosja była
pod jarzmem tatarsko - mongolskim. U nas nie było żadnego Renesansu. I trwało to – Szanowne Panie
i Panowie –
250 – 300 lat. Jeśli liczyć, że pokolenie to 20 lat, to policzmy ile w tym czasie przeszło
pokoleń? Trzydzieści, a może i więcej. To wpłynęło na to kim my jesteśmy dzisiaj. Rosja była zamknięta.
Kiedyś była żelazna kurtyna – nikt nie przyjeżdżał. Kiedy zaczęli przyjeżdżać z Angli i innych tam krajów
– no, kraj bogaty handlować się chce – ci obcy byli prawdziwie porażeni. 

Czy wy wiecie, że obcokrajowców umieszczali osobno? Niemiecka słoboda (wolna osada handlowa
– przyp. tł.)
nazywała się niemiecką nie dlatego, że tam byli Niemcy – bo niemiec to człowiek nie mówiący
po rosyjsku, czyli niemy. Wszystkich obcokrajowców osiedlali osobno. A po co to? Ażeby oni nie daj
Boże, nie zarazili swoimi myślami rosyjskiego człowieka. W czasach radzieckich było to samo, tylko nie
określano tego niemiecką słobodą. Wszyscy obcokrajowcy żyli osobno.

Daje się zauważyć pewną sekwencję wydarzeń. To jest ta sama historia i to samo patrzenie. I Zachód
zadaje pytanie: A co to takiego Rosja, cóż to za dziwny kraj? Ludzie zachowują się tu jakoś dziwnie.
Wtedy - i to prawda - obcokrajowcy nie mieli prawa wychodzić ze słobody bez towarzystwa uzbrojonych
ludzi, tak aby nikt do niech nie podszedł. No i do środka żeby nikt nie przeniknął.

Na ile rozumiem, z krajów europejskich – a uważam, że Rosja to kraj  europejski, gdzie chrześcijaństwo
jest podstawą –
tak więc z krajów europejskich, według mnie Rosja jest jedynym krajem który zamienił
w niewolników własny naród. Chłopi pańszczyźniani, których można było sprzedawać, rozdzielać męża
z żoną na różne strony i tak dalej. To ciągnęło się długo i dopiero w 1861 roku się skończyło. A i tak choć
powiedzieli chłopom „Jesteście wolni” to ziemi nie dali. Oni zwracali się do swoich właścicieli „Panie, na
Boga – nie trzeba”
. A panowie tylko rozkładali ręce.

I ci ludzie okazali się nigdzie. I tylko ich dzieci, a może być nawet i wnuki w końcu weszły w nowe życie,
przyszedł kapitalizm, nie bardzo piękny ale przyszedł. Ale i to nie ciągnęło się zbyt długo. A potem były
czasy radzieckie.

A kołchoźnik to on był wolnym człowiekiem? Wszyscy pamiętamy, że nie miał on paszportu, on nie mógł
nigdzie wyjechać bez pozwolenia. Jak to się nazywa? Nie postawiłem sobie zadania by mówić, że w Rosji
wszystko było źle. Po prostu próbuję objaśnić dlaczego w Rosji nie ma dziennikarstwa i dlaczego nie będzie
go prędko. Dlatego, że powinna się zmienić mentalność narodowa, powinno się zmienić spojrzenie na życie.
A to nie zdarza się w ciągu jednego czy dwóch pokoleń.

Podsumowując.
Obecny stan dziennikarstwa w Rosji należy uznać za wspaniały. Zawsze mówię swoim zagranicznym
kolegom: jacy wy niecierpliwi! Wy potrzebowaliście 200 lat dla tej swojej demokracji i nadal jest ona daleka
od doskonałości. A wy chcecie, aby to wszystko zdarzyło nam się w dwadzieścia lat. Tak nie może być.
Oczywiście będzie szybciej, niż za 200 lat, dlatego że teraz wszystkie procesy przyspieszyły.

Myślę, że razem z wami przyjedzie nam czekać 30 – 40 lat. I mówię to całkiem poważnie. Przychodzi na
myśl takie porównanie: Mojżesz, dzieci Izraela, 40 lat, pustynia, sam Mojżesz nie trafia do Ziemi Obiecanej,
dlatego że on był niewolnikiem. Trzeba czekać, aż zniknie ostatni niewolnik.

Jak wiadomo jestem człowiekiem niespecjalnie religijnym, ale jest w tej historii godna uwagi mądrość
o tym, że trudno wyzwolić się od niewolnictwa. Dlatego też obecny stan dziennikarstwa  w Rosji – kończę
pozytywną nutą –
uważam za wspaniały, mając na względzie to skąd idziemy.

Dziękuję bardzo!